Nevegal-La Casera & Cima Campo

W trakcie tygodniowego pobytu w Ovaro zaliczyliśmy „wspólnymi siłami” niemal wszystkie najciekawsze najlepsze podjazdy w regionie Friuli-Venezia Giulia. Piszę tu o pracy zbiorowej, gdyż w drugiej połowie tego okresu byliśmy od siebie niezależni pod względem transportowym, dzięki czemu każdy mógł zwiedzać takie góry jakie mu w danym dniu pasowały. Jednym słowem działaliśmy wedle hasła każdemu wedle potrzeb i możliwości. Z tej przyczyny każdy z nas zaliczył inną liczbę i nieco inny zestaw wzniesień. Adam zdobył piętnaście kolarskich gór, ja czternaście, Piotr dwanaście, zaś Darek dziesięć. Dodam, iż były to podjazdy o amplitudach od 792 metrów (Monte Croce Carnico) do 1450 metrów (Monte Crostis), a więc bez żadnego wyjątku premie górskie pierwszej i najwyższej kategorii. W piątkowe przedpołudnie przyszło nam z żalem opuścić wygodną bazę w Casa „In Clementa”. Na zakończenie całej wyprawy czekał nas w niedzielę 22 lipca wyścig GF Leggendaria – Charly Gaul na blisko 140-kilometrowej trasie wokół Trento. Z myślą o tej imprezie zarezerwowałem dla nas pokój w hotelu Casa Vigolana w miejscowości Vigolo Vattaro oddalonej zaledwie 12 kilometrów od Trydentu. Czekał nas długi transfer na zachód, w przeważającej części przez rozdzielający Friuli od Trentino region Veneto. Oczywiście nie interesował nas pusty przelot czyli kilka godzin w samochodzie bez kolejnej przygody na rowerze. Po drodze było aż nadto górskich propozycji do rozważenia. Uznałem, że możemy sobie pozwolić na dwa przystanki. Pierwszy wyznaczyłem nam w Belluno z myślą o Nevegal / La Casera (1398 m. n.p.m.), zaś drugi w niewielkiej miejscowości Arsie celując w Cima di Campo (1435 m. n.p.m.).

Ovaro opuściliśmy dopiero po godzinie jedenastej. Do Belluno zdecydowaliśmy się dojechać autostradami. Dlatego najpierw za Tolmezzo wskoczyliśmy na A23 i pojechaliśmy nią na południe aż do Palmanovy. Tu skręciliśmy na zachód wjeżdżając na A4 do Portogruaro. Następnie wybraliśmy A28, którą dojechaliśmy do okolic Conegliano. W końcu zaś pozostało nam już tylko wjechać na A27 i pojechać nią na północ mijając po drodze Vittorio Veneto. Na miejsce dojechaliśmy dopiero około wpół do drugiej. Zatrzymaliśmy się przy Viale dei Dendrofori, na dużym płatnym parkingu pod miejscową starówką. Kolejny raz żar lał się z nieba. Gdy wyjąłem swój rower z samochodu licznik wskazywał mi – zapewne nieco na wyrost – temperaturę 42 stopni Celsjusza! Darek i Piotr zrezygnowali z jazdy w tych warunkach wybierając spacer po starej części Belluno. Jako, że rzadko zbaczam z obranego kursu postanowiłem się trzymać wcześniej opracowanego planu. Do towarzystwa miałem Adama. Kilka minut przed czternastą byliśmy gotowi do drogi i wypróbowania swych sił na podjeździe, który już czterokrotnie został sprawdzony na Giro d’Italia. Po raz ostatni ledwie rok wcześniej podczas czasówki, dzięki czemu mogliśmy się „porównać” z najlepszymi góralami globu. Góra ta wpadła w oko organizatorom Giro w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, gdy aż trzykrotnie wysłano na nią kolarzy. Wygrywali na niej wyłącznie Włosi tzn. w 1962 roku Guido Carlesi, rok później Arnaldo Pambianco, zaś w sezonie 1968 Lino Farisato. W dwóch pierwszych przypadkach zdobycie góry równoznaczne było ze zwycięstwem etapowym.

