Campo Cecina

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Carrara

Wysokość: 1275 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1188 metrów

Długość: 20 kilometrów

Średnie nachylenie: 5,9 %

Maksymalne nachylenie: 10 %

PROFIL

OPIS

Kilka minut po trzynastej zjechaliśmy do samochodu. Teraz czekał nas ponad 65-kilometrowy transfer do Carrary i poszukiwania B&B „Il Nido del Cucolo”. Zanim na dobre się rozpędziliśmy po kilku minutach jazdy w bocznej uliczce spostrzegliśmy Pawła Poljańskiego. Nasz krajan z Rumii mieszka w tej okolicy podczas kolarskiego sezonu. Zapewne wyjechał właśnie na jeden ze swych ostatnich treningów przed rozpoczynającym się 6 lipca wyścigiem Dookoła Austrii. „Poljan” skręcił w stronę Monte Serra, zaś my wręcz przeciwnie pomknęliśmy na północ. Najpierw w stronę Lukki drogami SR439 i SP26. Potem autostradą nr 11 ku Morzu Liguryjskiemu. Dalej po A12 wzdłuż wybrzeża mijając znane kurorty Lido di Camaiore i Forte dei Marmi. W końcu na wysokości Massy należało zjechać z autostrady i odbić w głąb lądu ku Carrarze. Miastu rozsławionemu przez biały marmur wydobywany w okolicznych górach już od czasów etruskich. To z niego rzeźbili swe najsłynniejsze dzieła mistrzowie renesansu i baroku czyli: Filippo Brunelleschi, Michelangelo Buonarroti czy Giovanni Lorenzo Bernini. Żaden z nich nie pochodził jednak z Carrary. W przeciwieństwie do żywej legendy piłki nożnej czyli Gianluigi Buffona. Ten mistrz świata z roku 2006 i zdaniem wielu ekspertów najlepszy bramkarz pierwszej dekady XXI wieku wystąpił w reprezentacji Włoch aż 146 razy. Organizatorzy Giro właściwie docenili Carrarę tylko w roku 1960. Zakończył się tu wówczas etap 3a ze startem w Livorno wygrany przez Belga Emile’a Daems’a. Natomiast po popołudniu rozegrano bardzo oryginalny etap 3b z finałem pod Cave di Carrara czyli w pobliżu tutejszych kamieniołomów. To była górska czasówka na niemal sprinterskim dystansie 2,2 kilometra. Najlepsze czasy tzn. 4:50 wykręcili w niej Katalończyk Miguel Poblet i późniejszy triumfator całego wyścigu Francuz Jacques Anquetil. Trzeci ze stratą 2 sekund próbę tą ukończył Luksemburczyk Charly Gaul. Pół wieku później Giro znów kręciło się po okolicy. Tym niemniej w 2010 roku metę wyznaczono w nadmorskiej filii tego miasta czyli Marina di Carrara. Po śmiałej akcji triumfował Australijczyk Matthew Lloyd z przewagą 1:06 nad Szwajcarem Rubensem Bertogliatim i 1:15 nad peletonem, który przyprowadził Niemiec Danilo Hondo.

Nasza kolejna „nocna meta” przy Via Nuova Bergiola 33 okazała się być dobrze ukryta powyżej miasta. Znalezienie tego miejsca zabrało nam, więc niemało czasu. Na marginesie dodam, że był to najdroższy z zarezerwowanych przeze mnie noclegów. Kosztował nas 70 Euro za dobę. „Dycha” ponad standard zapewne za piękny widok na karraryjskie kamieniołomy. Po rozpakowaniu się i dłuższym odpoczynku kwadrans przed osiemnastą znów wsiedliśmy do samochodu. Tym razem aby dostać się do podnóża podjazdu pod Campo Cecina. Wzniesienie to można zaatakować od strony południowo-zachodniej ze startem w miasteczku Molicciara (23,8 km przy średniej 5,4 %) lub w opcji południowo-wschodniej z początkiem w Carrarze (20,2 km przy średniej 5,9 %). Ta pierwsza jest nie tylko dłuższa, ale też nieco większa i trudniejsza za sprawą nieregularnego początku o stromiźnie dochodzącej do 15 %. Obie łączą się z sobą na wysokości 665 metrów n.p.m. i mają wspólne ostatnie 10,7 kilometra. Wybraliśmy wariant wschodni bardziej regularny i bliższy naszemu lokum. Do Carrary mogliśmy zjechać na rowerach. Jednak liczyliśmy się z tym, iż wracać będziemy już po zmroku. Przy takiej ewentualności woleliśmy zaś błądzić samochodem niż dodatkowo męczyć się na rowerze. Tymczasem zdążyliśmy już trochę pobłądzić w trakcie poszukiwań samej góry. Południowo-wschodni wariant podjazdu pod Campo Cecina zaczyna się na Via Apuana w pobliżu Chiesa di San Rocco. Mimo dość późnej pory na starcie mieliśmy 30 stopni Celsjusza. Wystartowałem dokładnie o 18:11 Dario ruszył nieco wcześniej. Niedługo po nim z młodzieńczym entuzjazmem „odpalił pod górę” pewien nastolatek ubrany zgoła nie po kolarsku tzn. w trampki, szorty i t-shirt. Już po trzystu metrach należało skręcić w lewo i wjechać z miasta drogą SP73. W połowie drugiego kilometra minąłem osadę Linara (1,5 km), zaś z końcem trzeciego kilometra dojechałem do większej wioski czyli Gragnary (3,0 km). Tu rozegrała się akcja rodem z wyścigów kolarskich. Miejscowy „scalatore” dopadł Darka, by dosłownie po chwili zostać dogoniony przez mnie. Dla naszego młodego rywala był to już kres owej wspinaczki. Tymczasem nam musiało starczyć sił na 17 dalszych kilometrów. Następną miejscowością na tym szlaku jest Castelpoggio (6,5 km). Dojazd do tej wioski był już znacznie trudniejszy. Na pierwszych 3 kilometrach średnie nachylenie wynosi tylko 4,7 %. Natomiast nieco dłuższy odcinek między Gragnarą a Castelpoggio ma już średnio 8,2 %, zaś najtrudniejsze 500 metrów „trzyma” na poziomie 10,2 %.

