Estacion Coma Oriola

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Alp

Wysokość: 1960 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 800 metrów

Długość: 11,4 kilometra

Średnie nachylenie: 7 %

Maksymalne nachylenie: 10 %

PROFIL

OPIS

Opcja wizyty domowej pomiędzy dwoma górami miała być wyjątkowym udogodnieniem na tle zwyczajowo całodniowych wypadów poza tą czy ową bazę noclegową. Tymczasem wobec zastałego nas pogorszenia pogody okazała się niemal wybawieniem. Mogliśmy się umyć oraz ogrzać po mokrym i chłodnym zjeździe. Ponadto między 14-tą a 17-tą mieliśmy dość czasu by zregenerować się przed drugą premią górską. To znaczy zjeść obiad i odpocząć w komfortowych warunkach przed wyjazdem na nasz odcinek specjalny nr 4b. Na nasze szczęście deszcz okazał się przelotny, acz dzień już do zmierzchu pozostał pochmurny. Przed wyjazdem do Hiszpanii długo rozważałem jak najdogodniej zestawić z sobą w pary podjazdy znajdujące się najbliżej Bagi. W promieniu około 20 kilometrów od bazy mieliśmy cztery ciekawe wzniesienia. Najbliżej było do podnóża Coll de Pradell czy Creu de Fumanya. W obu przypadkach wystarczało podjechać odpowiednio 6 lub 11 kilometrów drogą C-16 na południe. Można też było udać się na wschód drogą C-26 i po przejechaniu 13 kilometrów wypakować się w La Pobla de Lillet u podnóża podjazdu pod Coll de la Creueta. Najdalej mieliśmy do miasteczka Alp, z którego można było ruszyć do dużego ośrodka narciarskiego La Molina bądź do małej stacji Masella-Coma Oriola. Wybrałem właśnie ten północny kierunek, aby w kolejne dni zestawić z sobą bliskie sobie góry czyli pakiety: Rassos de Peguera & Creu de Fumanya oraz Coll de la Creueta & Coll de Pradell. Pozostało nam jeszcze wybrać między La Moliną a Coma Oriolą. Ta pierwsza jest dobrze znana z tras zarówno wielkiej Vuelty jak i tygodniowej Volty. W latach 2000-2001 etap VaE wygrywali w niej Kolumbijczyk Felix Cardenas i Hiszpan Santiago Blanco. Natomiast peleton VaC zajeżdżał tu w ostatnich trzech sezonach. Począwszy od roku 2014 wygrywali w niej Katalończyk Joaquin Rodriguez, Amerykanin Tejay Van Garderen i Irlandczyk Dan Martin. Mimo to zaproponowałem kolegom wyprawę na nieznany wielkiemu kolarskiemu światu podjazd pod Masella-Coma Oriola. Powód był jeden. Jesteśmy ludźmi pełnymi ambicji. A zatem nie mogąc zaliczyć obu wybieramy ten trudniejszy, zaś lżejsze górki pozostawiamy profim 😉

Do Alp trzeba było podjechać samochodem. Jakieś 20 kilometrów, najpierw krajówką C-16, a potem lokalną drogą E-9. Po drodze czekała nas przykra niespodzianka. To znaczy „drogocenny” Tunel del Cadi. Ta przeprawa pod pasmem Serra de Moixero została otwarta w 1984 roku i liczy sobie 5026 metrów. Przejazd samochodem osobowym kosztuje aż 11,57 Euro czyli ta wycieczka kosztowała nas przeszło 23 Euro. W każdym razie dzięki niemu szybko dotarliśmy do miejsca przeznaczenia. Rafał znów nie tracił czasu i o 17:37 jako pierwszy usłyszał wystrzał startera. Tym razem daliśmy mu 16 minut zapasu. Przed podjazdem o długości 11,4 kilometra i średnim nachyleniu 7% było raczej pewne, iż Rafa obroni się przed naszym pościgiem. Krążąc po opustoszałym miasteczku trzeba było znaleźć początek prowincjonalnej drogi GI-400. Podjazd okazał się być solidny od samego początku. Trzy pierwsze kilometry trzymały na poziomie co najmniej 7%. Dlatego zdziwiłem się nieco, że Dario został w tyle. Po pokonaniu 3,7 kilometra minąłem zjazd do Das. Na początku siódmego kilometra można było odsapnąć na łatwiejszym odcinku drogi. Za rondem znajdującym się 6,6 kilometra od startu trzeba było pojechać prosto czyli zjechać z GI-400 na węższą Carretera de Comaoriola. Dario odbił tu w lewo na Super Molina, po czym okrężną drogą wrócił na właściwy szlak dodając sobie w ten sposób 700 metrów dystansu. Do centrum Maselli dotarłem po przejechaniu 7 kilometrów. Ośrodek ten leży na wysokości 1600-1650 metrów n.p.m. Do końca wspinaczki brakowało więc przeszło trzystu metrów w pionie do zrobienia na dystansie 4,4 kilometra. Górna część podjazdu prowadziła po drodze słabszej jakości, gdzie nachylenie momentami sięgało 10 czy nawet 11%. Dopiero na ostatnich 300-400 metrach można było znacząco przyspieszyć. Zatrzymałem się po przejechaniu 11,5 kilometra z przewyższeniem 800 metrów „zrobionym” w czasie 47:57. Docelowa stacja była rzeczywiście malutka z jedną trasą zjazdową o deniwelacji tylko 175 metrów. Według stravy zasadniczy segment o długości 10,8 kilometra pokonałem w 45:20 (avs. 14,3 kmh i VAM 1025 m/h). Rafał złamał godzinę czasem 59:58. Na bazie wyników z dwóch krótszych segmentów można przypuszczać, że Dario wykręciłby tu czas w granicach 53 minut. Do miasta zjechałem po godzinie 19:40. W ostatnim dniu maja przejechałem tylko 63,5 kilometra, acz o łącznym przewyższeniu 2101 metrów.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/594318721

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/594318721

ZDJĘCIA

Coma-Oriola_001

Zdjęcie 1 z 30