DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: La Poblet de Lillet
Wysokość: 1923 metry n.p.m.
Przewyższenie: 1079 metrów
Długość: 21,7 kilometra
Średnie nachylenie: 5 %
Maksymalne nachylenie: 11 %
PROFIL
OPIS
Piątek był naszym ostatnim dniem na drogach wokół Bagi. Dopiero co odbyliśmy długą wycieczkę do Sant Llorenc de Morunys i z powrotem. Z kolei nazajutrz czekał nas blisko 80-kilometrowy dojazd do Encamp w Andorze. Dlatego projektując trasę siódmego etapu naszej Volty samochodowe transfery chciałem ograniczyć do minimum. Na szczęście w pobliżu naszego tymczasowego domostwa pozostały jeszcze do zaliczenia dwa bardzo ciekawe podjazdy. To znaczy przeszło 20-kilometrowa wspinaczka na Coll de la Creueta (1923 m. n.p.m.) oraz ponad 15-kilometrowa na Coll de Pradell (1732 m. n.p.m.). Ta pierwsza długa i o umiarkowanym nachyleniu. Ogólnie dość regularna, mimo paru dwucyfrowych stromizn. Ta druga z pozoru tylko nieco bardziej stroma od pierwszej. W rzeczywistości będąca górą o dwóch skrajnie różnych obliczach. Z początku łagodna, zaś pod koniec bardzo ostra. Z dwojga owych wzniesień jedynie Creueta dostąpiła dotąd zaszczytu goszczenia wyścigów z profesjonalnego kalendarza. Vuelta a Espana już pięciokrotnie przemierzała tą przełęcz. Z jednym wyjątkiem zawsze pierwsi meldowali się na niej Hiszpanie. W roku 1982 najszybciej wjechał tu Pedro Munoz. Rok później po maksimum punktów na premii górskiej sięgnął Jose Luis Laguia, skutecznie walczący o kolejną koszulkę najlepszego górala Vuelty. Następnie w roku 1998 jako pierwszy wspiął się tu Francisco Cerezo. Na przełomie wieków Creueta znalazła się na trasach etapów VaE do Super Molina bądź La Molina. W obu przypadkach zawodnik pierwszy na naszej przełęczy niedługo później triumfował i na mecie we wspomnianych stacjach narciarskich. W 2000 roku dokonał tego Kolumbijczyk Felix Cardenas, zaś rok później Hiszpan Santiago Blanco. Niemniej to nie koniec kolarskiej historii związanej z tą górą. W pół drogi na przełęcz leży mająca mniej niż 200 mieszkańców wioska Castellar de N’Hug. W pierwszej połowie lat 80. gościła ona zarówno uczestników Tygodnia Katalońskiego jak i wielkiej Vuelty. Najpierw w sezonie 1982 kończyła się tu górska czasówka wyścigu Semana Catalana. Na 11-kilometrowej trasie ze startem w miasteczku Pobla de Lillet najlepszy okazał się Hiszpan Alvaro Pino. Ten późniejszy zwycięzca VaE 1986 uzyskał na tej trasie czas 25:34 (avs. 25,8 km/h) wyprzedzając swych rodaków Alberto Fernandeza i Pedro Munoza.
