DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Chiaserna
Wysokość: 1368 metrów n.p.m.
Przewyższenie: 882 metry
Długość: 11,3 kilometra
Średnie nachylenie: 7,8 %
Maksymalne nachylenie: 15 %
PROFIL
OPIS
Około 15:30 byliśmy z powrotem w Pianello. Na dokładkę została nam jeszcze Monte Catria (1368 m. n.p.m.). Góra, która jako jedyna z tych trzech debiutowała na trasie Giro przed rokiem 2009. Dokładnie zaś w 2006 roku w swej północnej wersji od strony Colombary. Miało to miejsce na etapie do Saltary wygranym przez Belga Rika Verbrugghe. Premie górską w tym miejscu wygrał rodak zwycięzcy Staf Scheirlinckx. Z kolei w pamiętnym 2009 roku od strony Chiaserny najszybciej wspinał się Damiano Cunego. Zanim jednak zaatakowaliśmy Catrię musieliśmy sobie zorganizować strefę bufetu. Pech chciał, że w Chiasernie przy via Monte Catria otwarty był jedynie bar K2, który w swej skromnej ofercie miał tylko kanapki i odgrzewane kawałki pizzy. Nie było jednak sensu grymasić. Przekąsiliśmy małe co-nieco obiecując sobie porządny posiłek za około dwie godziny w pobliskiej restauracji Cactus. Podjazd pod Monte Catrię zaczął się od długiej prostej. Potem między 630 a 910 m. n.p.m. skorzystaliśmy z pięciu klasycznych wiraży. Nieco wyżej dłuższy odcinek pokonaliśmy w cieniu lasu. Na około dwa kilometry przed szczytem trzeba się było zmierzyć z najbardziej stromym 15 % fragmentem wzniesienia. Na premii górskiej z widokiem na ozdobiony potężnym krzyżem wierzchołek Monte Catria (1701 m. n.p.m.) mocno wiało. Wjechałem w czasie 51:50. Podjazd miał 11,3 kilometra długości, średnie nachylenie znów 7,8 %, zaś przewyższenie rzędu 882 metrów. Prędkość nieco mi siadła. Tym razem zanotowałem przeciętną 13,1 km/h, Niemniej ów mały regres dał się wytłumaczyć tym co już „weszło nam w nogi”. Tego dnia w sumie przejechaliśmy 80,5 km o łącznym przewyższeniu 2852 metrów. Po zjeździe około 19:00 zjedliśmy w końcu prawdziwą obiadokolację. Potem czekało nas jeszcze 115 kilometrów jazdy samochodem przez Fabriano i Camerino w kierunku południowo-wschodnim ku noclegowi w osadzie Da Callarella pod Sarnano. W teorii miało nam to zająć dwie godziny. Wyszło dłużej, gdyż po zmroku pobłądziliśmy trochę po lokalnych, górzystych dróżkach. Momentami czułem się jak kierowca rajdowy na nocnych odcinkach specjalnych. Ostatecznie tuż przed 22:00 dotarliśmy do gospodarstwa agroturystycznego Antica Dimora, gdzie za cenę 60 Euro na pierwszym piętrze jednego z budynków mieliśmy do dyspozycji pokój z kuchnią.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/167646586
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/167646586
ZDJĘCIA

