Passo di Foscagno

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Isolaccia

Wysokość: 2291 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 946 metrów

Długość: 15,4 kilometra

Średnie nachylenie: 6,1 %

Maksymalne nachylenie: 11 %

PROFIL

OPIS

Po przeszło godzinnym pobycie na przełęczy swój blisko 20-kilometrowy zjazd ze Stelvio rozpocząłem dopiero o godzinie 12:40. Kilka minut wcześniej ruszył Adam. Chwilę po mnie pozostała czwórka. Borys, Daniel i Tomek śmignęli obok mnie na moim foto-przystanku przy Terza Casa Cantoniera. Darek podobnie jak ja zatrzymywał się na zjeździe celem zrobienia zdjęć. Do tego nakręcił jeszcze kolejne filmiki swym telefonem komórkowym. Na zjeździe tylko przez kilka minut zrobiło się nieprzyjemnie za sprawą przelotnego deszczu, który przy mocnym wietrze nieźle zacinał smagając nas kroplami po twarzy. Nie planowałem zjazdu do Bormio. Przed powrotem do samochodu chciałem odwiedzić dwa wzniesienia w Valdidentro. Jeszcze w trakcie pobytu na Stelvio namówiłem do Tomka na wyprawę w głąb tej doliny. Bury, który poszalał sobie na zjeździe wraz z kolegami-zjazdowcami czekał już na mnie przy wspomnianym trzecim wirażu. Z tego miejsca pojechaliśmy dalej drogą krajową SS301. Najpierw na północ przez Molina-Bagni, po czym skręciliśmy na zachód przejeżdżając ponad wioską Premadio. Na wysokości Fior d’Alpe-Torripiano dojrzałem boczną drogę w kierunku Torri di Fraele. Tymczasem jechaliśmy jednak dalej po płaskim wzdłuż potoku Viola Bormina do miejscowości Isolaccia, gdzie miał się zacząć podjazd pod Passo di Foscagno (2291 m. n.p.m.). Zanim jednak rozpoczęliśmy tą wspinaczkę zarządziłem strefę bufetu w barze przy Piazza IV Novembre. W nogach mieliśmy już 48 kilometrów, zaś w najbliższej perspektywie 15-kilometrowe wzniesienie o przewyższeniu 946 metrów przy średnim nachyleniu 6,3 % i max. 11 %. Przy Stelvio góra ta mogła wyglądać na „młodszego brata”, lecz z pewnością nie można było jej zlekceważyć. Przed godziną wymagającej wspinaczki pozwoliliśmy sobie na sjestę w cieniu Chiesa di Santa Maria Nascente. Wokół tego kościoła co kilka minut przemykali kolarze obojga płci, zapewne przebywający na zgrupowaniach w Livigno. W barze rzuciła mi się w oczy gablota z banknotami z różnych stron świata. Powiało odległą historią gdy spostrzegłem, iż polskie znaki pieniężne były reprezentowane są przez „stówkę” i „dwusetkę” z podobiznami Ludwika Waryńskiego i Jarosława Dąbrowskiego.

Gdy w końcu o 14:19 ruszyliśmy na spotkanie z przełęczą Foscagno mogliśmy się cieszyć słońcem i przyjemną temperaturą 22 stopni. Niemniej wiał też dość mocny i na nasze nieszczęście zachodni wiatr. Tym samym przez większą część tej wspinaczki zmagać się musieliśmy nie tylko z własną słabością, ale i dodatkowym przeciwnikiem. Pierwsza droga przez przełęcz Foscagno powstała w latach 1912-14, lecz była gruntowa i nadawała się do wykorzystania tylko w sezonie letnim. Współczesna nam szosa została oddana do użytku w roku 1952. To jedyna droga do wolnocłowej strefy Livigno w całości prowadząca przez terytorium Włoch, albowiem tak od północy jak i południa tą górską enklawę otaczają ziemie szwajcarskiego kantonu Graubunden. Wielkie Giro d’Italia gościło na tej przełęczy tylko trzykrotnie. Po raz pierwszy w 1972 roku na etapie z Parabiago do Livigno. Pierwszy na premii górskiej był wtedy znakomity hiszpański góral Jose Manuel Fuente, lecz na zjeździe do mety skutecznie zaatakował Eddy Merckx. „Kanibal” wygrał ten przeszło 250-kilometrowy odcinek z przewagą 18 sekund nad Francisco Galdosem i minuty nad Włochem Marcello Bergamo. W sezonie 2005 również jechano naszym wschodnim szlakiem na etapie z Egna do Livigno. Na tym odcinku rządzili południowoamerykańscy górale z drużyny dyrektora Gianniego Savio. Tak na przełęczy jak i mecie pierwszy był Kolumbijczyk Ivan Parra, który wygrał ten odcinek z przewagą 1:50 nad Słoweńcem Tadejem Valjavcem i Wenezuelczykiem Jose Rujano. Danilo Di Luca i Gilberto Simoni stracili po 3:15, zaś lider Paolo Savoldelli 3:42. Na etapie tym jechano wcześniej przez Stelvio od tyrolskiej strony. Wielki kryzys miał główny faworyt tego wyścigu Ivan Basso, który dotarł do mety z kolosalną stratą 42:15. W końcu przy trzeciej okazji Foscagno pojawiło się na trasie Giro w roku 2010 w swej ulgowej zachodniej wersji (3,9 km przy średniej 6,9 %) w środkowej fazie etapu z Bormio do Passo del Tonale. Na premii górskiej pierwszy był Włoch Stefano Pirazzi, lecz etap wygrał Szwajcar Johan Tschopp.

