DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Badalucco
Wysokość: 1498 metrów n.p.m.
Przewyższenie: 1339 metrów
Długość: 24 kilometrów
Średnie nachylenie: 5,6 %
Maksymalne nachylenie: 12,5 %
PROFIL
OPIS
Na górze spędziłem kilkanaście minut. Fotkę pod tablicą zrobił mi cyklista nieco starszej daty, który wraz z kolegą wjechał od tej samej strony aby potem zjechać na wschód ku Pieve di Teco. Ja musiałem zawrócić. Zjeżdżałem spokojnie uważając na wszelakie dziurawe niespodzianki. W końcówce postanowiłem wybrać drogę wiodącą prosto do Molini di Triora, więc zjazd okazał się dwieście metrów dłuższy od podjazdu. Ja zaś uwieczniłem na zdjęciach oba początki zachodniego podjazdu pod Passo di Teglia. Cała wycieczka zajęła mi około dwóch godzin. Wyprawa na Monte Ceppo miała być znacznie dłuższa. Najszybciej dotarłbym na ten szczyt gdybym porzucił auto w miejscu gdzie stało i ruszył na to wzniesienie szlakiem północnym czyli z Molini di Triora. Ten podjazd ma 15 kilometrów długości i przewyższenie 1046 metrów, zaś droga wiedzie przez Colla di Langan i sanktuarium San Giovanni dei Prati. Ja byłem zainteresowany czymś trudniejszym. Dlatego w grę wchodziły dwie opcje. Podjazd południowy ze startem w San Remo o długości 33 kilometrów i przewyższeniu niemal 1500 metrów. Wiedzie on początkowo szosą SP55 przez Poggio di San Remo i Cerianę oraz przełęcz Ghimbegna, która trzykrotnie „wystąpiła” na Giro d’Italia w latach 1968, 1974 i 2001. Alternatywą był bardziej konkretny podjazd wschodni od strony Valle Argentina z początkiem w miejscowości Taggia. Niewiele mniejszy od południowego, lecz wyraźnie krótszy dzięki temu że zdecydowałem się pominąć bardzo łagodny wstęp na drodze SS548. To znaczy odcinek 6,9 kilometra o średnim nachyleniu 1,9%. W tym celu zjechałem 14 kilometrów w dół Valle Argentina po drodze mijając urocze Badalucco. Zatrzymałem się poniżej tego miasteczka na wysokości restauracji Ca’ Mea, jakieś sto metrów od początku drogi SP54. Wspinaczkę nr 2 rozpocząłem o 14:15 przy temperaturze 26 stopni. Wciąż było ciepło i wbrew moim obawom nie padało. Miałem przed sobą najdłuższy i największy z ośmiu wybranych liguryjskich podjazdów. Wzniesienie o długości 24 kilometrów i średnim nachyleniu 5,6%. Na którym maksymalna stromizna sięga 12,6%, zaś w pionie trzeba pokonać 1339 metrów. Podjazd ten autor strony cyclingcols wycenił na 936 punktów.
Pierwszy kilometr był całkiem mocny tzn. na poziomie 9%. Kolejne trzy kilometry stopniowo łagodniały do pierwszego „falsopiano” na piątym kilometrze. Po trzech kolejnych niezbyt trudnych kilometrach minąłem boczną drogę do Ciabaudo, zaś chwilę później byłem już w Argallo. Po niespełna pół godzinie jazdy miałem w nogach pierwszą tercję podjazdu o długości 8,2 kilometra i średnim nachyleniu 5,8%. Następne półtora kilometra zawiodło mnie w pobliże kościółka przy osadzie Pallera (9,7 km). Na początku dwunastego kilometra minąłem wioskę Zerni (11,1 km), zaś półtora kilometra dalej byłem już w Vignai (12,6 km). Kolejne cztery kilometry miały średnio 6,8%. Kilkaset metrów za ostatnią wioską na dobre wjechałem do gęstego lasu. Po przejechaniu 16,6 kilometra w czasie poniżej 59 minut musiałem opuścić drogę SP54 by po ciasnym zakręcie w prawo wjechać na szosę SP75. Na tym wirażu moja wschodnia droga na Monte Ceppo zeszła się z południowym szlakiem od San Remo. Na nowej drodze pierwsze kilkaset metrów były całkiem solidne, lecz kolejne dwa kilometry niemal płaskie. Ten łatwy odcinek przejechałem z pewną rezerwą spodziewając się ciężkiej przeprawy na ostatnich kilku kilometrach. Niemal na sam koniec czekał mnie bowiem odcinek 4,3 kilometra o średnim nachyleniu 9,4% z momentami do 12%. Oczywiście prędkość mi tu siadła, bowiem praw natury się nie oszuka. Niemniej zafiniszowałem całkiem dobrze jadąc tu ze średnią prędkością około 12 km/h. Prawdziwa wspinaczka skończyła się dla mnie na zakręcie w lewo, po przejechaniu 23,6 kilometra w pobliżu wierzchołka Monte Ceppo (1627 m. n.p.m.). Spośród skałek na prawym skraju drogi miałem stąd niezły punkt widokowy. Niemniej sprawdziłem go dopiero w drodze powrotnej. Jadąc do góry nie zatrzymałem się jeszcze. Szukając przydrożnej tablicy przejechałem już niemal po płaskim terenie kolejne 800 metrów. Zatrzymałem się dopiero tam gdzie rozpoczynał się zjazd na północną stronę góry. To znaczy po przebyciu 24,4 kilometra w czasie 1h 31:01. Ciekawe, że powrót do samochodu przerywany licznymi foto-przystankami i rozmową z rolnikiem zachwalającym aromat miejscowej oliwy (oliva taggiasca) zajął mi o minutę więcej. Na szczycie było tylko 15 stopni, o cztery mniej niż na pierwszej górze. Jeśli chodzi o podjazd to na stravie znalazłem segment o długości 23,3 kilometra, który pokonałem w czasie 1h 28:23 (avs. 15,8 km/h i VAM 873 m/h). W tym momencie to piąty wynik pośród 78 dotychczas odnotowanych. Trzeci etap zakończyłem przejechawszy 74 kilometry o łącznym przewyższeniu 2294 metrów.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/387787273
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/387787273
ZDJĘCIA

