DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Grosio
Wysokość: 1703 metry n.p.m.
Przewyższenie: 1039 metrów
Długość: 15,5 kilometra
Średnie nachylenie: 6,7 %
Maksymalne nachylenie: 13 %
PROFIL
OPIS
Z Mazzo di Valtellina cała nasza czwórka zdecydowała się ruszyć na północ do Grosio na spotkanie z podjazdem do górskiej wioski Eita. Daniel z Tomkiem postanowili przejechać te pięć kilometrów na rowerach. Ja z Darkiem podjechałem w to miejsce samochodem Daniela. Tym samym nasi koledzy zacząć wspinaczkę niemal ze startu lotnego, zaś my musieliśmy wcześniej zadbać o znalezienie miejsca parkingowego dla wspólnego wozu technicznego. Wszystkich nas czekał solidny podjazd o długości 15,15 kilometra oraz przewyższeniu 1039 metrów przy średnim nachyleniu 6,9 % i max. 13 %. Ruszyliśmy o godzinie 17:02 przy temperaturze 21 stopni. Na starcie trzeba było wypatrywać znaków drogowych na wioski Ravoledo i Fusino. Zacząłem spokojniej chcąc wybadać czy Darek po zdobyciu Mortirolo będzie miał jeszcze siły na wspólną jazdę. Pod koniec drugiego kilometra niespodziewanie ujrzeliśmy przed sobą Daniela, który musiał zawrócić po trzech kilometrach swej wspinaczki z uwagi na silny ból prawego kolana. Nieco wyżej Dario stwierdził bym jechał swoim tempem. Przyśpieszyłem, acz wiedziałem, że z uwagi na różnicę czasu na starcie nie mam co liczyć na dogonienie Tomka. Na pierwszych pięciu kilometrach droga pnie się w górę Val Grosina serpentynami. W tym czasie trzeba pokonać sześć wiraży. W połowie szóstego kilometra szlak się prostuje i rusza bardziej zdecydowanie w kierunku północnym. Na pierwszych 6 kilometrach średnie nachylenie to 7,4 % przy max. 12 % po przejechaniu 4,9 km. Następne 1900 metrów potrzebowałem na dojechanie do kluczowego na tej trasie rozjazdu we wiosce Fusino (1203 m. n.p.m.). Na wysokości miejscowego kościółka trzeba było odbić delikatnie w prawo. Droga w lewo prowadzi po asfalcie do wioski Sacco (1634 m. n.p.m.) i dalej już po drodze gruntowej do Rifugio Malghera (1964 m. n.p.m.). Mając do dyspozycji rower górski pojechawszy w lewo i następnie w prawo można stąd dotrzeć do jeszcze wyżej położonego schroniska Biancadin (2250 m. n.p.m.). W tym miejscu zatrzymałem się na ponad cztery minuty. Wolałem poczekać na Darka i upewnić się, że pojedzie dalej właściwym szlakiem. Z danych zabezpieczonych na „strava.com” wynika, że osiem kilometrów od Grosio do Fusino przejechałem w czasie netto 33:19 (avs. 14,4 km/h). Kolejne półtora kilometra były niemal płaskie.
Ostra jazda zaczęła znowu w połowie dziesiątego kilometra tj. od mostu nad Roasco. Na prawym brzegu potoku niemal od razu trzeba było pokonać cztery wiraże na dystansie ledwie 800 metrów. Średnie nachylenie tego odcinka to 10 % przy max. 12 %. Następne trzy kilometry trzymały na średnim poziomie 6,4 %. Na lewy brzeg Roasco wróciłem o przejechaniu 13,7 kilometra. W końcu przyszła pora na finał będący najtrudniejszym fragmentem całego wzniesienia. Według „PVB – Lombardia 3” to 1650 metrów o średnim nachyleniu 9,6 % i max. 13 % po przebyciu 14,6 kilometra. Eita okazała się być piękną metą dla tej trudnej wspinaczki. To miejsce ma swój własny, niezaprzeczalnie wysokogórski charakter. Zapędziłem się do samego asfaltowej drogi jakieś trzysta metrów w głąb wioski. Gruntowa droga wzdłuż potoku Rio Verva wiedzie stąd na przełęcz Passo di Verva (2301 m. n.p.m.), leżącej na szlaku do wioski Arnoga na terenie Valdidentro. Zatrzymałem się po przejechaniu 15,5 kilometra w czasie netto 1h 05:54 (avs. 14,1 km/h). Na górze jakiś kwadrans po osiemnastej temperatura wynosiła tylko 10 stopni. W dodatku powietrze przesiąknięte było wilgocią. Spotkałem Tomka i razem poczekaliśmy na Darka. Przyjemną niespodziankę sprawił nam Daniel, który wjechał tu w ślad za nami swym Citroenem. To był przebłysk geniuszu ze strony naszego kontuzjowanego kompana. Na początku zjazdu spłakało się nad nami niebo. Padało tak mocno, że musiałem się wraz z Darkiem zatrzymać już po przejechaniu 1700 metrów. Przemoknięci i wychłodzeni schowaliśmy się w cieniu napotkanego domu. Daniel wybawił nas z opresji zabierając na pokład swego auta. Rezygnując z pełnego zjazdu przejechałem tego dnia tylko 50 kilometrów, ale o łącznym przewyższeniu 2213 metrów. Chcieliśmy jeszcze zgarnąć Tomka, który jako pierwszy zaczął zjazd, ale na wypłaszczeniu przed Fusino zablokował nas korek, który utworzył się po tym jak jeden z kierowców wypadł z drogi. Tym samym pomimo ciężkich warunków pogodowych Tomek musiał dotrzeć do Bianzone o własnych siłach. Ostatecznie przejechał dystans 82,5 kilometra pokonując w pionie 2602 metry. W ten sposób pobił nawet wyczyn Adam, który tym razem zaliczył „tylko” 78 kilometrów, acz z amplitudą 2668 metrów.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/182313413
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/182313413
ZDJĘCIA

