Passo del Ghiffi N

Po czwartkowym wypadzie do Toskanii w piątek mieliśmy zwiedzić południową część Ligurii. Ściślej mówiąc pas liguryjskiego wybrzeża od naszego Cinque Terre po stolicę regionu czyli Genuę. Niemniej już na miejscu dokonaliśmy kilku korekt w naszym hurraoptymistycznym i przesadnie ambitnym planie podróży. Między innymi zdecydowaliśmy się pominąć rodzinne miasto Kolumba  Uznaliśmy, iż z szeroko pojętych względów logistycznych (ponad 110-kilometrowy dojazd i blisko 600-tysięczne miasto do oswojenia) wyprawa do Genui będzie zbyt ryzykowna. Dojechanie do tego miasta po krętych nadmorskich dróżkach zajęłoby nam blisko trzy godziny, zaś na miejscu stracilibyśmy jeszcze nieco czasu na zatłoczonych ulicach tak dużego miasta. Z drugiej strony przy tak czasochłonnym dojeździe nie mielibyśmy zbyt wielu czasu na zwiedzanie. Tymczasem miastu z tak bogatą historią na pewno warto poświęcić choć kilka godzin. Dlatego też głównym celem naszej piątkowej przejażdżki po liguryjskiej riwierze stało się Portofino. Malutka wioska rybacka położona nad Zatoką Tigullio, jakieś 35 kilometrów na południowy-wschód od Genui.

Ruszyliśmy z Volastry około dziewiątej i z początku czekała nas jazda góra-dół, prawo-lewo po wąskich regionalnych drogach, na których śmiało można by rozgrywać odcinki specjalne rajdów z serii WRC. Cały czas po naszej lewej stronie mieliśmy błękitne wody Morza Liguryjskiego. Szybko zrobiliśmy pierwszy przystanek aby z wysokości drogi SP51 zrobić zdjęcia dwóm wioskom z Cinque Terre. Mieliśmy stąd piękny widok na w lewo na Manarolę i w prawo na Corniglię. Następnie jadąc drogami SP38, SS370 i SP43 po raz pierwszy zjechaliśmy na poziom morza wjeżdżając na ulice Levanto. Następnie musieliśmy odbić w głąb lądu i drogą SS566dir dojechać do wioski Carrodano. Tu mogliśmy w końcu wskoczyć na nieco szerszą i mniej krętą drogę SP-1 czyli słynną Via Aurelia, która przez przełęcz Bracco (615 m. n.p.m.) miała nas zawieść do kolejnej nadmorskiej miejscowość czyli Sestri Levante. To właśnie w tym mieście wyznaczono start 60-kilometrowej, górzystej czasówki podczas Giro d’Italia z 2009 roku. Dalej jechaliśmy już niemal cały czas wzdłuż nadmorskiej plaży co chwilę wpadając do mniejszej lub większej miejscowości. Minęliśmy Lavagnę i Chiavarii czyli dwa miasta oddzielone ujściem rzeki Entella.

Następnie po minięciu Zoagli dotarliśmy do Rapallo, które zasłynęło jako miejsce podpisania dwóch ważnych traktatów. W listopadzie 1920 roku swój spór terytorialny rozwiązały Włochy oraz Królestwo SHS (późniejsza Jugosławia). Natomiast w kwietniu 1922 roku potencjalnie groźny dla Polski układ dyplomatyczny zawarły Niemcy (Republika Weimarska) i Rosja Radziecka (RFSRR). W tym mieście musieliśmy zjechać z Via Aurelia by jadąc zakorkowaną drogą regionalną SP227 poprzez urocze miasteczko San Margherita Ligure dotrzeć w końcu do Portofino. Prowadząca do tej osady Via Paraggi a Monte była na tyle wąska i kręta, iż niejednokrotnie trzeba się było zatrzymać by przepuścić pojazd jadący z naprzeciwka. Na miejscu ciężko było liczyć na miejsce parkingowe na świeżym powietrzu. Portofino zajmuje obszar ledwie 2,6 kilometra kwadratowego, zaś od czasu gdy pod koniec XIX wieku upatrzyli je sobie angielscy arystokraci stało się nie tylko przystanią dla bogaczy, ale i ważnym punktem na turystycznej mapie Włoch. Zostawiliśmy samochód na wielopiętrowym parkingu pod dachem (za „skromne” 5,50 Euro za godzinę) i około wpół do pierwszej udaliśmy się na spacer po słynnej wiosce de luxe. Zeszliśmy do placu nad zatoką, po czym przeszliśmy się wzdłuż nabrzeża oglądając zawartość tamtejszej mariny od skromnych łódeczek po warte wiele milionów olbrzymie jachty. Na tle poznanych w środę wiosek Cinque Terre ekskluzywne Portofino nie zachwyciło nas jakoś szczególnie. Większe wrażenie zrobiła na nas chyba mijana nieco wcześniej Santa Margherita. W drodze powrotnej z początku jechaliśmy jakby lustrzanym odbiciem przedpołudniowej trasy. Jednak na wysokości Chiavari zjechaliśmy w głąb lądu.

ZDJĘCIA

CINQUE TERRE - MANAROLA

Zdjęcie 1 z 10