Pierwsze 2600 metrów tego wzniesienia wiedzie prosto na zachód. Już pod koniec pierwszego kilometra trzeba się zmierzyć ze stromizną na poziomie 11 %. Pod koniec drugiego na krótkim wypłaszczeniu dociera się do wioski Semogo (1,8 km). Za tą miejscowością skręca się na południe w stronę San Carlo (3,6 km). Pierwsza część podjazdu jest dość wymagająca, ale za to regularna. Na 8-kilometrowym odcinku między Isolaccią a Arnogą średnie nachylenie wynosi 6,7 %. Najtrudniejszy na całym wzniesieniu jest kilometr ósmy o średniej 8,4 %. Podczas całej 15-kilometrowej wspinaczki bierze się tylko trzy zakręty. Pierwszy w połowie szóstego kilometra, drugi po przejechaniu 6,4 kilometra, zaś trzeci na szerokim łuku wokół restauracji we wspomnianej Arnodze (8,3 km od startu). Druga część podjazdu jest nieco łatwiejsza, bo trzyma na umiarkowanym poziomie 5,8 %. Po przejechaniu 11,7 kilometra wjeżdża się do pierwszej z trzech galerii. Ta jest najdłuższa, bowiem liczy sobie około 540 metrów. Dwie pozostałe mają przeszło 300 metrów każda. Na szczęście są półotwarte i dobrze oświetlone. Po wyjechaniu z ostatniej do szczytu pozostaje tylko półtora kilometra. Przed dotarciem na przełęcz przejeżdża się obok Lago di Foscagno (14,7 km). Jakieś 150 metrów przed finałem stoi posterunek celny strzegący strefy wolnocłowej Livigno. Zatrzymałem się po przejechaniu 15,4 kilometra w czasie 1h 04:49 (avs. 14,2 km/h). Cały dystans przejechaliśmy razem, przy czym w obliczu niekorzystnego wiatru ustaliliśmy, iż Tomek ma dyspensę od roboty na przodku. Na „stravie” znalazłem jedynie wyniki na dystansie 13,1 kilometra czyli ze startem w Semogo. Ten odcinek przejechałem w czasie 55:56 (avs. 14,0 km/h) co daje mi 219 miejsce wśród 932 osób. Rekord 38:18 należy do kolarza Etix-Quick Step Guillaume’a Van Keirsbulcka. Nasi rodacy z tej ekipy na swym ubiegłorocznym zgrupowaniu pojechali kilka minut wolniej tzn. Michał Kwiatkowski 43:51, zaś Łukasz Wiśniowski 46:17. Rok wcześniej sprawdziła się tu również nasza dwukrotna mistrzyni w scratchu Katarzyna Pawłowska uzyskując czas 48:24. Foscagno zwykło się pokonywać w pakiecie z przełęczą Eira (2208 m. n.p.m.). Do Livigno brakowało nam nieco ponad 13 kilometrów czyli 3,9 km w dół do Ponte del Rez i 2,9 km w górę na Passo d’Eira, zaś na koniec 6,5 kilometra w dół do miasteczka. Z przełęczy widzieliśmy leżącą na tym szlaku wioskę Trepalle (2104 m. n.p.m.), najwyżej położoną stałą osadę ludzką w całej Italii. Niemniej zamiast robić dodatkowe 27 kilometrów podzielone na trzy krótkie zjazdy i podjazdy wolałem zachować resztki naszych sił na tylko jeden, acz bardziej konkretny podjazd czyli Torri di Fraele. Najpierw jednak po niespełna kilometrze zjazdu zatrzymaliśmy się na kolejny popas w hotelu Interalpen. Właściwy zjazd do Fior d’Alpe-Torripiano zaczęliśmy dopiero około szesnastej.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/182313428

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/182313428

ZDJĘCIA

Foscagno_001

Zdjęcie 1 z 30