DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: C-13
Wysokość: 1917 metrów n.p.m.
Przewyższenie: 977 metrów
Długość: 16 kilometrów
Średnie nachylenie: 6,1 %
Maksymalne nachylenie: 16 %
PROFIL
OPIS
Po raz trzeci na tym wyjeździe nie musieliśmy dojeżdżać autem do podnóża pierwszej góry. Szosę prowadzącą do jeziora świętego Maurycego widzieliśmy z okna naszego apartamentu. Była niemal na wyciągnięcie ręki. Wciśnięta między głośny potok Riu Escrita i elektrownię wodną korzystającą z mocy tego żywiołu. Lokale spod szyldu Peret de Pereto znajdowały się przy tym na półmetku naszej przedpołudniowej wspinaczki. Postanowiliśmy w pełni wykorzystać to szczęśliwe położenie. Teoretycznie wspomniany lokal mieliśmy opuścić do 12:00. Zaliczając ten podjazd o wczesnej porze po zjechaniu do bazy moglibyśmy się jeszcze odświeżyć. To znaczy wziąć prysznic i zjeść „małe co nieco” przed samochodowym transferem. Przy odrobinie porannej mobilizacji ów plan mógł się udać. Zaplanowałem sobie zatem wyjście na rower przed godziną dziewiątą. Wyszło nawet lepiej, gdyż udało nam się wystartować o 8:37. Nam tzn. piszącemu te słowa oraz Rafałowi. Dario ruszył dopiero o 9:42, ale i tak bez trudu zdążył wrócić przed południem. Na początek trzeba było pokonać 8-kilometrowy zjazd ku regionalnej drodze C-13. Przy tej okazji mogliśmy sobie obejrzeć dolną połowę czekającego nas wzniesienia. Mając spory zapas czasu nie śpieszyliśmy się zbytnio. Poza tym musiałem zrobić zdjęcia tej fazy podjazdu, skoro późniejszy zjazd ze szczytu mieliśmy uciąć w połowie. Pogoda na razie dopisywała. Było słonecznie i mimo wczesnej pory dość ciepło czyli 18 stopni Celsjusza. Gdy dotarliśmy na sam dół Rafa niemal od razu ruszył pod górę. Ja strzeliłem jeszcze kilka fotek z miejsca startu. Po lewej stronie dojrzałem tamę na zalewie Panta de la Terrassa, zaś po prawej miałem stację benzynową lokalnej sieci Cervos Group. Podjazd do Llac de Sant Maurici (1917 metrów n.p.m.) miał mieć 15,8 kilometra długości i przewyższenie netto 977 metrów. Średnie nachylenie umiarkowane bo na poziomie 6,2 %, ale maksymalna stromizna miała tu wynieść aż 18 %. Praktycznie wszystkie strome ścianki przewidziane były za półmetkiem wspinaczki. Głównie na trzeciej zdecydowanie najtrudniejszej kwarcie kończącej się tuż przed wjazdem na teren Parc Nacional d’Aigüestortes i Estany de Sant Maurici. Park ten został założony już w 1955 roku i dziś obejmuje teren przeszło 40 tysięcy hektarów. W jego granicach znajdują się cztery górskie szczyty wysokie na ponad 3000 metrów n.p.m. oraz niemal dwieście jezior. Żyją w nim: kozice, gronostaje, świstaki, daniele, sarny, orły przednie, sępy płowe, orłosępy, głuszce, pardwy, traszki pirenejskie i nawet jadowita żmija żebrowana.
