Passo di Costalunga

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Cardano

Wysokość: 1752 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1459 metrów

Długość: 25,9 kilometra

Średnie nachylenie: 5,6 %

Maksymalne nachylenie: 11 %

PROFIL

OPIS

Osiem osób to jest siła. Przy odpowiednim towarzystwie gwarancja dobrej atmosfery. Tym niemniej przy tej liczbie osób niełatwo było nam się zebrać do szybkiego wyjścia z Haus Belutti. Inna sprawa, że pogoda nie zawsze do tego zachęcała. Tak czy owak w sobotę znów ruszyliśmy w drogę dopiero około jedenastej. Tym samym do naszego obozu u podnóża kolejnej górskiej wspinaczki dotarliśmy tuż przed południem. Na ten trzeci dzień mieliśmy zaplanowane spotkania z dwoma wzniesieniami najwyższej klasy. Pierwszym miał być bardzo długi zachodni podjazd na Passo Costalunga (1752 m. n.p.m.). Drugim o połowę krótsza, ale za to bardzo stroma północna wspinaczka na Passo Pampeago (2006 m. n.p.m.). Obie góry do pewnego stopnia poznałem przed wieloma laty. Na Costalungę wjechałem już w lipcu 2004 roku, kiedy to wraz ze swym gdyńskim kolegą Jarkiem Chojnackim przejechałem 100-kilometrową rundę ze startem i metą w Canazei. Na niej naszą pierwszą premią górską było Passo Lavaze od strony Cavalese. Po zjeździe z tej przełęczy wspinaczkę na Costalungę zaczęliśmy z poziomu Ponte Nova (niem. Birchabruck) czyli m/w w połowie tego wzniesienia. Z kolei Pampeago poznałem tylko od południowej strony i to do wysokości 1740 metrów n.p.m. W czerwcu 2008 roku wespół z Piotrkiem Mrówczyńskim pokonałem kilkukrotnie wypróbowany na Giro podjazd z Tesero na Alpe di Pampeago, po wcześniejszym zdobyciu północnego Passo Manghen. Na samą przełęcz Pampeago wjechać nie próbowaliśmy, gdyż droga powyżej stacji narciarskiej była wówczas ledwie szutrowa. W owym czasie podobnie wyglądała też końcówka północnego szlaku. Brakujące kilometry asfaltu po obu stronach przełęczy wylano dopiero w listopadzie 2011 roku z myślą o dziewiętnastym etapie Giro 2012. Na wyścigu tym najpierw premię górską na Passo Pampeago wygrał Stefano Pirazzi, zaś „powtórkowy” podjazd kończony na poziomie Alpe di Pampeago okazał się szczęśliwy dla Czecha Romana Kreuzigera. Przed nim w tym miejscu triumfowali: Rosjanin Paweł Tonkow oraz trzej Włosi: Marco Pantani, Gilberto Simoni i Emanuele Sella. W sezonie 2013 również od południa wjechali na Passo Pampeago uczestnicy 70. Tour de Pologne na etapie nr 2 z Marileva / Val di Sole do Passo Pordoi.

