Rifugio Aremogna

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Castel di Sangro

Wysokość: 1663 metry n.p.m.

Przewyższenie: 857 metrów

Długość: 17,1 kilometra

Średnie nachylenie: 5 %

Maksymalne nachylenie: 12 %

PROFIL

OPIS

W środowy poranek obudziła nas górska wichura. Wiatr wiejący ze szczytów masywu Majella leciał w dół ku Lettomanopello z prędkością wyższą niż ta, którą swego czasu rozwijał na zjazdach Paolo „Il Falco” Savoldelli. W oknach trzaskały okiennice, z balkonów spadały doniczki, zaś plastikowe krzesła na rynku zmieniały lokalizację. Po kilku upalnych dniach, zanosiło się na pogodowe przesilenie. Tymczasem tego dnia mieliśmy osiągnąć biegun południowy naszej wyprawy. Początkowo zakładałem, że zrobimy dwa wzniesienia, oba w Abruzji. Najpierw trzecie oblicze Blockhausu drogą zachodnią przez Roccamorice, ale „tylko” do poziomu Hotelu Mamma Rosa (1648 m. n.p.m.), aby nie powtarzać ani metra drogi poznanej we wtorek. Następnie zaś podjazd do stacji narciarskiej Aremogna (1663 m. n.p.m.), położonej powyżej mającego przebogate związki z historią Giro d’Italia miasteczka Roccaraso. Jednak kilka tygodni przed wyjazdem zmieniłem zdanie. Uznałem, iż zamiast poznawać Blockhaus od jeszcze jednej strony warto będzie zaliczyć dwa zupełnie inne podjazdy: Rionero Sannitico (1036 m. n.p.m.) oraz Campitello Matese (1433 m. n.p.m.). Oba położone w Molise czyli regionie graniczącym z Abruzją od południa. W miejsce ponad 25-kilometrowego podjazdu chciałem wstawić dwa mniejsze. Pierwszy 9-kilometrowy, drugi o długości 13 kilometrów. Głównym magnesem, który skłonił mnie do przedłużenia naszego szlaku na południe o kolejny region był ten większy czyli Campitello Matese z prowincji Campobasso. Niemniej zależało mi również na tym wcześniejszym, zgoła niepozornym położonym na terenie prowincji Isernia. Normalnie podjazd tej wielkości co Rionero Sannitico (czyli 9,1 kilometra przy średniej 6,8 %) nie zajmowałby mojej uwagi. Tym niemniej ze względów historycznych nie była to pierwsza lepsza góra. Znalazła się ona bowiem już na trasie pierwszej edycji wyścigu Dookoła Włoch z 1909 roku, acz w znacznie łatwiejszej wersji północnej. Od interesującej mnie południowej strony po raz pierwszy wspinano się w sezonie 1913. W sumie zaś od jednej bądź drugiej strony wizytowano tą przełęcz aż 29 razy, z czego 17-krotnie od południa. Po raz ostatni w 2010 roku.

Niemniej jak już zdążyliśmy się wcześniej przekonać program z trzema podjazdami i tylomaż postojami (wypakowaniami i zapakowaniami) to bardzo czasochłonne przedsięwzięcie. Pełna realizacja tego planu zależała od płynności naszej podróży. Do pierwszego postoju w Castel di Sangro mieliśmy 95 kilometrów. Wyjechaliśmy z Lettomanopello po godzinie dziesiątej. Zjechawszy do Scafy zatrzymaliśmy się jeszcze na tankowanie. Potem ruszyliśmy na zachód drogą krajową SS5 ku Popoli. Tu skręciliśmy na południe by niemal całą resztę trasy przebyć po drodze SS17. Przejechaliśmy przez Sulmonę, w której 5-krotnie kończyły się etapy Giro (ostatnio w 1992 roku). Później przemierzyliśmy Altopiano delle Cinquemiglia czyli położony na wysokości 1250 m. n.p.m. płaskowyż o długości 9 km i szerokości 1 kilometra. Nie tak imponujący jak Campo Imperatore, lecz i tak robiący spore wrażenie. Po nim pozostało nam już tylko zjechać ku Castel di Sangro, gdzie zameldowaliśmy się tuż przed południem. Zaparkowaliśmy na wylocie z miasteczka przy drodze SP119. Przed nami był podjazd do Rifugio Aremogna, który uczestnicy Giro tylko raz przejechali w pełnej postaci. Było to na dziewiątym etapie wyścigu z roku 1976. Ten odcinek wygrał Włoch Fabrizio Fabbri z ekipy Bianchi dowodzonej przez Felice Gimondiego. Wyprzedził on wówczas swego rodaka Arnaldo Caverzasiego oraz o 1:52 Belga Josa Deschoenmackera, pomocnika Eddy Merckxa w ekipie Molteni. Liderzy przyjechali na metę ze stratą ponad czterech minut do zwycięzcy. Natomiast do położonego niespełna 10 kilometrów przed szczytem Roccaraso wyścig zaglądał wiele razy. Miasteczko to pojawiło się już na trasie trzeciego etapu pierwszej edycji włoskiego touru. Dokładnie na szlaku z Chieti do Neapolu i była to pierwsza góra w historii Giro! W sumie „la corsa rosa” gościła tu 20-krotnie, acz 12 razy jeszcze przed II Wojną Światową. We wczesnych latach pięćdziesiątych wyznaczano tu nawet etapowe finisze. W 1952 roku finiszowano od południa i na finiszu z 6-osobowej grupki Włoch Giorgio Albani wyprzedził słynnego Francuza Rafaela Geminianiego. Rok później przyjechano z północy czyli od strony Cinquemiglia. Tym razem wygrał Fausto Coppi, który na finiszu z większej grupy wyprzedził Albaniego i takich asów jak: Louison Bobet, Gino Bartali, Stan Ockers, Ferdy Kubler i Fiorenzo Magni.

