Bayard & Orcieres-Merlette

Na zakończenie wakacji z francuskimi Alpami zechciałem zwiedzić dwie góry nieszczególnej wielkości, lecz o istotnej roli w dziejach Tour de France. Przeto w „menu” na sobotę 25 lipca znalazły się: przełęcz Bayard oraz podjazd do stacji górskiej Orcieres-Merlette. Bayard zainteresowała mnie przede wszystkim z uwagi na swą niemal „antyczną” historię. W 1905 roku do spółki ze wzniesieniem Cote de Laffrey pojawiła się na trasie pierwszego alpejskiego etapu w całych dziejach Touru z Grenoble do Toulonu. W programie „Wielkiej Pętli” z lat 1903-04 jedynym solidnym podjazdem była przełęcz Col de la Republique w Masywie Centralnym. Natomiast już w trakcie trzeciej edycji, pięć dni przed Alpami przejechano jeszcze tylko Ballon d’Alsace w Wogezach. W sumie przez Bayard śmigano 25-krotnie, acz tylko dwa razy po II Wojnie Światowej. Z kolei położony u bram do Parku Narodowego Ecrins kurort Orcieres-Merlette był sceną czterech batalii o zwycięstwo etapowe w latach 1971-89. Pierwsza z nich przeszła do legendy wyścigu, zaś ostatnia przyniosła zmianę lidera podczas najbardziej dramatycznej ze wszystkich edycji Touru. W 1971 roku Hiszpan Luis Ocana wprost znokautował tu wszystkich swych rywali. Drugiego na mecie Belga Lucien’a Van Impe wyprzedził o niemal sześć, zaś grupę lidera Holendra Joop’a Zoetemelka i głównego faworyta Eddy Merckxa o prawie dziewięć minut! Wygrałby najpewniej i cały ten wyścig gdyby nie pechowy wypadek w Pirenejach.

Z kolei w 1989 roku na trasie z Gap do Orcieres-Merlette, szlakiem przez przełęcz Manse poprowadzono górską czasówkę, którą wygrał Holender Steven Rooks przez Baskami Marino Lejarretą i Miguelem Indurainem. Tego dnia słabiej kręcili liderzy wyścigu, albowiem Greg Lemond był tylko piąty, zaś Laurent Fignon ledwie dziesiąty. Amerykanin był przy tym lepszy od Francuza o 47 sekund i na dwa dni przechwycił żółtą koszulkę lidera. Tyle wielkiej historii. Bazą wypadową do wszystkich tych wspinaczek miało być znane z dziewiętnastu występów w TdF miasto Gap, stolica departamentu Hautes-Alpes. Dojazd do niego czekał nas niezbyt długi czy też skomplikowany. Ot po prostu zjazd do krajówki N-94 i jazda ciągle na zachód przez Embrun, Savines-le-Lac, Chorges i La Batie-Neuve. W sumie tylko 46 kilometrów, lecz z uwagi na wzmożony ruch weekendowy transfer zajął nam około godziny. Zaparkowaliśmy w zacienionym miejscu przy Avenue Emile Didier, nieopodal ronda Point du Cedre, na którym krzyżują się wszystkie główne drogi przez to miasto. W trasę ruszyliśmy o godzinie 11:25 tzn. z półgodzinnym poślizgiem w stosunku do planu, który zakładał koniec jazdy przed piętnastą. Tego dnia chciałem bowiem wrócić do Saint-Marcellin na ostatnią godzinę telewizyjnej relacji Tour de France, gdyż był to „nasz etap” z finałem na Mont Ventoux. Na wspomnianym rondzie należało skręcić w prawo na Avenue du Commandant Dumont gdzie po przejechaniu linii kolejowej i ledwie 400 metrów od naszego startu zaczęła się wspinaczka pod Col du Bayard (1246 m. n.p.m.).

ZDJĘCIA

SAINT-MARCELIN

Zdjęcie 1 z 5

>Na początku jechaliśmy wzdłuż sznura zakorkowanych samochodów chcących wydostać się z miasta na północ przez słynną Route Napoleon czyli drogę krajową N-85. Podjazd od samego początku był całkiem solidny, tym trudniejszy iż przystąpiliśmy do niego nie rozgrzani. Pierwsze 2770 metrów o średnim nachyleniu 5,5 % przejechałem z przeciętną prędkością 17 km/h. Schody zaczęły się pod koniec trzeciego kilometra i trzymały już niemal do końca wzniesienia. Po w miarę przyjaznym wstępie kolejne 3910 metrów potrafiło już nieźle przytkać, tym bardziej że na niektórych odcinkach mocno wiało nam w nos. Ten fragment podjazdu miał długość 3910 metrów i średnie nachylenie 7,9 %, zaś maksymalna stromizna dwukrotnie skoczyła do 15 % na szóstym kilometrze. Męki skończyły się na wysokości osady Chauvet. Potem za którą pozostało już tylko pokonać łatwiutkie 910 metrów o średnim nachyleniu 3 % w linii prostej ku przełęczy. Mimo takiej końcówki to była doprawdy ostra jazda na sam początek ostatniego etapu. Cały podjazd miał 7,59 kilometra o średnim nachyleniu 6,7 % i przewyższenie 513 metrów. Jego pokonanie przy pełnym zasobie sił, lecz bez stosownej rozgrzewki zajęło mi 27 minut i 57 sekund. Wspinałem się więc ze średnią prędkością 16,293 km/h, przy wartości VAM 1101 m/h. Darek w swoim stylu rozpoczął jazdę znacznie spokojniej, a przy tym przyznawał się do zmęczenia dwoma tygodniami wojaży i arcytrudnym piątkowym odcinkiem. Zdobycie przełęczy Bayard zajęło memu koledze 35 minut i 17 sekund przy skromnej średniej 12,906 km/h.

ZDJĘCIA

COL BAYARD

Zdjęcie 1 z 5