Bogactwo tutejszej fauny i flory jest z pewnością głównym powodem, dla którego do błękitnych wód Llac Sant de Maurici nigdy nie dotarł żaden wyścig kolarski. Tym niemniej położone 600 metrów niżej Espot dwukrotnie widziało uczestników Volta a Catalunya. Po raz pierwszy w sezonie 1979 gdy po solowym rajdzie wygrał tu Josef Fuchs. Szwajcar dotarł do mety z przewagą 5:40 nad Pedro Vilardebo i 6:19 nad Angelem Arroyo. Ten ostatni został wtedy nowym liderem wyścigu, lecz w generalce ostatecznie triumfował Vicente Belda, który na tym etapie był piąty. Z kolei w roku 1988 finisz jednego z górskich odcinków Volty wyznaczono w pobliskim ośrodku Super-Espot (1510 m. n.p.m.). To stacja narciarska położona niespełna trzy kilometry na południowy-zachód od centrum miejscowości. Z etapowego sukcesu ponownie cieszył się niezagrożony przez nikogo samotny uciekinier. Był nim Hiszpan Arsenio Gonzalez, który o 7:27 wyprzedził Laudelino Cubino i o 7:46 grupkę z Marino Lejarretą na czele. Cubino zdobył tego dnia koszulkę lidera, lecz podobnie jak Arroyo jej nie utrzymał. Cały wyścig znów wygrał piąty zawodnik z Espot czyli 24-letni wówczas Miguel Indurain. Dla triumfatora Tour de France z lat 1991-95 było to pierwsze z trzech zwycięstw w Dookoła Katalonii. „Big Mig” w swoim stylu załatwił sobie to zwycięstwo na czasówce wygrywając 30-kilometrową próbę wokół Tremp. Ruszyłem pod górę o godzinie 9:03. Pierwsze dwa kilometry były dość solidne. Pod koniec tego odcinka na dojeździe do trzeciego wirażu wyprzedziłem Rafała. Myślałem, że kolega spróbuje pojechać czas jakiś na moim kole. Była ku temu okazja z uwagi na niemal płaski początek trzeciego kilometra, ale jednak szybko odpuścił. W sumie była to rozsądna decyzja zważywszy na to, że tym razem zjechaliśmy się na początku, a nie pod koniec wspinaczki. Kilometry czwarty i piąty były najtrudniejszymi w dolnej części wzniesienia. Stromizna momentami sięgała tu 9 %. W końcu droga zbliżyła się do Riu Escrita i nachylenie znacząco spadło. Przez trzy kolejne kilometry można było jechać szybciej. Na tym łatwiejszym odcinku minąłem zjazdy na dwa miejscowe kampingi tzn. La Mola (5,2 km) oraz Sol i Neu (6,5 km). Według danych ze stravy dolny segment o długości 6,9 kilometra i średnim nachyleniu 5 % od szosy C-13 do granic Espot przejechałem w 23:56 (avs. 17,4 km/h i VAM 907 m/h). Dario uzyskał tu wynik 26:45 (avs. 15,6 km/h), zaś Rafa 38:02 (avs. 11,0 km/h).
Cały ósmy kilometr prowadził przez Espot. Na wysokości kamiennego mostu trzeba było odbić w prawo i zostawić za plecami alternatywną drogę do stacji Super-Espot. Będąc na wysokości apartamentu zerknąłem w prawo. Dostrzegłem Darka krzątającego się jeszcze na podwórku. Po chwili szosa odbiła w lewo i stała się bardziej stroma. Na dziewiątym kilometrze nie było jeszcze najgorzej. Minąłem tu zjazd do kampingu Voraparc (8,8 km). Nachylenie zbliżało się do 11 %. Znacznie trudniej było na dziesiątym. Ten niemal w całości trzymał na dwucyfrowym poziomie, zaś maksymalna stromizna momentami przekraczała 15 %. W połowie tego odcinka szosa schowała się w lesie. Początek jedenastego kilometra pozwolił na odpoczynek przed kolejną stromą ścianką. Po pokonaniu 11,1 kilometra dotarłem do parkingu Prat Pierro. Tuż za nim musiałem sobie jeszcze poradzić ze ścianką o nachyleniu 13 %, by po przejechaniu 11,6 kilometra wjechać na teren Parku Narodowego. Tu teren był początkowo łatwy. W połowie trzynastego kilometra przedostałem się na lewy brzeg Riu Escrita, gdzie pierwsze 1100 metrów prowadziło w odkrytym terenie. W leśnej końcówce najtrudniejszy okazał się odcinek między 14,6 a 15,3 kilometra od startu. Ostatnie sto metrów do mety przy drewnianej chatce prowadziło po szutrze. Zatrzymałem się po przejechaniu 16 kilometrów z przewyższeniem 957 metrów w czasie 1h 01:59 (avs. 15,5 km/h). Na stravie znalazłem segment o długości 15,5 kilometra i przewyższeniu 930 metrów. Pokonałem go w 1h 00:26 (avs. 15,5 km/h i VAM 923 m/h). Jak dotąd zarejestrowano na nim 57 osób, zaś mi udało się uzyskać drugi wynik. Jedynie wspomniany przy innej okazji Nasi Ortega był poza moim zasięgiem. Dario też ostro tu pocisnął. Uzyskał czas 1h 03:57 (avs. 14,6 km/h i VAM 873 m/h) co daje mu obecnie czwarte miejsce. Zaledwie dwóch sekund zabrakło do „podium”. Takie same miejsca mamy też na krótszym segmencie obejmującym odcinek powyżej Espot (7,8 kilometra przy średniej 7,4 %). Ja przejechałem go w 34:49 (avs. 13,5 km/h), zaś Darek w 35:40 (avs. 13,2 km/h). Rafał do kresu wspinaczki dotarł w 1h 32:33 (avs. 10,1 km/h), z czego trudny górny segment pokonałem w 50:51 (avs. 9,1 km/h). Czekając na niego przez pół godziny mogłem podziwiać piękno okolicznej przyrody. Głównymi atrakcjami było jeziorko Sant Maurici o powierzchni 21 ha oraz piętrzący się za nim szczyt Roca de l’Estany (2608 metrów n.p.m.).
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/605058810
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/605058810
ZDJĘCIA

