DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Ordino
Wysokość: 1980 metrów n.p.m.
Przewyższenie: 676 metrów
Długość: 9,8 kilometra
Średnie nachylenie: 6,9 %
Maksymalne nachylenie: 10 %
PROFIL
OPIS
Pierwsze kilometry zjazdu pokonaliśmy razem czyli zachowując ze sobą kontakt wzrokowy. W tym czasie zrobiliśmy sobie trójkowe zdjęcia w różnych miejscach. Pierwsze z nich obowiązkowo jeszcze w samym Arcalis. Zjeżdżając po raz pierwszy napotkaliśmy oldskulowego cyklistę o azjatyckich rysach twarzy. Natomiast gdy staliśmy na parkingu pod L’Hortell minął nas Benat Intxausti. Ten 30-letni Bask z Team Sky zajął trzecie miejsce w lutowej Volta a la Comunitat Valenciana. Potem jednak mocno podupadł na zdrowiu i stracił resztę sezonu. Czerwcowe treningi na szosach Andory nie pomogły mu wrócić do pełni formy. Po raz trzeci i ostatni zatrzymaliśmy się przy wylocie ze wspomnianego już tunelu. Niżej zjeżdżaliśmy już osobno. Ja na końcu stawki dbając o dokumentację fotograficzną. Okupiłem to lekkim prysznicem jaki zgotował mi deszcz w okolicy Llorts. Przed wpół do drugą byliśmy już wszyscy przy samochodzie. Było pochmurno, acz w samym Ordino nie padało. Zaczęliśmy się zastanawiać co dalej robić. Jechać od razu na drugą górę dnia czy przeczekać to pogorszenie pogody licząc na to, że się rozjaśni? Pod uwagę braliśmy jeszcze trzecią opcję czyli wjazd autem na Coll d’Ordino (1980 m. n.p.m.) i rozpoczęcie etapu 10b od zjazdu. Jakby miało się rozpadać za około godzinę to wspinaczka w deszczowych warunkach byłaby lepszym rozwiązaniem niż 10-kilometrowy zjazd na mokro. Darek zaczął rozmyślać nad tym czy w ogóle warto atakować podjazd o przewyższeniu niespełna 700 metrów. Zachodnia wspinaczka pod przełęcz Ordino choć trudniejsza od wschodniej nie mogła nam imponować swymi wymiarami. Na dystansie 9,8 kilometra trzeba tu było pokonać 676 metrów w pionie co daje średnie nachylenie 6,9 % przy max. 12 %. Dla porównania podjazd wschodni od Canillo ma amplitudę tylko 450 metrów co przy długości 8,9 kilometra daje średnio 5,1 %. Obie drogi na przełęcz można jednak znacząco przedłużyć rozpoczynając wspinaczki w centrum Andorra la Vella na wysokości 1030 metrów n.p.m. Wówczas oba podjazdy mają przewyższenie 950 metrów. Taki szlak wschodni liczy sobie 19,6 kilometra, zaś zachodni jest o dwa kilometry krótszy. Jednym słowem Ordino to premia górska co najwyżej pierwszej kategorii, zaś w swej najłatwiejszej wersji (północno-wschodniej) tylko klasy drugiej.
Tym niemniej z racji częstej obecności tego wzniesienia na trasach prestiżowych etapówek chciałem mu się bliżej przyjrzeć. Coll d’Ordino już dziesięć razy pojawiła się na trasach Wielkich Tourów. Ośmiokrotnie skorzystali z niej organizatorzy Vuelta a Espana. Po raz pierwszy 22 lata temu na wspomnianym już wiosennym etapie do Estacio de Arcalis. Taka jest zresztą podstawowa rola tej przełęczy. Tu nie kończą się górskie odcinki Touru, Volty czy Vuelty. Zazwyczaj jest to przedostatnia premia górska na trasie etapu. W razie wczesnego ataku śmiały uciekinier musi jeszcze potwierdzić swą formę na finałowym podjeździe. Te zaś wiodą do jednej z trzech stacji narciarskich powstałych w dolinie Vallnord. W trakcie VaE z roku 1994 jako pierwszy linię górskiej premii na Ordino przeciął Hiszpan Carlos Galarreta ze skromnej ekipy Castellblanch. Potem już na przełomie wieków uczestnicy Vuelty przejeżdżali tędy zarówno na etapach prowadzących do stacji Pal (w latach 1998 i 2001) jak i do Arcalis (w sezonach 1999 i 2000). Pierwsi na przełęczy bywali: Jose Maria Jimenez, Igor Gonzalez de Galdeano, Carlos Sastre i ponownie Jimenez. „El Chava” i młodszy z braci Galdeano połączyli zwycięstwo na premii z rychłym