DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Bolzano
Wysokość: 1364 metry n.p.m.
Przewyższenie: 1043 metry
Długość: 20,4 kilometra
Średnie nachylenie: 5,1 %
Maksymalne nachylenie: 10 %
PROFIL
OPIS
Niedziela czyli trzecia wycieczka w rejon Bolzano. Tym razem nie musieliśmy nawet wyjeżdżać poza to miasto. Kolejne wspinaczki miały się bowiem zaczynać na wschodnich rogatkach Bozen. Obie premie górskie niewysokie tzn. sięgające niespełna 1400 metrów n.p.m. Bezpieczne rozwiązanie na kolejny pochmurny dzień. Zgodnie ze sprawdzonym już wcześniej sposobem na pierwsze danie zaserwowałem nam wzniesienie dłuższe czyli przeszło 20-kilometrowy podjazd do Auna di Sopra (1364 m. n.p.m.). Natomiast na drugie górę krótszą, acz bardziej konkretną tzn. niespełna 11-kilometrową Prati di Kohl (1372 m. n.p.m.). Przejechawszy Bolzano zatrzymaliśmy się w zatoczce przy Via Rencio. Stamtąd do podnóża pierwszego podjazdu mieliśmy ledwie kilkaset metrów. Niestety tego dnia nie dane nam było pojeździć w komplecie. Danielowi doskwierał silny ból pleców. Aby sobie z nim poradzić wziął przepisane przez lekarza leki. Na tyle mocne, że nie czuł się na siłach by wsiadać na rower i zdobywać alpejskie szczyty. Zrobił sobie dzień przerwy, który już następnego dnia wyszedł mu na dobre. Niemniej o tym przy kolejnej okazji. Wspomniana już Auna di Sopra (niem. Oberrinn) posiada kolarski „tytuł szlachecki”. To znaczy ma za sobą występ w Giro d’Italia. Co prawda tylko jeden, ale zawsze. Uczestnicy wyścigu Dookoła Włoch zmierzyli się z tym wzniesieniem w 1995 roku na etapie czternastym z Trento do Kurzas / Maso Corto. Wystąpiła ona jednak w roli ledwie przystawki będąc pierwszą z czterech premii górskich. Pierwszy na niej był włoski sprinter Giuseppe Citterio jeżdżący wtedy wraz z naszym Zenonem Jaskułą w ekipie AKI-Gipiemme. Następnie zjechano ku Val Sarentino (niem. Sarntal), po czym skierowano się na północ ku przełęczom Pennes i Monte Giovo. Z tej drugiej zjechano ku Merano, zaś na finałowym wzniesieniu po zwycięstwo etapowe pomknął Kolumbijczyk Oliverio Rincon. Według „cyclingcols” podjazd do Auna di Sopra liczy sobie 20,4 kilometra o średnim nachyleniu 5,1 % przy przewyższeniu netto 1043 metry. Tym niemniej faktycznie trzeba na nim pokonać w pionie aż 1142 metry. A czemu? O tym za chwilę.
