Colle Caprauna

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Mulino di Nasino

Wysokość: 1379 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1119 metrów

Długość: 19,8 kilometra

Średnie nachylenie: 5,7 %

Maksymalne nachylenie: 9,2 %

PROFIL

OPIS

Na przełęczy spędziliśmy razem około dwadzieścia minut. Następną godzinę zajął nam spokojny zjazd przeplatany tradycyjnymi foto-przystankami. Przy słonecznej pogodzie było wiele okazji do tego by zawiesić oko na okolicznych widoczkach. Do samochodu zjechaliśmy około 14:20. Z tego miejsca do podnóża drugiego wzniesienia mieliśmy 37 kilometrów. Aby dostać się tam jak najszybciej skorzystaliśmy z autostrady na odcinku Finale Ligure – Albegna. Potem zjechaliśmy na drogę SP582 dojeżdżając do Martinetto. Oficjalnie podjazd pod Colle Caprauna zaczyna się właśnie w tym miejscu wraz z początkiem doliny rzeki Pennavaire jak i drogi SP 14. Moja lektura określiła Capraunę mianem „niekończącej się”. Co więcej dodała, że dzięki swym wymiarom i spektakularnemu pejzażowi może wzbudzać zazdrość nawet wśród alpejskich przełęczy. W pełnej wersji to wzniesienie to liczy sobie aż 28,5 kilometra. Niemniej pierwsze 9 kilometrów to zaledwie falsopiano o nachyleniu 2,1%. Dlatego ten odcinek postanowiliśmy sobie darować. Zatrzymaliśmy się dopiero przy mostku tuż przed Nasino. Dario wystartował z tego miejsca, zaś ja cofnąłem się jeszcze kilkaset metrów w dół doliny do miejsca, które wyglądało mi na początek prawdziwego podjazdu. Poczynając od Mulino di Nasino wzniesienie ma 19,5 kilometra o przewyższeniu 1119 metrów. To daje średnie nachylenie rzędu 5,7%. Natomiast maksymalna stromizna sięga 11%. Można na nim wyróżnić dwa dłuższe segmenty solidnej wspinaczki. Pierwszy o długości 9,6 kilometra przy średniej 6,4% oraz drugi czyli 7,8 kilometra ze średnią 6,1%. Są one przedzielone niemal płaskim odcinkiem 2100 metrów. Wystartowałem o 15:34. Po przejechaniu 600 metrów minąłem nasze miejsce postojowe, zaś na początku drugiego kilometra przejechałem przez Nasino. Po przebyciu 2,4 kilometra minąłem boczną drogę do Vignolo, a następnie kościół w stylu romańskim. Ciekawostką wschodniego podjazdu pod Capraunę jest fakt, iż pomimo swego niezaprzeczalnie liguryjskiego charakteru przebiega on głównie po terenie piemonckiej prowincji Cuneo. Okazało się, że od miejsca swego startu do granicy obu regionów miałem tylko 3,1 kilometra.

Tym samym na początku czwartego kilometra byłem już w Piemoncie jadąc po tej samej drodze, lecz oznaczonej jako SP107. W połowie piątego kilometra droga oddala się od rio Pennavaire. Długimi fragmentami chowa się w lesie. W niższych partiach wzniesienia cień podróżnym dają kasztany, zaś w wyższych jodły i buki. Oczywiście podczas jazdy nie miałem czasu prowadzić badań miejscowej flory, lecz różne ciekawostki można wyczytać na temat zwiedzanych miejsc czytając mądre księgi. W połowie siódmego kilometra minąłem wioskę Alto, na terenie której trzeba było pokonać trzy wiraże. Dwa kilometry po tej miejscowości to bodaj najtrudniejszy fragment całego podjazdu. Po przejechaniu 8,7 kilometra minąłem boczną drogę do położonego na wysokości 1008 metrów n.p.m. sanktuarium Madonna del Lago. Z kolei po 11 kilometrach od startu przebiłem się przez skalny tunel. Ponoć miejscowe góry ze swymi wieloma pionowymi ścianami są popularnym miejscem klasycznej wspinaczki czyli zdobywania gór metodą free-climbing. Dwa kilometry za tunelem dotarłem do Caprauna. Nie była to jeszcze przełęcz, a jedynie wioska o tej samej nazwie. To w tym miejscu trzeba było pokonać odcinek o nachyleniu dochodzącym do 11%, by po przejechaniu dwóch wiraży znaleźć się ponad dachami miejscowych domostw. Do końca wspinaczki brakowało mi jeszcze 6,5 kilometra. Droga ponownie zmieniła oznaczenie, odtąd nazywała się już SP216. Trzy kilometry przed finałem minąłem ostatni wiraż, zaś po przejechaniu 18,7 kilometra pieszy szlak do Rifugio Pian dell’Arma. Koniec podjazdu znajduje się na zakręcie w prawo i w zasadzie ociera się o granicę z Ligurią. Według licznika dystans 19,8 kilometra przejechałem w czasie 1h 06:48 (avs. 17,8 km/h) co przy zanotowanym przewyższeniu 1106 metrów daje VAM na poziomie 993 m/h. Nie była to więc już jazda na miarę wyczynu z Colle Melogno. Na stravie najdłuższy zarejestrowany segment ma długość 18,6 kilometra. Pokonałem ten odcinek w czasie 1h 04:20 (avs. 17,4 km/h i VAM 996 m/h), co dało 171 miejsce na liście obejmującej aż 796 nazwisk. Dario w obuwiu od Asisca przejechał ten segment w czasie 1h 29:33. Bez właściwego sprzętu każdy wjazd na górę, niezależnie od uzyskanego czasu, był zwycięstwem. Natomiast samo podjęcie wyzwania wypełnieniem olimpijskiego motta, iż „najważniejszy jest udział”. Żartowaliśmy, sobie że inspiracją dla niego był napotkany przed sześciu laty facet w klapkach spod Mont du Chat. Do samochodu zjechaliśmy kwadrans po osiemnastej. W drodze powrotnej przed wskoczeniem na autostradę zdążyliśmy jeszcze zrobić zakupy w Cisano sul Neva. Na pierwszym etapie przejechaliśmy w sumie 71 kilometrów o łącznym przewyższeniu 2108 metrów.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/386507055

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/386507055

ZDJĘCIA

Caprauna_001

Zdjęcie 1 z 30