Natomiast w 2011 roku na trasie szesnastego etapu z Belluno do Nevegal (1047 m. n.p.m.) zorganizowano tu górską czasówkę. Wspinaczkę wygrał Hiszpan Alberto Contador. „El Pistolero” pokonał dystans 12,65 kilometra w czasie 28 minut i 55 sekund czyli ze średnią prędkością 26,351 km/h. Wyprzedził on swych włoskich rywali: Vincenzo Nibalego i Michele Scarponiego odpowiednio o 34 i 38 sekund. W tym miejscu należy powiedzieć, iż podjazd z Belluno do stacji narciarskiej Alpe di Nevegal liczy sobie m/w 11 kilometra. Jednak podczas ubiegłorocznej czasówki startowano z położonego na wzgórzu centrum miasta. Pomiędzy Piazza Martiri a Ponte della Vittoria na dystansie 1,85 kilometra zjechano więc 45 metrów. My dwaj wspomniany most mieliśmy dosłownie po sąsiedzku. Nasz podjazd miał się skończyć przeszło 350 metrów wyżej po pokonaniu 16,1 kilometra o średnim nachyleniu 6,5 %. Włączyłem licznik tuż za rzeką Piave, gdy tylko szosa zaczęła się wznosić. Po dwustu metrach dojechaliśmy do ronda, na którym należało wybrać drugi zjazd czyli drogę SP 31 – Via Col Cavalier. Pierwszy kilometr ma przyzwoite nachylenie 5,3 %. Jednak po zakręcie w lewo na wysokości niespełna 400 metrów n.p.m. szosa wypłaszcza się i to na dobre trzy kilometry. Na trzecim kilometrze przejechaliśmy przez Castion (2,5 km) dojeżdżając następnie do okolic Caleipo (3,7 km). Tu na końcu długiej prostej ujrzeliśmy przez sobą stromą ścianę, która oznaczała początek zdecydowanie najtrudniejszej, środkowej części podjazdu. Dla porównania. Na pierwszych czterech kilometrach średnie nachylenie podjazdu wynosi ledwie 3 %. Tymczasem między początkiem piątego a połową dziesiątego kilometra przeciętna stromizna to 9,5 % przy max. 14 %. Na tym odcinku jest dziewięć wiraży, łączonych na ogół długimi prostymi. Nie muszę dodawać, że na tak stromym fragmencie góry z trudem dotrzymywałem kroku swemu koledze wagi lekkiej.

Stromizna skończyła się po przejechaniu około 9,3 kilometra. Chwilę później znaleźliśmy się na łatwym odcinku drogi przed Piano Nevegal (1012 m. n.p.m. – 10,2 km). Pół kilometra dalej dojechaliśmy do ronda, na którym trzeba było się rozstać z drogą SP 31, która w tym miejscu zawraca na północ w kierunku Cadoli i Ponte Nelle Alpi. My na rondzie musieliśmy wybrać pierwszy zjazd czyli odbić w prawo aby dojechać do centrum ośrodka, który poza uczestnikami Giro gościł m.in. narciarzy obu specjalizacji podczas XII Zimowej Uniwersjady w roku 1985. Minęliśmy linie mety wspomnianej czasówki i przejechawszy 11,2 kilometra w okolicy Albergo Slalom odbiliśmy w prawo ku osadzie Faverghera (12,9 km). Do obranego przeze mnie finału brakowało jeszcze niespełna pięciu kilometrów. Najpierw jedzie się po długiej prostej mijając po lewej stronie drogi Santuario della Madonna di Lourdes (11,9 km), które przyznam przeoczyłem. Na ostatnich czterech kilometrach szosa wije się już nieustannie pokonując aż trzynaście wiraży na dystansie ledwie 3,8 kilometra. Ostatnie 4,9 kilometra ma średnio 7 %, więc serpentynki są tu pewnym ułatwieniem dla kolarza-amatora. Do karczmy La Casera dojechaliśmy razem w czasie 1 godziny 4 minut i 13 sekund z przeciętną prędkością 15,042 km/h. VAM poniżej normy czyli 982 m/h, zapewne z uwagi na „płaskie” trzy kilometry w pierwszej ćwiartce podjazdu. Na górze temperatura spadła do przyjaznych 22 stopni. Teoretycznie można było pojechać jeszcze wyżej tzn. w kierunku schronisk na Col Visentin (1763 m. n.p.m.). Początkowo po bardzo stromej, zaś jakościowo po ledwie cementowej ścieżce. Tym niemniej dojazd do La Casera w zupełności spełnił moje ambicje. Poza tym nie mieliśmy czasu na przedłużenie tej wspinaczki. Do Vigolo Vattaro pozostało nam przeszło 100 kilometrów. W dodatku w planach mieliśmy do pokonania jeszcze jeden i to nieco dłuższy podjazd oraz obowiązkowo jakieś zakupy spożywcze po drodze.

ZDJĘCIA

NEVEGAL

Zdjęcie 1 z 25