Campo dei Fiori

W poniedziałkowy poranek trzeba nam było ruszyć na zachód szlakiem pięknych włoskich jezior i popołudniu zatrzymać się w okolicy Lago di Varese. Teoretycznie jadąc po autostradach A-4 i A-8 mogliśmy się tam dostać w niewiele ponad dwie godziny. Niemniej w naszym nowym lokum czyli „B&B Sole e Stelle” w Varese mieliśmy się zameldować dopiero po szesnastej. Dlatego podczas jazdy postanowiliśmy przystanąć w trzech atrakcyjnych turystycznie miejscach. Natomiast jeszcze przed wyruszeniem z Werony zrobiliśmy szybkie zakupy na drogę w osiedlowym sklepiku. Za miejscowością Peschiera del Garda wjechaliśmy do prowincji Brescia i tym samym przekroczyliśmy granicę między regionem Veneto a Lombardią. Naszym pierwszym przystankiem miało być Sirmione, niewielka miejscowość położona na końcu wąskiego półwyspu, który ponad 4-kilometrowym klinem wbija się w południowy brzeg jeziora Garda. Dotarliśmy tam po godzinie dziesiątej, a ponieważ był poniedziałek trafiliśmy na otwierany raz na tydzień rynek. Królowali na nim kupcy z Dalekiego Wschodu mający w swej ofercie tanią odzież na każdą okazję. Gdy bez uszczerbku finansowego udało nam się w końcu przedrzeć przez zatłoczoną alejkę, skręciliśmy w prawo ku wodom największego z włoskich jezior. Lago di Garda ma aż 370 km kwadratowych. Ułożone jest w układzie południkowym, gdyż z północy na południe ciągnie się przez 55 kilometrów! Jego największa głębia sięga 346 metrów czyli sporo poniżej poziomu morza. Z drugiej strony w jego bezpośrednim sąsiedztwie można znaleźć góry masywu Monte Baldo, którego najwyższy szczyt Valdritta sięga aż 2218 metrów n.p.m.

ZDJĘCIA

LAGO DI GARDA

Zdjęcie 1 z 5

Wyjechawszy z Sirmione wróciliśmy na autostradę A-4. Przed nami była stolica prowincji czyli Brescia, lecz postanowiliśmy ją ominąć. Naszym kolejnym celem było Bergamo, które wybrałem tyleż ze względów kulturowych co sportowych. To przecież tutaj w latach 1995-2003 kończył się jesienny klasyk Giro di Lombardia. Przy tej okazji wzrokiem telewidza mogłem przelotnie poznać walory tutejszej starówki, albowiem podjazd na Colle Aperto stanowił wówczas ostatnią przeszkodę kolarzy na trasie „Wyścigu spadających liści”. Bergamaska starówka w podobnej roli pojawiła się też na trasie etapu Giro d’Italia z 2007 roku. To były wystarczające powody do tego by bliżej przyjrzeć się temu miejscu. Do Bergamo wjechaliśmy od południa i początkowo znaleźliśmy się w dzielnicy zdominowanej przez imigrantów z Afryki. Potem przez via Sant’Alessandro i Viale delle Mura wjechaliśmy pod górę na Stare Miasto. Zaparkowaliśmy po północnej stronie murów tzn. na via della Boccola. Na starówkę weszliśmy przez dziedziniec Muzeum Archeologii – Museo Civico Archeologico. Była godzina wpół do pierwszej, więc całe Bergamo, w tym nawet publiczne WC szykowało się do odpoczynku w porze sjesty. Na zwiedzanie przeznaczyliśmy półtorej godziny i na pewno było warto. Strome, wąskie i brukowane uliczki – w tym nasza gówna arteria czyli via Gombito. Piękne zabytki, przede wszystkim te znajdujące się na dwóch sąsiadujących ze sobą placach tzn. Piazza Vecchia i Piazza Duomo. Na starówce znajdują się też budynki tutejszego Uniwersytetu, a namalowany nad jedną z bram dwugłowy czarny orzeł świadczy o tym, iż w latach 1815-1859 to miasto należało do Habsburgów.

ZDJĘCIA

BERGAMO

Zdjęcie 1 z 10