Podobnie jak w przypadku Passo Nigra i Obergummer również nasze sobotnie wzniesienia mogliśmy zaatakować z jednego miejsca bez konieczności samochodowego transferu pomiędzy górami. Co więcej nie musieliśmy nawet zjeżdżać na parking, albowiem wspinaczka na Passo Pampeago zacząć się miała w połowie zjazdu z Costalungi tzn. we wspomnianej już Ponte Nova. Punktem wypadowym do trasy trzeciego etapu było miasteczko Cardano położone jakieś 5 kilometrów przed poznanym dzień wcześniej Prato all’Isarco. Jako się rzekło w pierwszej kolejności mieliśmy się zmierzyć z Costalungą. To podjazd o długości aż 25,9 kilometra przy średnim nachyleniu 5,6 % (max. 10,5 %) i przewyższeniu netto 1459 metrów. Costalunga była jedną z pierwszych przełęczy w Dolomitach, z którą zmierzył się wyścig Dookoła Włoch. Po raz pierwszy pojawiła się na trasie „La Corsa Rosa” już w 1937 roku na etapie z Vittorio Veneto do Merano wygranym przez Gino Bartalego. Pokonano ją wówczas od zdecydowanie łatwiejszej wschodniej strony. W całej historii tego wyścigu Costalunga została zdobyta 12 razy, w tym pięciokrotnie od naszej zachodniej strony szlakiem przez Val d’Ega. Po raz ostatni w 2005 roku na etapie z Mezzocorony do Ortisei, na którym rządzili podopieczni Gianniego Savio z Selle Italia. Kolumbijczyk Ivan Parra wygrał wtedy etap, zaś Wenezuelczyk Jose Rujano premię górską na Costalundze zmierzając po zwycięstwo w klasyfikacji górskiej. Po raz trzynasty przełęcz ta pojawić się miała na Giro w 2013 roku na etapie do Tre Cime di Lavaredo. Niemniej z uwagi za prześladujące ów wyścig zimowe warunki pogodowe odcinek ten w ostatniej chwili zmodyfikowano darując kolarzom wszystkie wspinaczki oprócz finałowej. Z parkingu w Cardano do ronda u podnóża Costalungi dojechaliśmy po drodze krajowej SS12. Już przed startem dowiedzieliśmy się, że pierwsze kilometry tego wzniesienia nie będą należeć do przyjemnych. Cały podjazd po drodze SS241 zaczynał się bowiem od długiego na 2800 metrów i przy tym dość ciemnego tunelu. W zasadzie były to dwa tunele przedzielone jedynie króciutkim wyjazdem na światło dzienne po mostku nad Rio d’Ega. Dla bezpieczeństwa na końcu naszej kolumny ustawiliśmy Rafała dysponującego najmocniejszym sygnałem świetlnym.

Umówiliśmy się, że skoro podjazd jest bardzo długi, a przy tym stosunkowo regularny to przynajmniej jego początkowe kilometry postaramy się przejechać razem. Cały czas jechaliśmy zgodnie wzdłuż wspomnianej rzeczki. Po przejechaniu 9,8 kilometra minęliśmy rondo, z którego w lewo odchodziła bardziej stroma i kręta droga ku Gummer i Obergummer. Dwa kilometry później byliśmy już w Ponte Nova, gdzie mieliśmy się zatrzymać w drodze powrotnej. Grupa topniała nam bardzo powoli i na dobre pękła dopiero po szesnastu kilometrach gdy Daniel ostro przyśpieszył na dojeździe do Nova Levante (niem. Welschnofen). Czułem się na tyle dobrze, że bez trudu do niego doskoczyłem. Niespodziewanie w moje ślady poszedł tylko Tomek. Wkrótce Daniel zapłacił za swój nagły zryw i po wyjeździe z tej miejscowości na czele zostaliśmy już tylko we dwóch. Na krętym i stosunkowo stromym dojeździe do ślicznego Lago di Carezza (22,2 km) także „Bury” miał słabsze chwile, ale gdy nieco zwolniłem wsiadł mi na koło i już do końca wzniesienia zgodnie współpracowaliśmy. Na 24-tym kilometrze przejechaliśmy przez ośrodek narciarski Carezza, by następnie na końcu długiej prostej minąć odchodzącą w lewo szosę SP65 ku Passo Nigra (25,2 km). W samej końcówce postanowiłem sprawdzić kondycję swego towarzysza. Za hotelem Latemar wyraźnie przyśpieszyłem, acz nie na pełen gaz. Tomek nie dał się zerwać z koła, więc do szczytu dotarliśmy razem. Tymczasem za naszymi plecami trwała ostra walka o miejsce na najniższym stopniu podium. Daniel dał z siebie wszystko by odeprzeć pościg Darka. Za „metą” dosłownie spadł z roweru. Na kolejnych pozycjach wjechali na przełęcz: Rafał, Adam, Artur i Romek. Cały 26-kilometrowy podjazd pokonałem w czasie 1h 36:16 (avs. 16,2 km/h). Na stravie nie znalazłem wyników z całego wzniesienia. Najdłuższy segment liczy sobie 13,7 kilometra i zaczyna się w Ponte Nova. Ten odcinek przejechaliśmy z Tomkiem w czasie 54:04 (avs. 15,3 km/h) z VAM 945 m/h, Daniel zanotował czas 56:42, Rafał 1h 02:52, zaś Artur 1h 03:27. Wyników pozostałych kolegów niestety nie znalazłem. Cóż strava miewa swoje sekrety.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/376584903

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/376584903

ZDJĘCIA

Costalunga_001

Zdjęcie 1 z 30