W połowie dziesiątego kilometra trzeba było zjechać z drogi SP73 by jakieś 250 metrów dalej zawrócić na wschód w kierunku osady Maesta (11,4 km). Środkowa faza wzniesienia jest stosunkowo łatwa. Odcinek 8,5 kilometra liczony od Castelpoggio do końca piętnastego kilometra ma średnio 4,5 %. Ani na moment nachylenie nie przekracza tu 8 %. Na początku piętnastego kilometra przejeżdża się przez Passo della Gabellaccia (892 m. n.p.m.). Dopiero ostatnie 5 kilometrów jest znów trudniejsze. Szczególnie 4300 metrów na dojeździe do Colle Uccelliera (1249 m. n.p.m.), które ma średnio 7,7 % przy max. 11 %. Na wysokości tej przełęczy szosa została poszerzona. Z myślą o turystach zrobiono tu parking, gdyż po prawej stronie drogi rozpościera się bajkowy widok na pobliskie kamieniołomy. W tle dobrze widoczne jest również morskie wybrzeże. Dojechawszy na tą przełęcz popełniłem błąd i pojechałem prosto zamiast skręcić w lewo. Po 600 metrach zorientowałem się, że nie tędy droga i zawróciłem na Colle Uccelliera. Dojechawszy na plac od przeciwnej strony musiałem teraz skręcić w prawo by pokonać ostatnie 800 metrów owej wspinaczki. Podjazd kończy się w miejscu zwanym Acquasparta, de facto na wysokości 1275 metrów n.p.m. Dojechałem tu w czasie netto – tzn. bez zbędnych 1200 metrów – 1h 11:32 (z przeciętną prędkością 16,8 km/h). Za linią mety można sobie jeszcze przejechać rundkę wokół niewielkiego placu ozdobionego rzeźbami z miejscowego „złota” czyli białego marmuru. Schronisko Campo Cecina, które dało oficjalną nazwę temu wzniesieniu wybudowano na położonej nieco wyżej polanie. Prowadzi na nią nieprzyjazny rowerom szosowym kamienisty dukt. Trakt ten odchodzi w prawo od asfaltowej drogi jakieś 150 metrów przed finałem wspinaczki. Tymczasem na „strava.com” rejestrowane są czasy uzyskiwane na odcinku od Carrara San Rocco do Piazzale dell’Uccelliera. Mój wynik 1h 09:04 jest na razie szósty pośród 105 wyświetlonych rezultatów. Do prowadzącego w tym zestawieniu duetu Carlo Gabrielli & Gianluca Silvi tracę tylko 3:27 co pozwala mi sądzić, że w te strony zapuszczają się jedynie podobni nam cyklo-amatorzy i cykloturyści. Na początku drogi powrotnej zrobiliśmy sobie dłuższy postój na placu Uccelliera. W dalszej części zjazdu zatrzymywałem się rzadziej niż zwykle z uwagi na słabsze światło o tak późnej porze dnia. Podczas czternastego etapu przejechałem w sumie 66 kilometrów o łącznym przewyższeniu 2031 metrów. Po dotarciu do Carrary naszym priorytetem było zaspokojenie głodu. Trafiliśmy pod właściwy adres. Miejscowa pizza al forno serwowana prosto z pieca była wyborna.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/167654667

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/167654667

ZDJĘCIA

Campo Cecina_001

Zdjęcie 1 z 30