Passo del Lagastrello

We wtorkowy poranek opuściliśmy Gasthaus Alpina jeszcze przed śniadaniem. Czekał nas blisko 700-kilometrowy transfer do Cinque Terre, który wedle wszelkich założeń miał nam zająć przeszło siedem godzin. Tymczasem chcieliśmy dojechać do Volastry w porze obiadowej, by po odrobinie odpoczynku udać się na rekonesans po liguryjskim wybrzeżu jeszcze tego samego dnia. Dlatego też wyjechaliśmy z Berchtesgaden kilka minut po godzinie  siódmej. Ruszyliśmy na zachód drogą lokalną nr 305, która na odcinku do Schneizlreuth w pełni zasługiwała na miano Alpenstrasse. Następnie skręciliśmy w drogę nr 21 by na wysokości Melleck wjechać do Austrii. Jeszcze przed Unken korzystając z niższych cen paliwa w tym kraju niż w Niemczech zatankowaliśmy do pełna. Dalej pojechaliśmy drogą nr 178 przez Lofer, Sankt Johann in Tirol (w którym co roku rozgrywane są kolarskie Mistrzostwa Świata mastersów) do Worgl. Tu wskoczyliśmy na autostradę A-12, którą na wysokości Innsbrucku zamieniliśmy na wiodącą ku przełęczy Brenner A-13. Potem przemierzyliśmy znany nam odcinek A-22 od austriacko-włoskiej granicy po okolice Werony. Tym razem nie zatrzymaliśmy się jednak w mieście Romea i Julii, lecz przez płaską jak stół dolinę Padu podążyliśmy do południowego krańca tej drogi na przedmieściach Modeny. W tym miejscu musieliśmy wjechać na A-1 (Autostrada del Sole) i przejechać kilkadziesiąt kilometrów mijając Reggio nell’Emilia i Parmę. Za tą drugą miejscowością musieliśmy skręcić na autostradę A-15 ku Apeninom. Jadąc w górę doliny Taro wdrapaliśmy się na przełęcz Cisa, naszą bramę wjazdową do Toskanii. Następnie zjechaliśmy doliną Lunigiana ku Ligurii, gdzie czekał nas jeszcze przejazd przez portowe miasto La Spezia oraz ostatnie 15 kilometrów na krętej drodze SP-370 do Volastry.

Na naszą bazę noclegową w rejonie Cinque Terre wybraliśmy Bed & Breakfast Niria znajdujące się w willi przy Via Montello no. 335. Gospodarze tego przybytku do dyspozycji turystów oddają trzy pokoje (il Mare, il Poggio, il Colle), każdy z łóżkiem dla dwojga i prywatną łazienką. Poza tym do wspólnego użytku wszystkich gości: salonik, kuchnia i ogród, w którym co dnia serwowano nam pyszne śniadanie z obowiązkową kawą. Do tego widok z góry na błękitne wody Morza Liguryjskiego, które zdawało się być niemal na wyciągnięcie ręki, acz dzieliło nas od niego przeszło 300 metrów w pionie. Do naszej dyspozycji mieliśmy też miejsce parkingowe, z którego wyjazd z racji minimalnej przestrzeni nastręczał mi nie lada problemów. Rozpakowaliśmy swój dobytek, zjedliśmy małe co-nieco na bazie prowiantu przywiezionego z Polski i kilka minut po siedemnastej ruszyliśmy na pierwsze spotkanie z Cinque Terre. Chcąc lepiej poczuć atmosferę tego miejsca wybraliśmy się na dół pieszo. Najkrótszą drogę tego rodzaju wskazał nam Andrea. Przez pierwszy kilometr czy półtora prowadziła ona na przełaj po stromych schodkach m.in. przez gaj oliwny. Następnie należało przejść krotki odcinek wzdłuż drogi SP-370 i dalej od ronda jeszcze kilkaset metrów droga biegnąca w dół do płatnego parkingu usytuowanego powyżej Manaroli. Trzeba bowiem wiedzieć, iż prawo wjazdu do tej miejscowości mają tylko specjalne autobusy i małe samochody dostawcze. Minęliśmy wybudowany w pierwszej połowie XIV wieku kościół San Lorenzo i stromą uliczką zeszliśmy w kierunku zatoczki. Tego dnia nie mieliśmy sił ani czasu na długie zwiedzanie, tym bardziej że czekał nas jeszcze powrót pod całkiem niezłą górkę. Ten wypad służył jednak przede wszystkim rozpoznaniu terenu przed główną wycieczką po Cinque Terre, którą zaplanowaliśmy na środowe popołudnie. Na uliczkach Manaroli spędziliśmy ledwie godzinę. W tym czasie odszukaliśmy wejście na słynną Via dell’Amore, sprawdziliśmy gdzie stoi dworzec kolejowy i zapytaliśmy w kasie biletowej jak najdogodniej zwiedzić cały rejon Pięciu Ziem. Potem pozostało nam już „tylko” odbyć niełatwą pielgrzymkę do Volastry.

ZDJĘCIA

MANAROLA

Zdjęcie 1 z 5