Valico di Monte Cristo & Campo Imperatore

DANE TECHNICZNE-1

Miejsce startu: Paganica

Wysokość: 1767 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1107 metrów

Długość: 23,9 kilometra

Średnie nachylenie: 4,6 %

Maksymalne nachylenie: 8 %

DANE TECHNICZNE-2

Miejsce startu: bivio di Sant’Egidio

Wysokość: 2128 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 472 metry

Długość: 7 kilometrów

Średnie nachylenie: 6,7 %

Maksymalne nachylenie: 11 %

PROFIL

OPIS

Dojechawszy do L’Aquili znaleźliśmy się w samym sercu półwyspu i zarazem pośród najwyższych szczytów całych Apenin. Tylko w tym regionie czyli Abruzji czekały nas wycieczki na kolarskie dwutysięczniki. W poniedziałek na najwyższą górę całej wyprawy. Natomiast we wtorek na wzniesienie niewiele od niej niższe, a przy tym największe ze wszystkich pod względem przewyższenia jak i po prostu najtrudniejsze. Naszym głównym wyzwaniem na dzień 23 czerwca był bardzo długi podjazd znany pod hasłem Gran Sasso d’Italia. W zasadzie to dwa wzniesienia w jednym. Najpierw wspinaczka pod Valico Monte Cristo (1767 m. n.p.m.), a po niedługim zjeździe i krótkim odcinku na płaskowyżu poprawka do miejsca o dumnej nazwie Campo Imperatore (2130 m. n.p.m.). Ten podjazd czterokrotnie gościł uczestników Giro d’Italia. Po raz pierwszy w 1971 roku gdy wygrał na nim Vicente Lopez-Carill (trzeci kolarz TdF 1974). Hiszpan wyprzedził o 4 sekundy Belga Antoona Houbrechtsa i o 29 Włocha Pierfranco Vianellego. W 1985 roku triumfował tu Włoch Franco Chioccioli (zwycięzca Giro 1991), który na finiszu pokonał Australijczyka Michaela Wilsona, wraz z którym o 23 sekundy zdystansował Kolumbijczyka Reynela Montoyę. Z kolei w 1989 roku najlepszym góralom wyścigu umknął Duńczyk John Carlsen, który o 29 sekund wyprzedził Kolumbijczyka Luisa Herrerę i Baska Marino Lejarretę. W końcu zaś w trakcie Giro z roku 1999 nie miał tu sobie równych słynny Włoch Marco Pantani. Tego dnia „Pirat” o 23 sekundy wyprzedził Hiszpana Josę-Marię Jimeneza i o 26 Szwajcara Alexa Zulle. Dzięki temu po raz pierwszy na tym wyścigu przywdział różową koszulkę lidera, którą stracił w niesławie po kontroli poziomu hematokrytu przed startem do przedostatniego etapu. W najnowszej historii w to miejsce zajrzało tylko tzw. „Baby Giro” (Girobio) czyli wyścig Dookoła Włoch dla kolarzy do lat 27. Prym wiedli kolarze dziś już dobrze znani z profesjonalnego peletonu. Wygrał Kolumbijczyk Winner Anacona, który o 7 sekund wyprzedził Włocha Fabio Aru.

Wstaliśmy na tyle późno, iż na śniadanie w pobliskim barze (rogalik i kawa na talon od właściciela Il Quinto Quarto) zeszliśmy dopiero kwadrans przed dziesiątą. Potem wróciliśmy jeszcze do naszego nocnego lokalu by się na spokojnie spakować. Do Paganiki 5-tysięcznej miejscowości położonej na wschód od Orlego Miasta mieliśmy samochodem ledwie 11 kilometrów. Zaparkowaliśmy na wylocie z tego miasteczka, bezpośrednio przy drodze krajowej SS 17bis. Od tego miejsca do placu wieńczącego drogę pod Campo Imperatore dzieliło nas 37,5 kilometra, na których trzeba było pokonać niemal 1470 metrów przewyższenia. W praktyce nawet więcej wobec czekającego nas parokilometrowego zjazdu. Na starcie było tylko 26 stopni, lecz już po czterech kilometrach jazdy na liczniku miałem wartość 31. Początek podjazdu w żaden sposób nie można nazwać wspinaczką. Dość powiedzieć, że na liczącym 6,4 kilometra odcinku od Paganiki przez Camardę do Assergi średnie nachylenie wynosiło tylko 2,7 %. Dopiero na ulicach tej miejscowości na dłuższy czas należało się pożegnać z dużą tarczą. Za Assergi droga stała się bardzo szeroka i przechodziła ponad autostradą A24. Pod koniec dziewiątego kilometra skręciła na wschód. Po przejechaniu 10,7 kilometra dojechałem do Fonte Cerreto (1115 m. n.p.m.). W tym miejscu wjeżdżało się na teren Parco Nazionale del Gran Sasso e Monti della Laga. Na mapach widać, że ta górska droga nieco wyżej przecina wspomnianą autostradę, lecz de facto w tym momencie autostrada schowana jest już w ponad 10-kilometrowym tunelu. Do połowy trzynastego kilometra wzdłuż drogi rosły jeszcze niewielkie drzewka. Powyżej 1200 metrów n.p.m. wokół były już tylko górskie łąki, więc krajobraz coraz bardziej nabierał „alpejskiego” charakteru. Po przejechaniu 17,6 kilometra na wysokości 1430 m. n.p.m. minąłem skrzyżowanie z dróżkami do ośrodka narciarskiego Montecristo i płaskowyżu Piano di Fugno. Do przełęczy pozostało jeszcze ponad sześć kilometrów. Na przedostatnim kilometrze był nawet krótki zjazd, a po nim jeszcze 1300 metrów wspinaczki. Ta faza podjazdu pod Campo Imperatore skończyła się tuż po minięciu wierzchołka Monte Cristo (1930 m. n.p.m.). Przejechałem owe 24,1 kilometra o przewyższeniu 1107 metrów i średnim nachyleniu 4,6 % w czasie 1h 18:53 (przeciętna 18,3 km/h).

