Bagni di Masino

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Masino

Wysokość: 1172 metry n.p.m.

Przewyższenie: 907 metrów

Długość: 17 kilometrów

Średnie nachylenie: 5,3 %

Maksymalne nachylenie: 10 %

PROFIL

OPIS

Na niedzielę zaplanowaliśmy sobie kolejną wycieczkę na zachodni kraniec Valtelliny. Mogliśmy pojechać w okolice Morbegno już całą naszą szóstką czyli w sile dwóch wozów technicznych. Tym niemniej Adam, Borys i Tomek mieli do odrobienia zaległości wynikające ze swego późniejszego przyjazdu do Bianzone. Ponieważ w pierwszej ćwiartce Valtelliny tak z uwagi na sportową historię jak i fizyczne rozmiary najciekawszym jest podjazd pod Passo San Marco to właśnie przełęcz św. Marka stała się w tym dniu ich priorytetem. Ja wraz z Danielem i Darkiem mogłem się już skupić na innym rewirze czyli na górkach po północnej stronie doliny. Na danie główne naszej niedzielnej uczty wybrałem podjazdy do Bagni di Masino (1172 m. n.p.m.) i Preda Rossa (1955 m. n.p.m.). Ponieważ oba wzniesienia mają wspólny punkt startu i rozjeżdżają się dopiero po pierwszych 10 kilometrach trzeba było dokonać taktycznego wyboru, którą z dwóch wspinaczek robimy od dołu, a którą jedynie od rozjazdu znajdującego się we wiosce Filorera, na wysokości 841 metrów n.p.m. Ja zdecydowałem się zrobić dwa mniej więcej równe pod względem przewyższenia podjazdy. To znaczy najpierw pojechać do końca Val Masino, a następnie po kilku kilometrach zjazdu zboczyć na podjazd krótszy, acz znacznie trudniejszy pod Preda Rossa. Daniel przystał na moją propozycję. Natomiast Darek postanowił zapolować na maksymalną amplitudę. To znaczy od samochodu zaparkowanego przy drodze SS38 ruszył od razu na Preda Rossa by za jednym zamachem zrobić jakieś 1690 metrów przewyższenia. Następnie po zjeździe do Filorery miałby na dokładkę skromny dojazd do Bagni di Masino o długości 6,8 kilometra i przewyższeniu 331 metrów. Tym niemniej na tych dwóch wzniesieniach nie zamierzaliśmy kończyć swej zabawy. Miałem nadzieję, że tego dnia uda nam się wykonać maxi-plan czyli zaliczyć trzy premie górskie. Tą trzecią miał być krótki, lecz bardzo stromy podjazd do osady Ca’ Bianca (1275 m. n.p.m.) czyli wspinaczka po przeciwległej, bo południowej stronie Valtelliny, startująca ze znanej mi miejscowości Talamona. Poranne warunki pogodowe nastrajały nas optymistycznie, lecz już wkrótce niebo na zachodzie zaczęło szarzeć. Zapowiadało się na powtórkę z soboty. Pogorszenie pogody opóźniło nam wyjazd z Bianzone. Ostatecznie podobnie jak dzień wcześniej opuściliśmy bazę około południa. Start do trzeciego etapu wyznaczyliśmy sobie przy styku „krajówki” nr 38 z drogą prowincjonalną SP9, acz miejsce do zaparkowania znaleźliśmy jakieś 300 metrów dalej, już na dojeździe do Ardenno.

Wspinaczka do Bagni di Masino to podjazd o długości 17 kilometrów i przewyższeniu 907 metrów przy średnim nachyleniu 5,3 % i max. 10 %. Wystartowaliśmy o godzinie 13:08. Słoneczko mocno już grzało, na liczniku zanotowałem 34 stopnie. Pierwszy kilometr na dojeździe do wioski Masino był łatwy. Na drugim i trzecim nachylenie wynosiło już 6,5 %, zaś droga wiła się przez cztery wiraże. Miałem wrażenie, że obręcz tylnego koła obciera mi o klocek hamulcowy, więc dwa razy stanąłem aby poprawić mocowanie koła. Na tym straciłem około półtorej minuty. Do połowy podjazdu mija się jedynie boczne drogi odchodzące ku okolicznym wioskom. Najpierw w prawo do Biolo (3,7 km), potem w lewo do Cevo i Caspano (5,6 km) i jeszcze raz w lewo do Cornolo (8,2 km). Dopiero w połowie dziesiątego kilometra wjeżdża się do pierwszej większej miejscowości. Od razu w ramach kumulacji to jedna wioska po drugiej. Najpierw Caetaggio (9,5 km) i po chwili wspomniana już Filorera (10,2 km), tego dnia przystrojona na okoliczność lokalnego „Święta Kota”. Spojrzałem tylko gdzie w drodze powrotnej trzeba będzie skręcić na Preda Rossa i odbiłem w lewo. Droga na najbliższe trzy kilometry z hakiem wyraźnie odpuściła. O ile pierwsze 10,2 kilometra miało średnio 5,6 %, o tyle kolejny odcinek o długości 3,3 kilometra zaledwie 3 %. W połowie jedenastego kilometra minąłem skałę Sasso Remenno, na której praktykowali miłośnicy klasycznej wspinaczki. Po przejechaniu 12,7 kilometrów dotarłem do całkiem sporej jak na te okolice miejscowości San Martino i raz jeszcze skręciłem w lewo. Ostatnie 3,5 kilometra miały już średnio 6,7 %, więc były najtrudniejszym fragmentem całego wzniesienia. Powyżej kempingu Lo Scoiattolo trzeba było pokonać jedenaście wiraży. Na ostatnim kilometrze szosa prowadziła przez gęsty las, wręcz ociekający wilgocią. Niemal każdy głaz na poboczu drogi był tu porośnięty mchami. W końcu po przejechaniu mostku nad potokiem Masino dotarłem do kresu drogi. Przejechałem jeszcze kilkadziesiąt metrów po szutrze i zakończyłem jazdę na placu przed XIX-wiecznym hotelem, który przyjmuje turystów i kuracjuszy przybywających do tego uzdrowiska. Moja wspinaczka liczyła sobie 16,6 kilometra, które przejechałem w czasie netto 54:42 czyli ze średnią prędkością 18,2 km/h. Jechało mi się bardzo dobrze. Co prawda w programie strava.com nie znalazłem wyników z całego wzniesienia. Niemniej mój czas na ponad 9-kilometrowym odcinku z Masino do Filorery czyli 31:07 (odliczając postoje) dałby mi czwarte miejsce pośród 49 sklasyfikowanych osób.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/182311918

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/182311918

Bagni di Masino_001

Zdjęcie 1 z 30