Estacio Port Aine

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: C-13

Wysokość: 1970 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1230 metrów

Długość: 18,8 kilometra

Średnie nachylenie: 6,5 %

Maksymalne nachylenie: 12 %

PROFIL

OPIS

Pierwsza randka okazała się niewypałem z uwagi na zimowe warunki pogodowe. Katalońska Volta, niegdyś rozgrywana w letnim terminie (pierwszej połowie września, a potem drugiej połowie czerwca), obecnie toczy się u progu wiosny. Tymczasem w trzeciej dekadzie marca zima potrafi jeszcze o sobie przypomnieć. Tak też stało się 21 marca 2012 roku. Wyścig nie dotarł nawet do podnóża finałowego wzniesienia. Wcześniejszy zjazd z Port del Canto stał się zbyt ryzykowny. Dlatego ad hoc przygotowano linię mety za połową wschodniego podjazdu na tą przełęczą. Na wysokości około 1400 metrów n.p.m. w pobliżu wioski Canturri. O zwycięstwo etapowe rywalizowali uciekinierzy, z których najszybszy okazał się Janez Brajković. Słoweniec minimalnie wyprzedził naszego Michała Gołasia. Trzeci był Włoch Matteo Carrara. Jednak największym wygranym tego dnia był niezły sprinter i specjalista od ardeńskich pagórków Michael Albasini. Gdyby nie przymusowe skrócenie królewskiego etapu to Szwajcar z kantonu Ticino mógłby nie obronić na finałowym podjeździe swej półtora-minutowej przewagi. Najlepsi górale, w tym świetnie jadący w tym wyścigu Sylwester Szmyd, stracili tym samym najlepszą okazję do ataku i Helwet spokojnie wygrał cały ten wyścig. Rok później aura już dopisała. Śmiały i co najważniejsze skuteczny atak przeprowadził Irlandczyk Daniel Martin, który triumfował w Port-Aine z przewagą 36 sekund nad Joaquinem Rodriguezem i Kolumbijczykiem Nairo Quintaną. Dzięki temu sukcesowi Martin odebrał koszulkę lidera Hiszpanowi Alejandro Valverde, po czym trzy dni później święcił generalny triumf na ulicach Barcelony. Obok niego na podium stanęli „Purito” Rodriguez i Włoch Michele Scarponi, zaś nasz Przemysław Niemiec zajął wysokie siódme miejsce. Z kolei w 2016 roku kolarze ścigali się na trasie z Baga do Port-Aine. Etap wygrał znany górski harcownik Thomas De Gendt. Najmocniejsi górale w peletonie ścigali się o drugie miejsce. W końcówce wszystkich urwał Quintana, który nadrobił 15 sekund nad Australijczykiem Richiem Porte i Hiszpanem Alberto Contadorem. Amerykanin Tejay Van Garderen stracił do niego 28. Jak wiadomo fortuna kołem się toczy. Tym razem Daniel Martin stracił tu koszulkę lidera na rzecz Quintany. Kolumbijczyk wygrał generalkę tej imprezy z niewielką przewagą nad Contadorem, Martinem i Portem.

Tradycyjnie już daliśmy Rafałowi kilka minut zapasu na starcie. Wystartował o godzinie 17:26, jakieś sześć-siedem minut przed nami. Pierwsze trzy kilometry trzymały na poziomie 8-9 % należąc do najtrudniejszych fragmentów tego wzniesienia. Tuż po starcie odjechałem Darkowi, po czym zaskakująco szybko bo już na czwartym kilometrze wyprzedziłem Rafała. Według stravy pierwsze 4,5 kilometra czyli segment kończący się w pobliżu wioski Roni przejechałem w czasie 19:22 (avs. 14,0 km/h i VAM 1021 m/h). Dario uzyskał tu czas 22:11 (avs. 12,2 km/h), zaś Rafa ledwie 30:53 (avs. 8,8 km/h). Najwyraźniej bardzo dużo kosztował go szybki wjazd na Port del Canto. Kilometry od siódmego do dziesiątego okazały się łatwiejsze od początkowych. W tym czasie minąłem kapliczkę pod wezwaniem San Miguela (8,2 km). Po jedenastu kilometrach po raz pierwszy przejechałem nad potokiem Barranc de Caners. Najłatwiejszym fragmentem całego wzniesienia był zaś początek piętnastego kilometra, gdzie trafił się nawet minimalny zjazd. Niedługo później minąłem dolną część stacji narciarskiej czyli Port-Aine 1650 (14,8 km). Stąd do końca wspinaczki brakowało mi niespełna czterech kilometrów, w tym dwa odcinki o średniej 8,5 %. Oczekiwałem trudnej końcówki i bynajmniej się nie zawiodłem. Na 1400 metrów przed finałem stromizna sięgnęła aż 12 %! Spodziewałem się, że Dario coś tu nade mną nadrobi skoro ulgowo potraktował pierwszy z czwartkowych podjazdów. Tymczasem według stravy ostatnie 3,8 kilometra przejechałem w czasie 17:34 (avs. 13,0 km/h i VAM 1010 m/h), równo o minutę szybciej od Darka. Zatem całkiem dobrze wytrzymałem ten trudny podjazd, który na dobre skończył się po pokonaniu 18,5 kilometra. Ostatnie trzysta metrów były już niemal płaskie, za wyjątkiem samego wjazdu na plac przed wielkim Hotel Port-Aine 2000. Miejsce to było opustoszałe. Po okolicy kręciły się tylko krowy i konie. Swoją wspinaczką zakończyłem przejechawszy 18,8 kilometra z przewyższeniem 1231 metrów w czasie 1h 16:10 (avs. 14,8 km/h). Na stravie znalazłem zaś segment o długości 18,5 kilometra. Uzyskałem na nim czas 1h 15:38 (avs. 14,7 km/h i VAM 983 m/h), zaś Dario 1h 24:25 (avs. 13,2 km/h i VAM 881 m/h).

