Colla San Bernardo (Mendatica)

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Pieve di Teco

Wysokość: 1272 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1034 metry

Długość: 19,6 kilometra

Średnie nachylenie: 5,3 %

Maksymalne nachylenie: 10,5 %

PROFIL

OPIS

Przed sobą mieliśmy blisko 20-kilometrowy podjazd na Colla San Bernardo. Dla mnie miała to być już piąta w życiu wspinaczka pod górę noszącą imię św. Bernarda z Methon k. Annecy. To znaczy urodzonego pod koniec X wieku zakonnika, który jest patronem alpinistów i mieszkańców Alp, a także turystów, narciarzy i ratowników górskich. Najpierw w czerwcu 2009 roku zdobyłem Col du Grand Saint-Bernard czyli przełęcz Wielką Świętego Bernarda (2469 m. n.p.m.) od strony szwajcarskiej, zaś w lipcu 2010 roku Passo Piccolo San Bernardo (2188 m. n.p.m.) czyli przełęcz Małą Świętego Bernarda od włoskiej strony. Potem obie te przełęcze pokonałem jeszcze od przeciwnych stron podczas jedenastego i dwunastego etapu Route Grandes Alpes. Naszej wielkiej wyprawy z przełomu czerwca i lipca 2013 roku, którą odbyliśmy w towarzystwie Adama Kowalskiego, Piotra Mrówczyńskiego i Romana Abramczyka. Na tle dwóch wielkich przełęczy z pogranicza Francji, Włoch i Szwajcarii ten podjazd był ledwie ich dalekim i ubogim krewnym. Niemniej i na tej górze było co jechać. Po starcie z Pieve di Teco mieliśmy mieć do przejechania 19,7 kilometra o średnim nachyleniu 5,2% i max. 10,5%. Wzniesienie to miało przewyższenie netto 1034 metry, zaś brutto nawet 1087. Dla odróżnienia od innych przełęczy imienia św. Bernarda ta góra znana jest pod nazwą Colla San Bernardo in Mendatica czyli z dodatkiem pochodzącym od nazwy wioski leżącej na wysokości niespełna 800 metrów n.p.m. Wystartowaliśmy o 15:40, przy czym Darek ruszył jakieś pół minuty wcześniej. Początek był łatwy więc ruszyłem na dużej tarczy i w połowie drugiego kilometra dogoniłem kolegę. W połowie trzeciego kilometra Dario w swoim stylu ściął małe rondo i znów musiałem odrobić kilkadziesiąt metrów. Tym razem też szybko poszło, więc do zjazdu z drogi SP28 dotarliśmy razem. Po przejechaniu 2,9 kilometra trzeba było odbić w lewo i zjechać na drogę SP3 prowadzącą wzdłuż potoku Aroscia. Przez następne półtora kilometra zamiast się wspinać straciliśmy 38 metrów ze zdobytej wcześniej wysokości. Podczas zjazdu przez Aquetico Dario ostro zaatakował. Ja wolałem nie zrywać tempa tak wcześnie. Czułem się bardzo dobrze, więc postanowiłem skorzystać z taktyki, która przyniosła mi powodzenie podczas rywalizacji z Darkiem i Romkiem na Passo delle Erbe. Teren był tak łagodny, że przez pierwsze siedem kilometrów nie musiałem zrzucać łańcucha na małą tarczę.

Pod koniec szóstego kilometra przejechałem przez wioskę Ponti di Pornassio. Na ósmym kilometrze złapałem kontakt z liderem. Po dziesięciu kilometrach minęliśmy drogę do Montegrosso Pian Latte. Przyjemność wspólnej jazdy przerwał nam dopiero niespodziewany atak owada. Dario połknął jakieś latające stworzenie i mocno się zakrztusił, więc po przejechaniu 11,7 kilometra musieliśmy się zatrzymać na dobre dwie minuty. Po ponownym starcie Darek zrazu jechał wolniej i sugerował bym jechał swoje. Niemniej już podczas przejazdu przez Mendaticę na przełomie trzynastego i kilometra poczuł się lepiej, więc gdy lekko zwolniłem szybko do mnie dojechał. Na ostatnich 9 kilometrach nachylenie było całkiem solidne tzn. średnio 7,3%. Za Mendatiką droga nadal była mocno zawinięta. Na dojeździe do Cian Prai (18,3 km) trzeba było pokonać 10 następnych wiraży. Jechaliśmy razem niemal do samego końca. Darek osłabł nieco dopiero na ostatnim kilometrze. W sumie przejechałem 19,6 kilometra w czasie netto 1h 08:07 (avs. 17,3 km/h). Na stravie znalazłem segment o kilometr krótszy. Uzyskałem na nim czas brutto 1h 07:35. Natomiast Darek 1h 08:46. To dało nam odpowiednio 13 i 14 miejsce pośród 108 zarejestrowanych osób. Gdyby nie przymusowy postój skończylibyśmy o trzy lokaty wyżej. Zatrzymawszy się na przełęczy na wprost przed sobą mieliśmy zjazd do Ponte di Nava, zaś w lewo drogę do Monesi, gdzie w 1966 roku drugi etap Giro d’Italia wygrał znakomity hiszpański góral Julio Jimenez. Niemniej czasu na dotarcie do miejscowości już nie było, a poza tym byłaby to już tylko „dokrętka” po płaskowyżu. Trzeba się było szybko ewakuować do Pieve di Teco. Tym bardziej, że chmary złośliwych meszek nie dawały nam spokoju. Do samochodu dotarliśmy około 18:10. Dzienny przebieg miałem w normie. Tym razem przejechałem 75,5 kilometra o łącznym przewyższeniu 2147 metrów. Po wszystkim chcieliśmy zjeść obiadokolację pod arkadami w historycznym centrum tego miasteczka. Niestety bez powodzenia. Ruszyliśmy, więc w trasę do drugiej bazy noclegowej z nadzieją na znalezienie czegoś po drodze. Ostatecznie zjedliśmy pizzę w jednym z lokali na Colle di Nava (939 m. n.p.m.). O zmroku minęliśmy Garessio, gdzie według wstępnych planów mieliśmy zaczynać podjazd na Colla di Casotto (1379 m. n.p.m.). Na sam koniec straciliśmy jeszcze trochę czasu na ulicach Borgo San Dalmazzo mając problem ze znalezieniem po ciemku naszej mety czyli B&B Il Melograno. Znajomy gospodarz wyjechał akurat z krótką wizytą do Francji, ale na posterunku zostawił swą małżonkę.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/389402780

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/389402780

ZDJĘCIA

Mendatica_001

Zdjęcie 1 z 30