Po wyczerpującym poniedziałku wtorkowe przedpołudnie postanowiliśmy przeznaczyć na spacer po Ax-les-Thermes i bliższe poznanie tej miejscowości słynącej z najgorętszych wód leczniczych w całych Pirenejach. Zeszliśmy do miasta pospacerować po starówce. Na rynku trwał akurat kilkugodzinny jarmark. Piotr odwiedził też lekarza by uzyskać fachową poradę co do charakteru swych wyścigowych obrażeń i sposobu ich leczenia. Tego dnia mój kolega postanowił sobie odpocząć od roweru. Korzystając z uprzejmości marokańskiego kierowcy pół-ciężarówki pojechał autostopem na turystyczną wycieczkę do Foix. Ja znajdując się szczęśliwie w pełni zdrowia i mając świadomość, że to nasz przedostatni dzień w Pirenejach postanowiłem nie próżnować. Na popołudnie wyznaczyłem sobie randkę z „jej wysokością”. Mam tu na myśli Port d’Envalira czyli przełęcz wznosząca się na wysokość 2407 metrów n.p.m. To znaczy najwyższą „kolarską górę” w całym łańcuchu górskim Pirenejów.
Nie sądzę by można było o niej powiedzieć najtrudniejsza, lecz sama długość tego podjazdu jak i przewyższenie muszą na każdym śmiałku robić wrażenie. Od ronda w centrum Ax-les-Thermes do wierzchołka położonego przeszło 5 kilometrów w głąb terytorium Andory było dokładnie 35,35 kilometra z różnicą wzniesień blisko 1690 metrów. Już z samych tych suchych danych widać, że nie jest to podjazd szczególnie stromy – średnie nachylenie wynosi na nim 4,8 %. Prawdziwy „łagodny olbrzym”, lecz sam dystans sprawia, że podjeżdżając ma się wrażenie nieskończoności owej wspinaczki. Pierwsza 18-kilometrowa połowa podjazdu do miejscowości L’Hospitalet-pres-l’Andorre (1430 m. n.p.m.) jest dość luźna. Nachylenie kolejnych kilometrów waha się między 3 a 5,5 %, więc jako że czułem się tego dnia bardzo dobrze mogłem kręcić ze średnią prędkością około 20 km/h. Raz jeszcze sprawdziło się przysłowie „co cię nie zabije to cię wzmocni” przez co dzień po L’Etape du Tour nie robił na mnie większego wrażenia tego rodzaju podjazd.
Przystopował mnie dopiero odrobinę znacznie trudniejszy kilkusetmetrowy odcinek za samym L’Hospitalet gdzie moje tempo spadło do około 15 km/h. Niemniej kolejne kilometry aż do rozjazdu na przełęcz Puymorens pięły się pod górę przy średnim nachyleniu od 4 do 6 % co pozwalało mi na zachowania dobrego rytmu. Po około 30 kilometrach wzniesienia przekroczyłem w końcu granicę Księstwa Andory w miejscu znanym jako Pas de la Casa (2091 m. n.p.m.) i pojechałem nie niepokojony przez celników dalej podczas gdy samochody stały w niezłym korku w obie strony. Byłem zresztą swego rodzaju „białym krukiem” na tej drodze gdyż cykliści należą tu rzadkości. Niestety jest to w końcu droga krajowa N-20 i zarazem jedyny szlak z Francji do Andory przez co trzeba się na niej liczyć z ciągłą asystą samochodów, w tym również ciężarówek. Ostatnie kilometry miały już średnie nachylenie rzędu 6,5 czy 7 % z niektórymi serpentynami na poziomie 8 % co przy momentami przeciwnym wietrze potrafiło mnie już „przytrzymać” do prędkości 14 km/h. Ostatecznie dojechałem na szczyt w czasie 1h 49:40 (przeciętna 19,34 km/h) czyli grubo poniżej bariery dwóch godzin, której złamanie postawiłem sobie za punkt honoru. Na górze udało mi się złapać jakiegoś człowieka stojącego na parkingu, który strzelił mi dwie fotki, po czym pojechałem jeszcze kilkaset metrów w stronę centrum Księstwa.
ZDJĘCIA