Na Rafała musieliśmy poczekać niemal pół godziny. Nasz kolega przeżywał na tej górze bardzo ciężkie chwile. Na Canto stracił do mnie tylko 13 minut, zaś tu niemal 42. Tym niemniej pokonał swą niemoc i wjechał na szczyt w czasie 1h 57:12 (avs. 9,5 km/h i VAM 634 m/h). Daliśmy mu kilka minut na odpoczynek, po czym zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcia pod tablicą stojącą na wysokości linii mety wspomnianych etapów z Volta a Catalunya. Jako ciekawostkę mogę dodać, iż 9 z 10 najlepszych wyników na „stravie” pochodzi z 24 marca 2016 roku. Wszystkie one zostały wykręcone na czwartym etapie ostatniej Volty. Liderem w tym zestawieniu jest Kolumbijczyk Winner Anacona z czasem 49:39 (avs. 22,4 km/h i VAM 1497 m/h). Tuż zanim plasują się Belg Louis Vervaeke, Kanadyjczyk Mike Woods, Francuz Warren Barguil oraz Belg Bart De Clercq. Trzynasty jest nasz Sylwas z wynikiem 56:12, zaś pierwszym z amatorów piętnasty na tej liście Nasi Ortega, który wjechał tu w  57 minut. Oczywiście nie każdy „profi” wrzuca swe dane na popularną „stravę”. Anacona na wspomnianym etapie VaC był ledwie dwunasty. Na samym podjeździe wykręcił dziesiąty wynik, bowiem De Gendt oraz szósty na kresce Holender Pieter Weening mieli na dole zapas czasu wypracowany w ucieczce. Najszybszy był z pewnością Quintana, który swego rodaka wyprzedził na mecie o 1:01. Tyle ciekawostek z wielkiego świata. Odwrót z tej góry rozpoczęliśmy dopiero o 19:32, lecz w czerwcu nie martwiliśmy się o rychłe nadejście nocy. Zjazd był bezpieczny, acz przy wieczornym świetle nie mogliśmy już liczyć na rewelacyjne zdjęcia. Przy samochodzie zjawiłem się o 20:21. Tego dnia przejechałem 76 kilometrów o rekordowym na tym wyjeździe przewyższeniu 2398 metrów. W końcówce zjazdu na przydrożnym murku jakiś miejscowy nacjonalista wyraził swe uczucia wobec Katalonii jak i Hiszpanii. Te drugie były niecenzuralne, więc zdecydowałem się opublikować tylko jedną ze zrobionych fotek. Od miejsca postoju do naszej bazy nr 5 w Espot dzieliło nas 28 kilometrów. Pierwsze dwadzieścia do przejechania szosą C-13 wzdłuż wspominanej już rzeki. Końcówka na lokalnej, górskiej drodze LV-5004. Na miejsce czyli do biura Apartaments Peret de Pereto dotarliśmy po 21:00. Lokal, który wynająłem tu dla nas za cenę 85 Euro był dość skromny. Niemniej miał wszystko co najpotrzebniejsze: kuchnię, łazienkę i trzy łóżka. Znajdował się on w bezpośrednim sąsiedztwie elektrowni wodnej na rzece Escrita. Co najważniejsze stał niemal dokładnie na trasie pierwszego z naszych piątkowych podjazdów.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/604223187

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/604223187

ZDJĘCIA

Port-Aine_001

Zdjęcie 1 z 50