Coll de Pal

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Baga

Wysokość: 2104 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1285 metrów

Długość: 19 kilometrów

Średnie nachylenie: 6,8 %

Maksymalne nachylenie: 11 %

PROFIL

OPIS

Po dotarciu do Bagi na kilka dni zatrzymaliśmy się na północnych rubieżach tego miasteczka w trzykondygnacyjnym domu przy Avinguda Disctricte Forestal 1. Na parterze tego budynku wynajęliśmy apartament typu Superior o powierzchni 81 metrów kwadratowych. Kosztował nas 475 Euro za cały pobyt czyli 95 Euro za dobę. W przeliczeniu na głowę nieco ponad 30 Euro dziennie. Nieco więcej niż normalnie jestem w stanie zaakceptować. Tym niemniej lokal wart był swej ceny. Do dyspozycji mieliśmy duży salon i trzy małe sypialnie. Zestaw łóżek na tyle bogaty, iż w mieszkaniu tym mogłaby się pomieścić nawet 6-osobowa drużyna. Do tego świetnie wyposażona kuchnia i dwie łazienki. Mniejsza z nich posłużyła nam za pralnię, skoro obok pralki miała też automatyczną suszarkę. Całe mieszkanie czyste, nowocześnie urządzone i o wysokim standardzie. Do tego w podziemiach bloku garaż z miejscem na samochód i trzy rowery. Po wyjściu z budynku mieliśmy piękny widok na górskie pasmo Serra del Cadi. Od granic Parc Natural del Cadi-Moixero dzieliło nas tylko 300 metrów. Aby wjechać na teren tego Parku wystarczyło ruszyć w górę lokalnej BV-4024, która rozpoczynała się po drugiej stronie naszej ulicy. Najwyższym punktem owej górskiej drogi była zaś Coll de Pal (2104 m. n.p.m.). To najwyższa szosowa przełęcz po hiszpańskiej stronie Pirenejów. W całej „hiszpańskiej” Katalonii nieco wyżej sięga jedynie podjazd do stacji Vallter-2000. Natomiast za trudniejszy uchodzi tylko Turo de l’Home. Oba te giganty mieliśmy już na rozkładzie, więc i ta przełęcz nie była nam straszna. Tym niemniej z racji swych parametrów wzniesienie to znajdowało się bardzo wysoko na liście naszych celów. Szczęśliwym zrządzeniem losu jeden z największych skarbów znajdował się tuż pod naszym nosem. Faktycznie o rzut beretem z progu domu. Myśliwy rzekłby, iż grubego zwierza podprowadzono nam wprost pod ambonę. Nam nie pozostało nic innego jak rzec po katalońsku „moltes gracies”, po czym wziąć się do ciężkiej roboty.

Czekało nas trudne zadanie, bowiem szlak prowadzący z Bagi na Coll de Pal liczy sobie 19 kilometrów o średnim nachyleniu 6,8% i łącznym przewyższeniu 1285 metrów. Dwa najtrudniejsze kilometry trzymają na poziomie ponad 9%, zaś maksymalna stromizna sięga 13%. Z punktu widzenia kolarzy szosowych kataloński Pal (nie mylić ze stacją narciarską w Andorze o tej samej nazwie) to specyficzna przełęcz. W zasadzie jednokierunkowa, bowiem zdobyć ją można jedynie od południowo-zachodniej strony. Po północnej stronie asfalt kończy się już po przejechaniu półtora kilometra, przez co do pobliskiej stacji La Molina dojechać można jedynie gruntową ścieżką. Ten fakt jak i okoliczność, że wokół owej przełęczy nie powstał większy ośrodek narciarski to zapewne podstawowe przyczyny dla których uczestnicy Vuelta a Espana nie dostali dotąd szansy na zmierzenie się z tym podjazdem. Co innego obie katalońskie etapówki. Nie organizowana już Semana Catalana w ostatnich latach swego żywota bardzo polubiła ten podjazd. Na Coll de Pal kończyły się królewskie etapy z lat 2002, 2003 i 2005 czyli także podczas ostatniej edycji tego wyścigu. Przy tej okazji jako pierwszy na szczyt dotarł niespełna 23-letni wówczas Alberto Contador, dla którego było to trzecie zwycięstwo w zawodowej karierze po wcześniejszych sukcesach etapowych na Tour de Pologne 2003 i Tour Down Under 2005. Przed Hiszpanem wygrywali zaś w tym miejscu dwaj Włosi: Giuseppe Guerini (2002) i Dario Frigo (2003). Z kolei Volta a Catalunya od dawna nie zagląda w to miejsce. Niemniej warto wspomnieć, że była tu dwukrotnie pod koniec lat siedemdziesiątych. W 1978 roku wygrał tu słynny Bask Francisco Galdos, zaś rok później mniej znany Katalończyk Riccardo Zuniga. Dla mnie w trakcie tej 16-dniowej wyprawy była to pierwsza z pięciu okazji, gdy do podnóża wybranej góry mogłem dojechać z domu na rowerze. Ba, w tym przypadku nie trzeba było nawet jechać. Wystarczyło przejść na drugą stronę ulicy. Zgodnie z wypróbowanym wcześniej scenariuszem Rafał ruszył jako pierwszy. Bliskość góry nieco nas rozleniwiła i ostatecznie Rafa wystartował o godzinie 10:56, zaś ja z Darkiem dopiero o 11:22.

