W Andermatt wynajęliśmy niewielki apartament położony kilkaset metrów od centrum miasta, przy drodze prowadzącej na Oberalppass. Przełęcz ta była zresztą jednym z dwóch celów naszej popołudniowej przejażdżki. Niemniej na pierwszy ogień pójść miała trudniejsza i położona dalej od miasta przełęcz Furka (2431 metrów n.p.m.). Aby dotrzeć do podnóża tej przełęczy musieliśmy przejechać rozgrzewkowe dziesięć kilometrów w lekko wznoszącym się terenie mijając po drodze wioskę Hospental na drodze ku Realp. Dopiero w tej miejscowości na dobre zaczyna się wschodnia strona Furkapass. Przejście z odcinka „falsopiano” na prawdziwy podjazd wśród alpejskich łąk jest dość gwałtowne. Bez dwóch zdań na tym wzniesieniu najtrudniejszych jest pierwszych sześć kilometrów o średnim nachyleniu 8, zaś maksymalnym 13 %. Za podupadłym nieco hotelem Galenstock droga spuszcza z tonu tzn. do średniej około 6 % przez kolejne trzy kilometry. Ponownie robi się sztywniej między dziewiątym a jedenastym kilometrem, lecz ostatnie setki metrów podjazdu tzn. po minięciu tkniętego upływem czasu hotelu Furkablick są już niemal zupełnie płaskie. Pominąwszy jednak ów płaski finał zarejestrowane przez mój licznik wymiary owej góry to 11,6 km przy średniej 7,4 %. Pokonanie tego odcinka zajęło mi nieco ponad 49 minut przy średniej prędkości 14,3 km/h i VAM rzędu 1029 metrów. Jednym słowem pojechałem na niezłym poziomie, lecz bez rewelacji. No cóż włoska forma z czerwca była mym coraz odleglejszym wspomnieniem. Na przełęczy temperatura była całkiem przyzwoita tzn. 16 stopni, lecz nad nami zaczęły się zbierać czarne chmury. Dlatego postanowiliśmy możliwie szybko zjechać z powrotem do Andermatt by przed jakimś załamaniem pogody dotrzeć również na Oberalppass (2044 m. n.p.m.).
ZDJĘCIA