Z kolei w 1983 roku na ulicach Castellar de n’Hug zakończył się piąty etap Vuelta a Espana. Różnice na mecie były niewielkie. Piętnastu czołowych zawodników na kresce dzieliło ledwie 9 sekund. Triumfował Alberto Fernandez, który o 2 sekundy wyprzedził Bernarda Hinault, Marino Lejarretę, Raimunda Dietzena i Munoza. Słynny „Borsuk” odebrał tego dnia koszulkę lidera swemu rodakowi Dominikowi Gaigne, by następnego dnia po maratońskim etapie do Vielhy stracić ją na rzecz Lejarrety. Ostatecznie jednak Bretończyk znalazł sposób na faworytów gospodarzy i po raz drugi w karierze wygrał wyścig Dookoła Hiszpanii. Od La Pobla de Lillet dzieliło nas raptem 12 kilometrów. Mimo to podjechaliśmy tam samochodem. Droga szybka i nieskomplikowana. Najpierw na południe do Guardiola de Bergueda, a potem już prosto na wschód po drodze B-402. Zatrzymaliśmy się w górnej części miasteczka, więc na start wspinaczki trzeba było zjechać do położonego niżej centrum. Start wyznaczyłem na moście nad rzeką El Llobregat. Tym razem każdy z nas wystartował w sobie właściwym momencie. Rafał jak zwykle pierwszy, bo o godzinie 11:28. Ja 9 minut później, zaś Darek 4 minuty po mnie. Jedynie pierwsze 400 metrów podjazdu prowadziło po wspomnianej szosie B-402. Po tym krótkim wstępie trzeba było skręcić w lewo na drogę BV-4031. Pierwsze dwa kilometry były niezbyt trudne, zaś trzeci niemal płaski. Wkrótce po lewej stronie dostrzec mogłem okazałe zabudowania dawnej cementowni zamienionej na Museu del Ciment (2,8 km). Po przejechaniu 3,4 kilometra minąłem boczną drogę do Clot del Moro. Następny kilometr ze średnią około 8,5 % i max. 13 % był bodaj najtrudniejszym na całym podjeździe. Niemniej już w drugiej połowie piątego kilometra stromizna znacząco odpuściła. Natomiast na szóstym droga nawet delikatnie zjechała. Potem przez trzy kolejne kilometry nachylenie trzymało na stałym poziomie około 6 %. Pod koniec tego odcinka minąłem Hostal les Fonts (8,4 km), który swą nazwę zawdzięcza bliskości źródeł rzeki Llobregat. Na kilometrze dziesiątym i początku jedenastego podjazd stał się nieco lżejszy, po czym w okolicy półmetka stromizna skoczyła do poziomu 6,5-7 %. W końcu na początku dwunastego kilometra ujrzałem przed sobą zabudowania Castellar de N’Hug, acz nasza wspinaczka nie prowadziła przez tą miejscowość.
Po przejechaniu 11,2 kilometra trzeba było odbić w prawo i ominąć wioskę szerokim łukiem. Tuż za tym zakrętem na stromiźnie sięgającej 11 % złapałem Rafała. Ten jechał całkiem dobrze tracąc dotąd mniej niż minutę na każdym kilometrze. Niemniej do przełęczy brakowało nam jeszcze 10 kilometrów, więc Rafa nie próbował siadać mi na koło. Rozsądnie wybrał jazdę swoim równym tempem. Tymczasem w drugiej połowie wspinaczki nie brakowało trudniejszych odcinków. Najpierw fragment od 13,5 do 15 kilometra i następnie dłuższy kawałek od 16 do 18,5 kilometra. Dopiero w połowie dziewiętnastego kilometra, gdy szosa zmieniła kierunek z północnego na zachodni nachylenie na dobre odpuściło. Końcówka była łatwa zaś 400-metrowy finisz niemal płaski. Tą wspinaczkę spokojnie można kończyć na dużej tarczy. Przydrożne tablice wieściły, że przełęcz leży na wysokości „ledwie” 1888 metrów n.p.m. Niemniej wszystkie znane mi mapy jak i dane z naszych liczników zdają się potwierdzać wysokość wskazaną przez profil wzniesienia ze strony www.rocobike.com. Na ostatnich kilometrach podjazdu uwagę zwracały wszechobecne tyczki przydrożne. Niektóre z nich były nawet 4-metrowej wysokości co daje pewne pojęcie o możliwej skali opadów śniegu w tych stronach. Nam trafiła się jednak letnia aura. Na przełęczy było 21 stopni Celsjusza. Wspinaczkę o długości 21,7 kilometra i przewyższeniu 1097 metrów zakończyłem w czasie 1h 17:57 (avs. 16,7 km/h). Po kilku minutach nadjechał Rafał, zaś po kilkunastu Darek. Tym razem na stravie udało mi się znaleźć segment z niemal całego wzniesienia, bo o długości 21,2 kilometra. Ja przejechałem go w czasie 1h 16:36 (avs. 16,6 km/h i VAM 807 m/h). Dario wykręcił na nim wynik 1h 28:09, zaś Rafa 1h 33:21. Z ciekawości podejrzałem też nasze czasy na segmencie z grubsza pokrywającym się z czasówką na Semana Catalana 1982. Ten odcinek o długości 11,3 kilometra przejechałem w czasie 39:56. Darek miał tu 48:54, zaś Rafał 49:03. Mogło być nieco lepiej, ale trzeba było przecież rozłożyć swe wątłe siły na dwa razy dłuższy dystans. W każdym razie do asów starej daty sporo nam zabrakło. A propos zawodowców: dwójkę współczesnych „profich” z Etixx-Quick Step – w tym Katalończyka Davida de la Cruza – spotkaliśmy na zjeździe. Dario swe spotkanie z nimi uwiecznił na filmie.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/597377750
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/597377750
ZDJĘCIA