Początkowo nasz szlak wiódł równolegle do drogi krajowej C-16 zwanej Eix del Llobregat. Darek jak ma to w zwyczaju na pierwszych górach dnia z wolna się rozgrzewał. Dlatego rozstaliśmy się już po kilkuset metrach. Drugi kilometr zgodnie z profilem był niemal płaski. Droga ponownie zaczęła się wznosić dopiero w połowie trzeciego kilometra. Po przejechaniu 4,1 kilometra przemknąłem pod Viaducte de Greixer podtrzymującym wspomnianą drogę szybkiego ruchu. Już wkrótce czekały mnie najtrudniejsze fragmenty całego wzniesienia czyli kilometr szósty i większa część siódmego. Na tym odcinku nieco mnie przytrzymało co tłumaczyłem sobie niedostatkami swej formy. Stromizna odpuściła na szerokim wirażu w prawo po 6,7 kilometra od startu. Jadąc w kierunku południowym po 9 kilometrach minąłem wodospad Font de la Doble. W połowie jedenastego kilometra droga odbiła na wschód i doprowadziła mnie do punktu widokowego Mirador de la Devesa (11,1 km). Następnie po przebyciu 12,7 kilometra szlak zawrócił na północ i niebawem minął Coll de Forn leżącą na wysokości 1713 metrów n.p.m. Po kolejnych czterech kilometrach byłem już przy Xalet del Coll de Pal (1928 m. np.m.) gdzie zimą bywa opuszczany szlaban, zaś w prawo można odbić na szlak świstaka (ruta de la marmota). Na niespełna kilometr przed finałem ujrzałem przed sobą Rafała. Niemniej zabrakło mi czasu by dogonić naszego dzielnego uciekiniera. On też mnie dostrzegł, więc zmobilizował się do mocnego finiszu nie chcąc być złapanym. Z rozpędu przejechaliśmy jeszcze 400 metrów po północnej stronie przełęczy zanim uznaliśmy, iż nie ma sensu kontynuować tego łagodnego zjazdu. Zawróciliśmy zatem pod tablicę, gdzie po niespełna 10 minutach powitaliśmy Darka. Według stravy na pokonanie tego podjazdu potrzebowałem 1h 21:27 (avs. 14,0 km/h i VAM 956 m/h). Dario uporał się z nim w czasie 1h 31:14, zaś Rafa wspinał się przez 1h 46:49. Na górze było tylko 10 stopni, a do tego wietrznie. Poza tym zbierały się nad nami ciemne chmury. Należało się stamtąd szybko ewakuować. Moi koledzy czym prędzej zjechali do bazy. Ja mimo kiepskiej aury postanowiłem udokumentować naszą kolejną zdobycz. Tym samym w połowie zjazdu złapał mnie rzęsisty deszcz. Pomimo to wytrwałem w swym postanowieniu pocieszany myślą, że zjeżdżam wprost do domowego ogniska. Darek żartował nawet, iż gdyby ktoś mu otworzył drzwi od domu i mieszkania to z Coll de Pal mógłby trafić wprost pod prysznic.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/593942030

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/593942030

ZDJĘCIA

Coll-de-Pal_001

Zdjęcie 1 z 40