Alpe Buri

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Settimo Vittone

Wysokość: 1525 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1242 metry

Długość: 14,1 kilometra

Średnie nachylenie: 8,8 %

Maksymalne nachylenie: 14,5 %

PROFIL

OPIS

Zjechawszy niespełna cztery kilometry zatrzymałem się na przeszło kwadrans przy drewnianym budynku Area Picnic Scalaro. Chciałem tu poczekać na Darka, lecz ten znacznie dłużej zabawił na samej górze. Ostatecznie choć zjeżdżałem przeszło półtorej godziny to i tak do auta dotarłem jako pierwszy. Przy samochodzie spędziliśmy dłuższą chwilę zanim ruszyliśmy ku Settimo Vittone. Od tego miasteczka dzieliły nas ledwie cztery kilometry. Wystarczyło przejechać pod autostradą A5, dalej mostem na lewy brzeg rzeki Dora Baltea i pokonać krótki odcinek na południe po krajowce SS26. Dość szybko znaleźliśmy boczną drogę SP72, na której zaczyna się podjazd do Trovinasse i Alpe Buri. Przy okazji wypatrzyliśmy otwarty do godziny 19:30 supermarket i uznaliśmy, iż po zjeździe z drugiej góry warto będzie w nim zrobić zakupy przed ostatnim weekendem. Zatrzymaliśmy się na parkingu przed kościołem pod wezwaniem św. Andrzeja. Poszliśmy na spacer by znaleźć coś gorącego do zjedzenia przed drugą wspinaczką. Niestety te poszukiwania nie zakończyły się sukcesem, więc musiały nam wystarczyć zapasy, które przywieźliśmy z sobą. Ostatecznie podjazd pod Alpe Buri rozpoczęliśmy dopiero o godzinie 16:33. Wystartowaliśmy dość spokojnie. Od startu czułem, że wspinaczka pod Monte Scalaro wyssała ze mnie sporo energii. Pierwsze 500 metrów było jeszcze stosunkowo łagodne. Niemniej już kolejne pół kilometra na dojeździe do kościoła Madonna delle Grazie stało się zapowiedzią tego jak to wzniesienie będzie wyglądać. Pod koniec drugiego kilometra musieliśmy opuścić szosę SP72 zmierzającą do Nomaglio i Andrate. Musieliśmy skręcić w lewo biorąc kurs na Cornaley i Trovinasse. Na tym zapoznawczym odcinku wykręciliśmy VAM na stosunkowo niskim poziomie 930 m/h. Niemniej powoli rozkręcaliśmy się. Spora w tym zasługa Darka, który nie wyjechał się na pierwszej górze i teraz mobilizował mnie do żwawszej jazdy. W połowie trzeciego kilometra rozpoczęliśmy stromy odcinek na dojeździe do Cornaley (3,9 km). Jeśli wierzyć danym z krótszych odcinków na stravie to tą stromiznę przejechaliśmy już w tempie 1260 m/h. Powyżej tej wioski minęliśmy Hotel Il Falco e La Volpe (Sokół & Lis), zaś przy osiemnastym wirażu niedawno odrestaurowaną kapliczkę. Pod koniec szóstego kilometra Dario zaatakował po raz pierwszy. Niemniej zrobił to tuż przed krótkim zjazdem. Na nim rozpędziłem się na dużej tarczy i dopadłem go na początku kolejnej fazy wspinaczki. Po tej próbie sił przejechaliśmy razem jeszcze jakieś półtora kilometra kręcąc VAM na poziomie 1140 m/h.

Pod koniec ósmego kilometra Darek ponowił swój atak. Na ten mocny skok nie byłem już w stanie zareagować. Tymczasem teren mi nie sprzyjał. Ostatnie 6 kilometrów powyżej osady Valcauda miało bowiem średnio 9,6%. Mogłem się tylko mądrze bronić czyli jechać równo i mocno w granicach własnych możliwości. Pozostało mi liczyć na to, że atakujący nieco przeliczy się z własnymi siłami jak na Passo delle Erbe. Zaczęła się ostra walka: „Quintana” z przodu, „Froome” z tyłu. O’K żarty na bok. Niemniej tak zacięty pojedynek chciałbym widzieć na każdym z górskich odcinków Tour de France. Istne przeciąganie liny. Żaden z nas nie chciał odpuścić. Cały czas mieliśmy ze sobą kontakt wzrokowy. Pomiędzy 8 a 11 kilometrem na stravie wyznaczono segment o długości 2,8 kilometra przy średniej 12%. Przejechaliśmy go w około 16 minut, przy czym Darek nadrobił nade mną 12 sekund. On wykręcił tu VAM 1271 m/h, zaś ja 1257 m/h. Minęliśmy Alpe Surro (10,5 km) i wciąż otwarty Camping Nosy zbliżając się do ostatniej wioski na tym szlaku czyli Trovinasse (12,4 km). Czułem, że jeszcze trochę sił mi zostało. Różnica między nami cały czas wahała się w granicach 10-15 sekund. Wolałem zbyt wcześnie nie przyśpieszać ponad „stan wrzenia” by za taki zryw nie zapłacić. Postanowiłem zaczekać z kontratakiem na ostatni kilometr czy nawet 500 metrów. Jechaliśmy na granicy swych możliwości. Pomiędzy 11 a 14 kilometrem na stravie zaznaczono dwa odcinki o łącznej długości 2,7 kilometra i średnim nachyleniu 11%. Przejechałem ten fragment w czasie 13:37 i odrobiłem do Darka kilka sekund. Na tym finałowym odcinku swoją prędkość w pionie czyli sławetny VAM rozkręciliśmy do poziomu 1330 m/h! Za ostatnim 29. wirażem mieliśmy jeszcze do pokonania 200 metrów do mety na rozdrożu gdzie skończył się asfalt. Dario dotarł do tego miejsca pierwszy odnosząc zasłużone zwycięstwo. Przegrałem po walce. Według stravy segment o długości 13,9 kilometra obaj przejechaliśmy ze średnią prędkością 12,2 km/h. Przy czym Darek pokonał go w czasie 1h 08:21 (VAM 1051 m/h), zaś ja potrzebowałem na to 1h 08:27 (VAM 1049 m/h). To dało nam 9 i 10 miejsce wśród 50 zarejestrowanych osób. Do Settimo Vittone zjechaliśmy tuż po dziewiętnastej. Zakupy zrobiliśmy w pośpiechu z czego wynikła nam dodatkowa (nerwowa) akcja poszukiwawcza. Dzień mogliśmy uznać za bardzo udany. Stosunkowo krótki etap trzynasty okazał się bardzo konkretny. Przejechałem na nim 60 kilometrów o łącznym przewyższeniu 2747 metrów. Zrobiliśmy sobie bardzo mocne przetarcie przed weekendowymi wyprawami na dwa olbrzymy.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/394998944

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/394998944

ZDJĘCIA

Alpe-Buri_001

Zdjęcie 1 z 40