Feldberg, Belchen & Blauen

Trzeci dzień w Schwarzwaldzie miał być tym najtrudniejszym. Przede wszystkim chcieliśmy się wdrapać na najwyższe – nie tylko pod względem kolarskim – szczyty Czarnego Lasu czyli Feldberg (1481 m. n.p.m.) oraz Belchen (1359 m. n.p.m.). Poza tym pragnąłem nadrobić zaległość z pierwszego dnia i na dobicie zdobyć wieczorem Hochblauen (1151 m. n.p.m.). Aby dostać się do najlepszej bazy wypadowej pod dwa pierwsze wzniesienia tego etapu musieliśmy przejechać na wschodnią stronę pasma górskiego do miasteczka Todtnau położonego ponad 50 kilometrów na południowy-wschód od Bahlingen. Nie mogąc się jakoś otrząsnąć z naszego porannego lenistwa znów ruszyliśmy z domu około południa. Na miejscu byliśmy po godzinie trzynastej w drodze do Todtnau forsując znaną nam z dnia wczorajszego przełęcz Notschrei. Zaparkowaliśmy na Carl Otto Keller Strasse i wskoczyliśmy na swe rowery w pierwszej kolejności kierując się na północny-wschód ku Feldbergowi, bywałemu na trasach „wymarłego” Deutschland Rundfahrt. W trakcie dziesięciu edycji odrodzonego pod koniec XX wieku wyścigu Dookoła Niemiec dwa etapy kończyły się na tej górze, acz nie na samym szczycie, lecz w położonej na wysokości 1270 metrów n.p.m. stacji Feldberghof.

W 2003 roku etap zdominowali kolarze ONCE, których pięciu przyjechało w pierwszej szóstce. Wygrał Portugalczyk Jose Azevedo przed Baskiem Igorem Gonzalezem de Galdeano. Ze stratą dwudziestu-kilku sekund przyjechali kolejny Bask Isidro Nozal i Niemiec Jorg Jaksche, zaś szósty był niejaki Alberto Contador – kilka miesięcy przed swym pierwszym profesjonalnym zwycięstwem na Orlinku. Podopiecznych Manolo Sainza przedzielił tylko Australijczyk Michael Rogers, który zmiażdżył „hiszpańską armadę” w dniu następnym na 40-kilometrowej czasówce wokół Bretten, dzięki czemu wygrał cały wyścig. Dwa lata później sam etap należał do innego Australijczyka, a mianowicie Cadela Evansa. Wygrał on ten górski odcinek z przewagą kilkunastu sekund nad Szwajcarem Fabianem Jekerem i wspomnianym już Jakschem, zaś czwarty był lider i ostatecznie zwycięzca tego wyścigu Amerykanin Levi Leipheimer. My na spotkanie z Feldbergiem wystartowaliśmy na wylocie z Friedrich Strasse tj. z poziomu około 650 metrów n.p.m. Kilka pierwszych kilometrów na drodze nr 317 nie sprawia większych trudności. Przejechałem przez Brandenberg (2,8 km od startu) oraz Fahl (3,9 km) cały czas przy umiarkowanym nachyleniu – średnio 4,3 %, zaś max. 8 %. Dopiero po minięciu masywnej sylwetki Akzent Hotel Lawine (5,2 km) droga staje się mniej przyjazna. Natomiast jakiś kilometr dalej wraz z wirażem w lewo zaczyna się najtrudniejszy 3,5–kilometrowy fragment tego podjazdu. Wspinaczka na głównej drodze kończy się na wysokości 1233 metrów n.p.m  po przejechaniu 9,7 km od Todtnau. W sumie owe 4,5 kilometra z początkiem na wysokości wspomnianego hotelu ma średnie nachylenie 8 % przy maximum 11,4.

Wjechawszy na tą wysokość mamy dwie opcje. Trzymając się szosy nr 317 po około 1700 metrach płaskiego odcinka można pognać w dół ku Titisee lub Hinterzarten mijając przez rozpoczęciem zjazdu okazały hotel Carlton Haus Feldberg. Natomiast ambitniejszym amatorom kolarstwa polecam po przejechaniu 1200 „odpoczynkowych” metrów skręcić w lewo i pokonać jeszcze przynajmniej 800 metrów podjazdu do Feldberghof o max. stromiźnie rzędu 9 %. Do stacji tej dotarłem po przejechaniu 12 kilometrów w czasie niespełna 40 minut przy średniej prędkości 18,1 km/h i zacząłem się zastanawiać co dalej począć. Na pierwszy rzut oka wbrew znanym mi profilom tego podjazdu szosa kończyła się już w tym miejscu. Dopiero po kilku minutach rozglądania się po okolicy, na krótko przez przyjazdem Darka za parkingiem obok budynku Naturhaus dostrzegłem naszą drogę ku górskiemu szczytowi. Okazała się nią wąska asfaltowa alejka o nazwie Franz Klanmeyer Weg. Aby się do niej dostać trzeba było najpierw pokonać kilkadziesiąt metrów po żwirowej nawierzchni. Do szczytu było jeszcze 3,6 kilometra o średnim nachyleniu 6,5 %, ale z paroma stromymi fragmentami tzn. 13 % odcinkiem niespełna trzy kilometry przed finałem i aż 16 %-ową stromizną na początku ostatniego kilometra. Nagrodą była świadomość wjechania najwyżej jak tylko się da w tym regionie Niemiec. Szczyt tej góry „ozdabiają” maszty oraz wieże telewizyjne i telekomunikacyjne. Ponadto z myślą o wrażeniach i edukacji turystów przygotowano krąg widokowy z kilkoma tablicami informacyjnymi. Na tej wysokości było tylko 13 stopni Celsjusza i mocno wiało. Na tyle porywiście, iż w trakcie podjazdu obawiałem się czy dam radę utrzymać równowagę na owej 16 %-owej ściance. Na szczęście udało nam się wjechać oraz zjechać w jednym kawałku i dosłownie po chwili odpoczynku około godziny szesnastej byliśmy już gotowi do wyprawy na Belchen.

ZDJĘCIA

FELDBERG

Zdjęcie 1 z 30