triumfem etapowym. Po nich w 2005 roku na etapie do Arcalis najszybciej na tą przełęcz dotarł Belg Rik Verbrugghe, zaś w 2013 na odcinku do Santuari de Canolich Włoch Daniele Ratto. Ten drugi w stylu Jimeneza i Galdeano wytrwał na prowadzeniu do samej mety. W końcu zaś w roku 2015 na Ordino wyjątkowo podjechano od naszej zachodniej strony. Przełęcz ta była drugą z sześciu premii górskich na królewskim etapie do Els Cortals. Przy tej okazji pierwszy na przełęczy pojawił się Hiszpan Ruben Plaza. Z kolei „Wielka Pętla” odwiedziła tą przełęcz tylko dwukrotnie, acz ze swą pierwszą wizytą o rok wyprzedziła Vueltę. W obu przypadkach na Tourze podjeżdżano od wschodu, po wcześniejszym zjeździe z Port d’Envalira. W sezonie 1993 na etapie do Estacio de Pal swój skuteczny, solowy atak rozpoczął tu Kolumbijczyk Oliveiro Rincon. Cztery lata później na maratońskim odcinku do Estacio de Arcalis w jego ślady próbował pójść Jean-Philippe Dojwa. Jemu ta sztuka się nie udała. Na finałowym podjeździe dzielnego Francuza szybko „połknął” szarżujący Jan Ullrich, a po nim jeszcze osiemnastu innych zawodników.
Licząc na przychylność niebios wespół z Rafałem ruszyłem już o 13:50. Zjechaliśmy do ronda w centrum Ordino, z którego odbiliśmy w lewo wjeżdżając na drogę CS-340. Podjazd na dobre zaczął się tuż za pierwszym zakrętem w odległości 250 metrów od oficjalnego startu. Dalej jeszcze przez 1100 metrów prowadził w terenie zabudowanym. Wspinaczkę tą trudno było uznać za szczególnie wymagającą. Tym niemniej z drugiej strony nie należała ona do łatwych. To regularny podjazd na solidnym poziomie. Dolna połowa wzniesienia jest nieco trudniejsza. Na pierwszych pięciu kilometrach są dłuższe odcinków na poziomie 8 %, zaś maksymalne stromizny w paru miejscach sięgają pułapu 11 i 12 %. W połowie czwartego kilometra przejechałem pod bramą, która mogła nam utrudnić niedoszły wjazd z rowerami na dachu. Pod koniec piątego kilometra dojechałem do punktu widokowego na szóstym wirażu. Z tego miejsca widać było całe Ordino wraz z naszym parkingiem oraz początek podjazdu do Arcalis. Na zjeździe Dario nakręcił w tym miejscu krótki filmik. Pod koniec szóstego kilometra stromizna po raz ostatni chwilowo przekroczyła poziom 10 %. Starałem się utrzymać równe i dość mocne tempo jakie narzuciłem sobie od samego początku wzniesienia. Zakładałem, że na podjeździe o nachyleniu około 7 % mogę się pokusić o wjazd z VAM na poziomie około 1000 m/h. Prawie mi się to udało. Swoją wspinaczkę zakończyłem po przejechaniu 9,8 kilometra w czasie 41:52 czyli ze średnią prędkością 14,1 km/h. Na stravie wyznaczono segment ze startem i metą w dokładnie tym samym miejscu co odczyt z mojego licznika, acz podano że oba punkty dzielił dystans 9,6 kilometra. Według danych z tego programu w pionie kręciłem z prędkością 988 m/h. Co ciekawe identyczną wartość uzyskałem na sektorze „Mirador > Coll d’Ordino” obejmującym końcowe 4,9 kilometra powyżej wspomnianego punktu widokowego. Pogoda nieco się poprawiła i na pobliskiej polanie samochodowi turyści urządzali sobie piknik. Na Rafała czekałem jakiś kwadrans. Mój młodszy kolega na dotarcie do przełęczy potrzebował 58:41 (avs. 9,9 km/h i VAM 705 m/h). Nie doczekaliśmy się przyjazdu Darka, który ruszył dopiero o 14:13. Dario wjechał tu bez przekonania, a zatem bez zwyczajowego zacięcia. W tempie niewiele szybszym od Rafy o czym świadczy wynik 56:35 (avs. 10,3 km/h i VAM 731 m/h). Etap dziesiąty okazał się krótki i stosunkowo łatwy. Przejechałem na nim ledwie 58,5 kilometra o przewyższeniu 1766 metrów.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/600602212
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/600602212
ZDJĘCIA

