Kuhtai & Silzer Sattel

Poniedziałkowy etap miał być trudniejszy niż niedziela przeznaczona na zaznajomienie naszych nóg i płuc z trudami długich wspinaczek. Dlatego do programu drugiego etapu wybrałem dwa podjazdy o najwyższej skali trudności. Wzniesienia które przeniesione na trasę „Wielkiej Pętli” z pewnością uzyskałyby status premii HC. Pierwszym z nich miał być wjazd pod przełęcz Kuhtai Sattel (2017 m. n.p.m.) od strony zachodniej tzn. 17,7 km wspinaczki o średnim nachyleniu 7 %. Natomiast drugim Silzer Sattel (1685 m. n.p.m.) od strony północnej tzn. 9,6 km przy średniej aż 10,5 %. Pierwsze z tych wzniesień znajduje się na trasie Oetztaler Radmarathon, najtrudniejszego z austriackich maratonów szosowych. Wyścig ten zaczyna się i kończy w Solden, zaś na 238-kilometrowej trasie przejechawszy Kuhtai trzeba jeszcze pokonać podjazdy pod przełęcz Brenner, zaś po włoskiej stronie granicy znane mi z 2006 roku wzniesienia Monte Giovo i Rombo. Z kolei po wschodniej stronie tej przełęczy organizowany jest w połowie sierpnia krótki wyścig górski z gatunku „hill climb” pod nazwą Intersport Eybl Bergkaiser. To impreza tego samego typu co Kaunertaler Gletscherkaiser, w którym mieliśmy wystartować już w najbliższy czwartek. Rozgrywana na trasie 35 kilometrów ze startem w Innsbrucku i początkiem 24-kilometrowego podjazdu w Kernaten. Wschodnia strona Kuhtai została jednak przede wszystkim dwukrotnie przetestowana przez uczestników Deutschland Tour. Miało to miejsce w latach 2005 i 2006 na etapach do Rettenbachferner i Seefeld. Co ciekawe oba te odcinki wygrał ten sam kolarz czyli Amerykanin Levi Lepiheimer.

Drugi z wybranych podjazdów czyli Silzer nie kojarzył mi się z niczym. Niemniej jego profil bardzo przypadł mi do gustu. Miał dwie niezaprzeczalne zalety. Po pierwsze znajdował się w bezpośrednim sąsiedztwie doliny Oetz, dzięki czemu mógł być sprawnie połączony z wypadem na Kuhtai. Po drugie miał ponad 1000 metrów przewyższenia, a na podjazdy o takich walorach technicznych zwykłem najchętniej „polować”. Z wyjazdem w teren nie śpieszyliśmy się zbytnio. Do przejechania mieliśmy około 40 kilometrów, najpierw drogą nr 180, następnie przez 7-kilometrowy tunel łączący ją z autostradą A-12 oraz na sam koniec parę kilometrów głąb Oetztal po drodze nr 186. Po około 50 minutach jazdy udało nam się zaparkować w Oetz przed marketem Impreis. Niebo nad doliną wyglądało dość niepewnie, lecz temperaturę mieliśmy przyjemną tzn. 21 stopni. Na samym początku mieliśmy do przejechania 600 metrów płaskiego terenu w kierunku południowym, po czym na dużym rondzie musieliśmy skręcić w lewo, na wschód ku Oschengarten i samej przełęczy Kuhtai. Zgodnie ze znanym nam profilem tego podjazdu już pierwszy kilometr okazał się bardzo trudny. Na pierwszych 1100 metrach licznik pokazał mi średnie nachylenie 8,8 % przy maximum niemal 13 %. Za wyjątkiem znacznie łatwiejszego drugiego kilometra tego typu stromizna utrzymywała się na całej dolnej połówce tego podjazdu czyli aż po Oschengarten. Na tym odcinku minąłem kilka uroczych wiosek, najpierw Oetzerau, potem Taxegg i w końcu Muhlau. Za mostkiem na wyjeździe z Muhlau trzeba było pokonać ściankę, na której stromizna dochodziła aż do 17 %.

Dojechawszy do Oschengarten mogłem sobie pozwolić na kilka minut względnego odpoczynku. Niestety po około 40 minutach jazdy licznik zaczął mi szwankować. Co prawda odbiornik nadal działał bez zarzutu, ale skończył się żywot baterii w nadajniku montowanym na widelcu co pozbawiło mnie dynamicznych danych takich jak odczyt dystansu, nachylenia czy prędkości. Na podstawie zapisu z pierwszej części podjazdu ustaliłem, że odcinek 8,9 kilometra pomiędzy Oetz a Oschengarten pokonałem w 37 minut i 40 sekund ze średnią prędkością 14,161 km/h – jak na mnie bardzo dobrą biorąc pod uwagę średnie nachylenie na poziomie 8,4 %. Na blisko trzykilometrowym łatwym fragmencie podjazdu trwały właśnie roboty drogowe, które zlecono znanej także z polskich dróg firmie Strabag. Wyjeżdżając z Oschengarten minąłem wiodącą na północ boczną drogę ku Haiming. Tędy również moglibyśmy dojechać na Silzer Sattel. Przejechawszy remontowane „falsopiano” od razu trzeba było się zmierzyć ze stromą ścianą o długości 800 metrów i średnim nachyleniu 14,5 %. Za nią czekał nas tunel i kolejna stromizna około piętnastego kilometra, z zakrętami w skalnym tunelu. Końcówka miała urozmaicone nachylenie. Po minięciu sztucznego jeziora Speicher Langental pozostało jeszcze do pokonania sto metrów przewyższenia na dystansie 1,4 kilometra, w tym bardzo stroma finałowa prosta.

Cała wspinaczka zajęła mi niemal 71 minut, a dokładnie 1h 10 minut i 59 sekund przy średniej prędkości 14,792 km/h. Co ciekawe licznik, który zwykł zaniżać znane mi z oficjalnych źródeł wysokości bezwzględne poszczególnych podjazdów pokazał mi na przełęczy wysokość około 2040 metrów n.p.m. Z tego wniosek że bliższy prawdy co do poziomu startu w Oetz był profil ze strony „cyclingcols”, a nie ten zawyżony z archivio salite na „zanibike”. Na górze wiało i było tylko 13 stopni, stąd czekając na przyjazd Darka schowałem się w przydrożnej restauracji. Tam w pokojowej temperaturze przy gorącym cappuccino mogłem się rozgrzać. Mój kompan nadjechał po około 20 minutach. Posiedzieliśmy dłuższy czas w ciepełku, zaś przed przystąpieniem do zjazdu przejechaliśmy się głównej ulicy tego ośrodka narciarskiego, który wyrósł wokół dawnego pałacu myśliwskiego cesarza Maksymiliana I Habsburga. Pojechaliśmy po płaskowyżu kilkaset metrów na wschód ku tablicy z nazwą i wysokością bezwzględną tego miejsca. Na zjeździe jak zwykle zrobiliśmy kilka foto-przystanków. Licznik nadal działał w ograniczonym zakresie, więc porzuciłem nadzieję na uzyskanie pełnych danych z tego etapu. W trakcie zjazdu temperatura wzrosła (przez moment nawet do 27 stopni), lecz jednocześnie chmury groźnie poszarzały. Zbierało się na deszcz, więc zastanawialiśmy się na ile utrudni on nam kolejne zadanie.

ZDJĘCIA

KUHTAI

Zdjęcie 1 z 15