Ca’ Bianca

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Talamona

Wysokość: 1275 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1034 metrów

Długość: 9,1 kilometra

Średnie nachylenie: 11,4 %

Maksymalne nachylenie: 19 %

PROFIL

OPIS

Daniel uznał, że na ten dzień podjazdów już mu wystarczy. Zrezygnował ze wspinaczki pod Ca’ Bianca, lecz bynajmniej nie z dalszej jazdy na rowerze. Nie chcąc blokować naszych planów oddał nam do dyspozycji swój samochód, zaś sam wrócił do Bianzone drogą SS38, tym samym robiąc sobie na koniec 40-kilometrowy rozjazd w pofałdowanym terenie i z hopką na dobicie. Tym samym jako jedyny w naszym gronie przejechał tego dnia blisko 100 kilometrów. Przede mną i Darkiem była jeszcze trzecia premia górska. Nawiązaliśmy telefoniczny kontakt z naszymi kolegami spod znaku Moto-2. Okazało się, że mieli już za sobą San Marco i teraz również szykowali się do ataku na „Białą Damę”. Wszyscy byli pod wrażeniem przełęczy św. Marka. Niemniej Borys był niepocieszony, iż nie przemógł swego ostatniego kryzysu i poddał się parę kilometrów przed finałem. Spotkaliśmy się z naszymi kolegami w Talamonie na parkingu przy Via Enrico Mattei. Adam z Tomkiem byli już gotowi do kolejnej wspinaczki. Niemniej ja i Darek mając nieco więcej kilometrów w nogach koniecznie chcieliśmy wcześniej coś przekąsić. Dlatego wraz z Borysem podjechaliśmy do centrum miasteczka znaleźć jakąś jadłodajnię. Zjedliśmy coś na gorąco w barze naprzeciwko miejscowego urzędu gminy. Borys miał już wolne i czekał w miasteczku na przyjazd Adama i Tomka. Ja wraz z Darkiem po podwieczorku zjechaliśmy w dolne partie Talamony i zaczęliśmy podjazd na Via Roma przy styku tej ulicy z Via Lombardia. Wystartowaliśmy o godzinie 19:23, więc szykował się nam zjazd w półmroku. Nie był to też najkrótszy wstęp do tej wspinaczki. Pierwszy kilometr ze średnią 6,1 % miał być zdecydowanie najłatwiejszy. W naszym wydaniu nieco się ten odcinek rozciągnął, gdyż po 700 metrach podjazdu mieliśmy 250 metrów płaskiego terenu między wspomnianym barem a kościółkiem San Carlo. Na początku drugiego kilometra wraz ze skrętem ku Agriturismo Sciaserola stromizna poszybowała do nieba. Czekał nas teraz stromy odcinek o długości 1300 metrów wzdłuż lewego brzegu potoku Roncaiola (średnio 13,7 % i max. 19 %). Prędkość spadła mi tu nawet do 8 km/h. Nieznacznie odjechałem od Darka, lecz to była zbyt ciężka góra na to by myśleć o towarzyskiej rywalizacji. Każdy z nas koncentrował się tylko na utrzymaniu własnego rytmu jazdy. Rożnica między nami najpierw powolutku rosła, aby bliżej szczytu nieco zmaleć.

W połowie trzeciego kilometra wyjechaliśmy w końcu z miasteczka i wjechaliśmy do lasu. Wyżej mijaliśmy już tylko skromne osady leśnicze: Premiana, Ronco, Alpe Grum i La Foppa. Podczas przejazdu przez jedną z nich zabłyszczała mi pod kołami jakaś duża moneta – czyżby 2 Euro bonusu za te męczarnie? Darek też ją spostrzegł, lecz i on nie schylił się po tą premię finansową. Obaj byliśmy na skraju swych możliwości i żaden nie zaryzykował postoju, ponownego wpinania się i całej tej niepożądanej zmiany rytmu. Jakieś dwa kilometry przed finałem śmignęli nam z naprzeciwka wyraźnie już odprężeni koledzy. Nawierzchnia drogi była chropowata, a momentami wręcz dziurawa. Bodaj najgorsza na ostatnich kilkuset metrach. Tu nachylenie sięgało 16-17 %, a ja goniłem resztkami sił. W pewnym momencie nie mogłem już utrzymać równowagi i musiałem się wypiąć aby nie upaść. O ponownym starcie z takiego miejsca nie było mowy, więc musiałem podejść do najbliższego, zarazem ostatniego na tej górze wirażu. Cały podjazd naszym szlakiem liczył 9,1 kilometra. Niemniej oficjalne dane to 8,9 kilometra długości i 1034 metrów przewyższenia przy średnim nachyleniu 11,6 %. Jednym słowem ta mało znana górka spokojnie może się równać z Kitzbuheler Horn czy zachodnim Zoncolanem. Jej zdobycie zajęło mi 57:12 czyli jechałem ze średnią prędkością 9,5 km/h. Dario stracił do mnie tylko kilkadziesiąt sekund. Meta wzniesienia znajdowała się na małym placu pod górską chatą La Bianca. Postawiono tu też tablicę informacyjną dla turystów chcących udać się na górskie szlaki Parco delle Orobie. Na strava.com najdłuższy mierzony odcinek obejmuje ostatnie 5,9 kilometra. Ten fragment wzniesienia „zwalczyłem” w czasie 41:02 (avs. 8,6 km/h). Znacznie sprawniej uporali się z nim nasi dwaj koledzy. Adam i Tomek czyli „Komar” i „Pchełka” jak, z uwagi na wręcz stworzone do górskich wspinaczek warunki fizyczne, przezwał ich tej wiosny mój kompan z tras kaszubskich Adam Żabiński. Na tej stromej ścianie czuli się znacznie lepiej ode mnie. W naszym korespondencyjnym pojedynku dołożyli mi dwie minuty, w tym półtorej na ostatnich trzech kilometrach. Jednak na gorąco nie byłem świadom ile mi do nich zabrakło. Może to i lepiej bo już następnego dnia czekała nas wyprawa na jeszcze trudniejszy podjazd pod Prato Maslino. Tymczasem niedzielny etap zakończyłem przejeżdżając 75 kilometrów o łącznym przewyższeniu 2933 metrów.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/182312442

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/182312442

Ca' Bianca_001

Zdjęcie 1 z 10