DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: SP 8
Wysokość: 2284 metry n.p.m.
Przewyższenie: 1318 metrów
Długość: 15,9 kilometra
Średnie nachylenie: 8,3 %
Maksymalne nachylenie: 11,8 %
PROFIL
OPIS
Po około dwudziestu minutach rozpocząłem spokojny zjazd i kilka minut po piętnastej dotarłem do samochodu. Darek zjechał do Brossasco bez przystanków, więc czekał już tam na mnie od przeszło 30 minut. Załadowaliśmy się do auta aby podjechać do podnóża drugiej premii górskiej czyli położonego 17 kilometrów dalej na zachód Sampeyre. Wjechaliśmy do centrum tego miasteczka. Przejechaliśmy przez olbrzymi jak na rozmiar samej miejscowości plac Piazza della Vittoria. W końcu zjechaliśmy zaś ku szosie SP8 aby ostatecznie zatrzymać się na sporym parkingu po drugiej stronie głównej ulicy. Colle di Sampeyre to kolarskie wzniesienie najwyższej klasy i to w każdym z trzech wydań. Na przełęcz prowadzą dwie drogi południowe i jedna północna. Te rozpoczynające się w Valle Maira łączą się z sobą na cztery kilometry przed szczytem. Każdy z trzech podjazdów ma przewyższenie powyżej 1300 metrów. Według cyclingcols najtrudniejszy jest wariant południowo-zachodni prowadzący przez Vallone di Elva, który wyceniono na 1210 punktów. Pokonałem go na ósmym etapie naszego Route des Grandes Alpes. Natomiast wartą 1178 punktów opcję południowo-wschodnią z początkiem w Stroppo „zaliczyłem” jeszcze wcześniej uczestnicząc w GF Fausto Coppi 2008. Pozostał mi więc do przejechania tylko „najłatwiejszy” szlak północny, który dostał od Michiela 1125 punktów. Przymiotnik celowo wziąłem w cudzysłów zważywszy, że ten podjazd liczy sobie 16,3 kilometra o średnim nachyleniu 8% przy max. 13%. Trzeba na nim pokonać 1318 metrów w pionie i to de facto na dystansie 15,8 kilometra. Peleton Giro d’Italia wjeżdżał na przełęcz Sampeyre dwukrotnie. Tak w 1995 jak i 2003 roku od strony południowej. Oba górskie odcinki zakończyły się w Chianale u podnóża stromej części podjazdu Colle dell’Agnello. Za pierwszym razem premię górską na Sampeyre wygrał Kolumbijczyk Nelson Rodriguez, zaś etap Szwajcar Pascal Richard. Przy drugiej okazji na wyścigu rządzili Włosi. Na przełęczy najwyżej punktował Gilberto Simoni, zaś ze zwycięstwa na mecie cieszył się „niesławny” Dario Frigo. Ponieważ tak w trakcie wyścigu jak i podczas śmiałej wyprawy z 2013 roku zjeżdżałem ku Sampeyre to zdążyłem już wcześniej poznać tą drogę. Tym niemniej doświadczenie zjazdowe niewiele mogło nam pomóc, bo przecież dwa lata wcześniej obejrzeliśmy ją sobie z zupełnie innej czyli szybszej i łatwiejszej perspektywy.
Ruszyliśmy razem o godzinie 16:05. Pierwsze trzysta metrów od zjazdu z szosy SP8 prowadzi w dół ku potokowi Varaita. Kolejne dwieście to zaledwie „falsopiano”. Za to pozostałe 15,8 kilometra to już bardzo regularny podjazd na wysokim poziomie. Najłatwiejszy kilometrowy odcinek ma tu średnio 7,4%. Ani chwili odpoczynku. Dario z rozpędu ruszył pod górę. Ja zatrzymałem się jeszcze na moście by strzelić dwie fotki. Dlatego na pierwszym kilometrze wspinaczki odrabiałem 30-sekundową stratę do lidera. Potem niemal cały podjazd przejechaliśmy razem. Darek jechał w swoim stylu często przyśpieszając po stanięciu w pedałach. Byłem w stanie przetrzymać te zrywy. Po chwili mój kompan łapał głębszy oddech jadąc w siodle i zostawał na chwilę w tyle. Potem łapał ze mną kontakt i ponownie „dokładał do pieca”. Taki rytm jazdy stał się normą. Widziałem, że jestem minimalnie mocniejszy, ale z respektu do góry jak i szacunku dla ambicji swego wspólnika jechałem z odrobiną rezerwy. Im wyżej tym widoczność była gorsza. W górnej partii wzniesienia przebijaliśmy się już przez białą zasłonę chmur. Największą osadą po drodze jest Sant Anna (5,6 km), skąd startuje górny odcinek wyciągu narciarskiego Varisella. Na całym szlaku jest ledwie osiem wiraży, ostatni po przejechaniu 12,6 kilometra od wspomnianego mostu. W końcówce wspinaczki Dario zaczął częściej niż zwykle spoglądać na licznik i rzucił hasło, że mamy szansę wykręcić VAM na poziomie 1000 m/h. Dlatego na ostatnim kilometrze każdy z nas finiszował już na swój sposób czyli kto ile miał jeszcze mocy pod nogą. Ja przejechałem w sumie 15,8 kilometra w czasie 1h 18:03 (avs. 12,2 km/h) dojeżdżając na przełęcz z 20-sekundową przewagą nad Darkiem. Na stravie znalazłem segment, którego długość oceniono na 15,4 kilometra. Ten odcinek pokonałem w 1h 17:55 (avs. 11,9 km/h i VAM 1008 m/h) co jest obecnie 31 wynikiem pośród 368 zarejestrowanych. Dario uzyskał czas 1h 18:45 (avs. 11,8 km/h i VAM 998 m/h) co daje mu 35 miejsce na tej liście. Na górze było tylko 8 stopni. Niemniej i tak cieplej niż można było się spodziewać. Przebraliśmy się na zjazd przekładając mokre podkoszulki na wierzch odzienia. Wykonaliśmy po kilka zdjęć. Dario nakręcił krótki filmik. Po kilkunastu minutach rozpoczęliśmy zjazd, na którym ze względu na warunki pogodowe zatrzymywałem się rzadziej niż zwykle. Do samochodu dotarłem o 18:25. Do zmroku pozostała nam godzina z małym hakiem co skłoniło mnie do rezygnacji z trzeciej wspinaczki. W sumie na szóstym etapie przejechałem 70 kilometrów o łącznym przewyższeniu 2526 metrów. Ruszyliśmy zatem w drogę powrotną do bazy, ale po drodze zatrzymaliśmy się w Busce, by zjeść pizze w tamtejszej Ristorante Capri.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/390044611
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/390044611
ZDJĘCIA