Tym razem udało nam się w końcu wystartować przed południem. Dokładnie o godzinie 11:53, ale zawsze był to jakiś postęp w naszej organizacji. Początek wspinaczki na drodze SP73 wiódł wśród upraw winorośli. Do połowy drugiego kilometra trasa była kręta. Przypominało to wstęp do lombardzkiej Pra’ Campo, aczkolwiek Auna nie była tak stroma jak rzeczony podjazd w poznanej przed rokiem Valtellinie. Zaraz po starcie mocno ruszył Rafał. Niemniej już po kilku minutach uformowała się czołówka, w której oprócz mnie znaleźli się Adam i Tomek. Po przejechaniu 1,9 kilometra minęliśmy osadę Santa Giustina. Potem do końca czwartego kilometra jechaliśmy niemal prosto na wschód, mając dobry widok na biegnącą w dolinie Autostradę del Brennero. W tym miejscu powoli zacząłem odjeżdżać. Kolejną osadą na była Laste Basse (niem. Unterplatten) po 4,6 kilometra od startu. Po pięciu kolejnych serpentynach byłem już na wysokości Ramml (6,9 km). Pod koniec ósmego kilometra w Rein (7,7 km) miałem już 1:45-1:50 przewagi nad Tomkiem i Adamem. W połowie dziesiątego kilometra dojechałem w końcu do pierwszej z dwóch większych miejscowości na tym szlaku czyli Auna di Sotto (niem. Unterrinn). Dokładnie po dwunastu kilometrach minąłem drogę SP134 wiodącą ku Soprabolzano alias Oberbozen. Jakiś kilometr dalej byłem już przy lokalnym Centrum Rzemiosła, zaś po przebyciu 14,2 kilometra przejechałem przez duże rondo u wrót Collalbo (niem. Klobenstein). Trzeba było na nim odbić w lewo i wybrać szosę SP135. Następnie po przejechaniu 14,6 kilometra należało raz jeszcze skręcić w lewo ku Auna di Sopra. W tym miejscu na wysokości niemal 1200 metrów n.p.m. kończyła się zasadnicza część tego podjazdu. Według stravy pierwsze 13,8 kilometra przejechałem w czasie 54:55 czyli ze średnią prędkością 15,1 km/h i VAM 987 m/h. Na tym segmencie byłem dokładnie o trzy minuty szybszy od Tomka i Adama. Pozostała część ekipy jechała bardzo zgodnie. Kwartet w składzie: Dario, Arturro, Romano i Rafael pokonał ten odcinek w czasie 1h 03:38. Wedle wysłuchanej później relacji Darek korzystając ze spokojniejszego tempa prowadził w tej grupie profesorskie wykłady na temat skutecznej taktyki podczas jazdy w górach.
Po drugim rondzie do szczytu wzniesienia pozostało mi do przejechania około 6 kilometrów o skromnym przewyższeniu niespełna 200 metrów. Wkrótce minąłem parę osad składających z kilku zabudowań postawionych na górskiej łące tzn. Unterkemater (15,7 km) i Riggermoos (16,5 km). W praktyce odcinek ten okazał się znacznie trudniejszy niż wyglądał na wykresie z komputera. Począwszy od końcówki szesnastego kilometra naliczyłem pięć krótkich zjazdów, po których za każdym razem trzeba było odzyskiwać wysokość mocując się ze stromymi hopkami. Takie ciągłe zmiany rytmu po godzinie mocnej jazdy na wcześniej regularnym podjeździe nie były przyjemną niespodzianką. Należało tu trochę popracować manetkami przerzutek. Dwudziesty kilometr wiodący już po Auna di Sopra i niemal w całości składał się ze zjazdu. Tym niemniej nie można było się rozluźnić. Na sam koniec czekała nas jeszcze stroma ścianka długości 800 metrów o maksymalnym nachyleniu sięgającym 15 %. Na szczyt przy przystanku autobusowym na wysokości ulicy Sam dotarłem po pokonaniu 20,9 kilometra w czasie 1h 17:01 czyli z przeciętną prędkością 16,3 km/h. Byłem ciekaw kto przyjedzie drugi. Zakładałem, że Adam lub Tomek. Tymczasem oczekiwanie przedłużało się. Po kilkunastu minutach pierwszy zza ostatniego zakrętu wyskoczył Dario o kilkanaście sekund przed Romkiem oraz kilkadziesiąt przed Rafałem i Arturem. Na finałowej hopce urządzili sobie ostre ściganie o punkty na premii górskiej. Zwycięsko z tej potyczki wyszedł najbardziej doświadczony w tym gronie Darek. Zagadką pozostawały losy Adama i Tomka. Założyłem, że musieli pomylić drogę na którymś z etapów wspinaczki. Nie pomyliłem się. Okazało się, że na drugim rondzie zamiast w lewo pojechali prosto w kierunku Corno del Renon i Madonnina / Gissmann. Tym niemniej nie byli z tego powodu stratni. Dotarli znacznie wyżej od nas, albowiem po kolejnych 7 kilometrach jazdy zatrzymali się dopiero na wysokości 1730 metrów n.p.m. w miejscu zwanym Obergrunwald. Tym samym nieco z przypadku zaliczyli podjazd o przewyższeniu ponad 1400 metrów. No i jak tu nie wierzyć w rosyjskie przysłowie: „wolniej jedziesz, dalej zajedziesz”.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/376584909
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/376584909
ZDJĘCIA