Czekał nas podjazd o długości 17,1 kilometra i średnim nachyleniu 5 % przy przewyższeniu 857 metrów („cyclingcols” uwzględniając wszelkie zjazdy i odzyski podaje nawet 930 metrów). Pierwsze osiemset metrów na wprost. Po przejechaniu 2,7 kilometra minąłem skręt w kierunku wioski Roccacinquemila. Dokładnie po pięciu kilometrach trzeba było opuścić zaciszną SP119 i chcąc nie chcąc na parę minut wjechać na ruchliwą SS17. Na drodze krajowej trzeba było pokonać 800 metrów, zaś przy pierwszej okazji zjechać w lewo by jadąc po Viale Napoli dojechać do wspomnianego już Roccaraso (7,5 km). W centrum tej miejscowości przejechałem krótki odcinek po Viale Roma, aby po zakręcie w lewo skierować się w górę przez Via Claudio Mori. Jakieś 8,2 kilometra po starcie byłem już praktycznie powyżej poziomu miasta. Jeszcze 600 metrów na Via Vallone San Rocco i pod koniec dziewiątego kilometra należało skręcić w prawo na górską drogę Via Aremogna, wciąż trzymając się drogi SR437. Kolejne 2,7 kilometra umiarkowanie trudne, z krótkimi odcinkami w lesie. W połowie dwunastego kilometra zakręt w lewo i wyjazd na prostą o długości 1200 metrów, z pięknym widokiem po prawej ręce na Altopiano delle Cinquemiglia. W międzyczasie mija się skręt ku Monte Zurrone (12,2 km). W tym momencie droga jest już na wysokości 1480 metrów. Potem wznosi się jeszcze na poziom 1510 metrów by znów opaść do poprzedniego pułapu za sprawą krótkiego zjazdu, który kończy się na rondzie po przejechaniu 14,6 kilometra. Do szczytu pozostało mi więc jeszcze 2,5 kilometra. Kilkaset metrów stosunkowo łatwych. Przynajmniej jeśli chodzi o teren, bo przy przeciwnym wietrze w tym zupełnie otwartym terenie nie było wcale tak łatwo. Końcówka wymagająca. Szczególnie ostatni kilometr o średnim nachyleniu 10,5 % i max. dochodzącym do 13 %. Dojechawszy do ośrodka początkowo odbiłem od głównej drogi w lewo w kierunku różowego budynku schroniska i kościoła. Wspinaczka zajęła mi w sumie 59:49, czyli jechałem z przeciętną 17,1 km/h. Po prostu godzina solidnej roboty. Ponieważ jednak w tym opuszczonym przez ludzi miejscu zaczęła się mną niezdrowo interesować sfora lokalnych piesków wolałem zawczasu wycofać się do głównej drogi. Następnie zjechałem w poszukiwaniu Darka i tym sposobem już wraz z kolegą powtórzyłem sobie ostatnie dwa kilometry podjazdu. Na sam koniec wjechaliśmy jak najwyżej się dało czyli na plac przed miejscową szkółką narciarską.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/167649206

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/167649206

ZDJĘCIA

Rifugio Aremogna_001

Zdjęcie 1 z 25