Wjechawszy na Valico Monte Cristo miałem przed sobą 3,5-kilometrowy zjazd do San Egidio, miejsca będącego bramą do „Małego Tybetu”, jak nie bez przyczyny bywa nazywane Campo Imperatore. Ten niemal nie tknięty przez cywilizację płaskowyż leży na wysokości od 1500 do 1900 metrów n.p.m. Ma 27 kilometrów długości i 8 kilometrów szerokości. Jest na tyle dziki, iż żyją tu: wilki, żbiki, lisy i kozice, zaś w przestworzach rządzą orły przednie i sokoły wędrowne. Tych przedstawicieli górskiej fauny nie napotkaliśmy, acz Darkowi udało się uchwycić w galopie miejscowe „mustangi”. W prawo od San Egidio odchodzi droga SR 17bis ku średniowiecznemu miasteczku Castel del Monte. My musieliśmy jednak pojechać w lewo by pokonaniu około dwóch kilometrów w płaskim terenie zacząć finałowy podjazd o długości 7,9 kilometra i średnim nachyleniu 6,1 %. Z początku łagodny. Optycznie prawie niewidoczny na tle niezmierzonej przestrzeni tego płaskowyżu. Na ostatnich sześciu kilometrach już całkiem wymagający. Rzekłbym nawet trudny, a to na skutek mocnego wiatru z naprzeciwka. Najtrudniejszy odcinek z maksymalnym nachyleniem dochodzącym do 12 % zaczął się 4,5 kilometra przed szczytem. Trudniejsza była pierwsza połowa tego odcinka kończąca się przy zakręcie, który kieruje drogę już bezpośrednio ku zboczom Corno Grande (2912 m. n.p.m.), najwyższej góry całych Apenin. Zdobytej już w XVI wieku i znanej z najdalej na południe Europy występującego lodowca czyli Ghiacciai del Calderone (po niewidocznej dla nas północnej stronie). Pozostałe dwa kilometry z małym hakiem wciąż przy średnim nachyleniu 8 % były już łatwiejsze jako nieco osłonięte od wiatru i wiodące paroma zakrętami. Podjazd pod Campo Imperatore pokonałem w 34:19 przy przeciętnej prędkości 13,8 km/h. Od wyruszenia z Paganiki minęły dokładnie 2h 02:37 co na całej dwuetapowej wspinaczce dało mi średnią 18,4 km/h. Na górze mimo sporej wysokości było 25 stopni. Wjechałem na duży plac z kilkoma budynkami. Jest tu sporej wielkości hotel, w którym latem 1943 roku rząd włoski przetrzymywał odsuniętego od władzy Benito Mussoliniego. Także wyciąg górskiej kolejki linowej, kościółek oraz działające od roku 1951 obserwatorium astronomiczne. W hotelowej restauracji zamówiłem sobie kawę z ciastkiem i poczekałem na przyjazd Darka. Tak z góry jak i na zjeździe widoki przecudnej urody. Zrobiliśmy masę zdjęć, więc tym trudniejsza była ich selekcja na potrzeby tego artykułu. Na wysokości Fonte Cerreto złapał nas lekki deszczyk z będącymi dla nas zagadką nad wyraz dużymi kroplami. Do samochodu zjechaliśmy dopiero około 16:30. Zmęczeni i przede wszystkim głodni. W nogach mimo zasadniczo jednej góry mieliśmy już ponad 75 kilometrów.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/167649219

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/167649219

ZDJĘCIA

Monte Cristo_001

Zdjęcie 1 z 25