Diga di Campo Moro

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Torre Santa Maria

Wysokość: 2013 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1291 metrów

Długość: 22,5 kilometra

Średnie nachylenie: 5,7 %

Maksymalne nachylenie: 13 %

PROFIL

OPIS

Po tak długiej wspinaczce pozwoliłem sobie na półgodzinną sjestę przy stoliku pod barem Locanda Pian del Lupo. Na górze trochę wiało, lecz przy temperaturze 20 stopni było całkiem przyjemnie. Zamówiłem sobie kawę i ciastko, pożyczyłem gazetę i wypoczywałem rozkoszując się górskimi widokami. Dopiero kilka minut po wpół do trzeciej zacząłem zjeżdżać. Oczywiście spokojnie, gdyż z razu nachylenie było niewielkie, zaś potem znajdywałem wiele miejsce godnych uwiecznienia w obiektywie swego wysłużonego Olympusa 500mju. Ponieważ podjazd pod Diga di Campomoro chciałem zacząć z poziomu najniższego łącznika między dwoma dolinami czekało mnie 18,5 kilometrów zjazdu. Zastanawiałem się czemu podczas mojego długiego pobytu w Chiareggio nikt z kolegów do mnie nie dojechał. Okazało się, że Adam i Tomek co prawda też podjechali tą górę w pierwszej kolejności, lecz zatrzymali się przy tablicy, a zatem niemal kilometr przed końcem na drogi. Tym samym gdy ja odpoczywałem pod Locanda Pian del Lupo, oni po drugiej stronie wsi brali oddech przed długim zjazdem do Sondrio. Daniela i Borysa spotkałem podjeżdżających po kilku kilometrach swego zjazdu. Jedynie Darek był wówczas po drugiej stronie doliny filmując krajobraz wokół górskiego jeziora oraz pracę pilota helikoptera transportującego towary w wyższe partie gór. Dzień wcześniej nic nie zjadłem i miałem mały kryzys w końcówce wspinaczki pod Forcolę. Włosi mawiają „uomo avvisato, mezzo salvato” czyli człowiek ostrzeżony w połowie ocalony. Organizm dał mi znać, że nie warto rzucać się na trudną górę bez odpowiedniej dawki paliwa. Środowe góry nie były tak strome jak te z wtorku, lecz były dłuższe i przez to bardziej podstępne. Umiarkowane nachylenie mogło dawać poczucie, iż wszystko idzie dobrze, gdy tymczasem dystans zwiększał ryzyko, iż bez właściwego odżywiania głód i tak mnie w końcu dopadnie. Dlatego przed wyruszeniem w kierunku Campo Moro zrobiłem sobie dodatkową strefę bufetu przy sklepie spożywczym w Torre Santa Maria. Kupiłem napoje, banany i batony. Większość zjadłem i wypiłem od razu, zaś resztę zostawiłem sobie na ewentualną czarną godzinę. Dopiero tak odżywiony zjechałem pozostały mi kilometr do wirażu, na którym moja SP 15b łączyła stykała się z właściwą piętnastką. Drugą wspinaczkę zacząłem zatem zgodnie z planem od poziomu 722 metrów n.p.m. Tym samym w teorii miałem do pokonania podjazd o długości 21 kilometrów o przewyższeniu 1210 metrów przy średnim nachyleniu 5,8 % i max. 13 %. W praktyce okazało się, że można było dojechać wyżej niż książkowe 1932 metry n.p.m., ale o tym za chwilę.

Wystartowałem kwadrans przed szesnastą. Pogoda wciąż była dobra, na liczniku 27 stopni. Już po dwustu metrach znalazłem się na lewym brzegu Mellero. Pod koniec czwartego kilometra przejechałem na wprost przez rondo, z którego odchodziła boczna droga do Caspoggio (3,8 km). Na kolejnym rondzie półtora kilometra dalej skończyła się droga SP 15. Skręciłem w prawo na Lanzadę, do której dojechałem po 6,2 kilometra. Za wyjątkiem końcówki pierwszego kilometra pierwsza „tercja” tego wzniesienia była łatwa. Na odcinku 6,5 kilometra nachylenie wynosi tylko 3,4 %. Jechałem już doliną potoku Lanterna. Po przejechaniu 9,4 kilometra dotarłem do osady La Prese. Przed końcem dwunastego kilometra minąłem sześć wiraży. Ostatni z nich przy drodze na Rifugio Alpe Ponte (11,8 km). Minąłem muzeum lokalnego górnictwa. Niemniej główną atrakcją tego wzniesienia były liczne galerie i tunele. Trzeba ich było pokonać aż piętnaście o łącznej długości 2400 metrów! Niektóre miały być ciemne, więc uprzedzony lekturą „PVB-23” na ten etap wyciągnąłem ze swych bagaży lampki. Mimo to i tak raz musiałem się zatrzymać by nie stracić równowagi. Pod koniec piętnastego kilometra dojechałem do osady Campo Franscia. Na odcinku 8,5 kilometra powyżej Lanzady średnie nachylenie wyniosło 6,2 %. Najtrudniejsze miało dopiero nadejść. Na 5 kilometrach przed Rifugio Ca’ Runcash (19,9 km) stromizna trzyma na średnim poziomie 8,6 %. Droga jest bardzo kręta. Na samym dojeździe do Alpe Largone (17,9 km) jest trzynaście wiraży. Jakieś pięć kilometrów przed Campo Moro spotkałem Darka. Poradziłem mu, żeby podjazd pod Chiareggio zaczął już z ronda za Lanzadą. Na poziom sztucznego jeziora Campomoro dotarłem po przebyciu 21,5 kilometra. Niemniej droga szła dalej, więc się nie zatrzymałem. Minąłem schronisko Poschiavino (21,8 km), a licznik wyłączyłem wraz z końcem asfaltu po 22,1 kilometra. Ten odcinek przejechałem w czasie 1h 26:53 (avs. 15,7 km/h). Co prawda skończył się asfalt, lecz gruntowa droga uparcie, choć delikatnie wiodła wyżej w stronę Lago di Alpe Gera. Podobnie jak Dario zatrzymałem się dopiero na dużym parkingu pod drugim ze sztucznych zbiorników tj. na wysokości 2013 metrów n.p.m. Czekał mnie jeszcze ponad 30-kilometrowy zjazd. Do Sondrio zjechałem kilka minut przed dziewiętnastą. Na liczniku zanotowałem 98 kilometrów o łącznym przewyższeniu 2649 metrów. Doliczając szutrowy finał przed Diga di Alpe Gera stuknęła mi pewnie „setka”. To jednak było mało w porównaniu z naszymi dwoma harpaganami. Adam z Tomkiem przejechali niemal 120 kilometrów pokonując w pionie około 3100 metrów.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/182312459

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/182312459

ZDJĘCIA

Campomoro_001

Zdjęcie 1 z 30