DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Torre Pellice
Wysokość: 1461 metrów n.p.m.
Przewyższenie: 919 metrów
Długość: 14,3 kilometra
Średnie nachylenie: 6,4 %
Maksymalne nachylenie: 11,7 %
PROFIL
OPIS
Darek po zjeździe był w kiepskim nastroju. Narzekał, że podczas zjazdu mocno go wytrzęsło na nierównej nawierzchni. Przez pewien czas zastanawiał się nawet czy chce mu się podjąć kolejne wyzwanie czyli zdobyć drugie z zaplanowanych na wtorek wzniesień. Od podnóża Colle Vaccera dzieliło nas niespełna 9 kilometrów. Zatem sam dojazd w to miejsce zajął nam ledwie kwadrans. Zainteresowałem się tą nieznaną mi wcześniej górą przeglądając zasoby „archivio salite”. Spostrzegłem, że ma ona nie tylko dogodną lokalizację, ale też przewyższenie m/w tysiąca metrów. Według profilu z portalu „zanibike.net” podjazd miał mieć długość 15,9 kilometra przy średnim nachyleniu 6,3%, aczkolwiek przy założeniu że rozpoczniemy tą wspinaczkę na poziomie 460 metrów n.p.m. w miejscowości Luserna San Giovanni. Wiedziałem jednak, że droga na szczyt prowadzi przez wioskę Angrogna. Dlatego po minięciu Torre Pellice, a jeszcze przed Luserną gdy tylko dojrzałem pierwszy znak drogowy na Angrognę skręciłem w boczną uliczkę wytyczoną wzdłuż potoku o tej samej nazwie. Po przejechaniu trzystu metrów zaparkowaliśmy w zatoczce tuż za pierwszym zakrętem naszego górskiego szlaku. Dario ostatecznie dał się namówić na kolejną wspinaczkę. Niemniej mój kolega nie był w bojowym nastroju i założył sobie jazdę umiarkowanym tempem. Dłużej też zbierał się do ponownego wskoczenia na rower. Dlatego ruszyłem jako pierwszy. Najpierw jednak zjechałem do wspomnianej już drogi SP161, aby rozpocząć jazdę z małego placu przy głównej drodze. To miejsce wydawało mi się naturalnym początkiem owego wzniesienia, acz jak się później okazało położone było kilkadziesiąt metrów wyżej niż start zaznaczony na znanym mi profilu. Wystartowałem o godzinie 15:37. Po niespełna minucie jazdy minąłem nasz postój i skręciłem w prawo. Szybko zdałem sobie sprawę, że wystartowałem z innego miejsca niż planowałem. Tuż za kolejnym zakrętem (tym razem w lewo) ujrzałem przed sobą stromą ściankę, a przy niej tablicę straszącą 15%-ową stromizną. Po przejechaniu 900 metrów na Strada del Palas wjechałem na nieco szerszą SP163. Następnie gdy na liczniku miałem już 2,3 kilometra musiałem podjąć szybką decyzję: jechać prosto czy skręcić w prawo szosą idącą mocniej w górę? Po zerknięciu na przydrożną tablicę wybrałem to drugie rozwiązanie. Tym samym na swoim szlaku ominąłem Angrognę czyniąc drugie odstępstwo od trasy widniejącej na znanym nam profilu.
Dla odmiany jadący kilkanaście minut później Darek pojechał tu prosto, więc niejako wspólnymi siłami rozpracowaliśmy oba warianty tego wzniesienia. Po niespełna czterech kilometrach rozłąki obie drogi połączyły się z sobą na wysokości około 940 metrów n.p.m. Mój segment miał średnie nachylenie 7,7% i wiódł krętym szlakiem przez szereg wiosek oznaczonych brązowymi dwujęzycznymi tablicami. W połowie siódmego kilometra minąłem wioskę Ciava Inferiore (alias Chava w lokalnym dialekcie) docierając na wysokość 1000 metrów n.p.m. Na przełomie ósmego i dziewiątego kilometra można było nieco odpocząć na łatwiejszym odcinku przed Seitoreite (8,6 km). Im wyżej jechałem tym mniej przed sobą widziałem ze względu na niski pułap chmur. Jakieś trzy kilometry przed finałem wyprzedziłem dość żwawo jadącego górala. Tuż przed ostatnim wirażem minąłem jeszcze kolorowy budynek schroniska Jumarre (13,5 km). Wspinaczkę zakończyłem po przejechaniu niespełna 14,3 kilometra w czasie 57:16 (avs. 15,0 km/h). Na stravie znalazłem 11-kilometrowy segment o przewyższeniu 789 metrów rozpoczynający się na rozjeździe z trzeciego kilometra. Ten odcinek pokonałem w 48:03 (avs. 13,8 kmh/ i VAM 985 m/h) co dało mi 10 miejsce wśród 114 osób. Po kilku minutach nadjechał wspomniany amator MTB, którego poprosiłem o zrobienie mi zdjęcia pod tablicą. Chwilę porozmawialiśmy. Okazało się, że ma on w planach zjazd na drugą stronę góry. Dysponując rowerem o grubszych oponach można się bowiem dotrzeć tu także 9-kilometrowym północnym szlakiem zaczynającym się w miejscowości San Germano Chisone (nieopodal Pinerolo). Rozpocząłem zjazd nie czekając na Darka, który swoje 14,4 kilometra przejechał w czasie 1h 15:00. Zjeżdżałem momentami w pozycji stojącej co prawie mnie zgubiło. W pewnym zacienionym miejscu podbiło mi tylne koło na tyle mocno iż prawie poleciałem do przodu. Widziałem się już z nosem na asfalcie, ale na szczęście skończyło się tylko na strachu. Cało i zdrowo dotarliśmy do samochodu. Około godziny osiemnastej ruszyliśmy w dalszą drogę do San Mauro Torinese. Gdybyśmy trzymali się twardo autostrady A55 to ten dojazd zabrałby nam około godziny. Niemniej chcieliśmy jeszcze zrobić zakupy. Szukając marketu lub choćby sklepu spożywczego wjechaliśmy do Turynu. Popołudniowe korki w stolicy Piemontu znacznie wydłużyły nam tą podróż. Sam przejazd przez tą metropolię był nieco stresującym, acz przyznam, że dla mnie jako kierowcy ciekawym doświadczeniem.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/393004263
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/393004263
ZDJĘCIA

