Monte Padrio (via Trivigno)

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Tirano

Wysokość: 1873 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1425 metrów

Długość: 18,5 kilometra

Średnie nachylenie: 7,7 %

Maksymalne nachylenie: 16 %

PROFIL

OPIS

Do Tirano zjechałem dopiero kwadrans po dwunastej. Rozpocząłem skomplikowane poszukiwania drogi na Trivigno. Najpierw ruszyłem w kierunku dworca kolejowego i na zachód wzdłuż Via San Giuseppe. To jednak nie był dobry trop. Wróciłem na drogę SS 38 i przejechałem na lewy brzeg Addy. Tu spostrzegłem ulicę Via Trivigno, ale wbrew pozorom i to nie był właściwy szlak. Droga ta bardzo szybko zmieniła się w kamienisty dukt przystępny chyba tylko dla furmanek i posiadaczy rowerów górskich. Musiałem pojechać jeszcze dalej na wschód. W końcu znalazłem co chciałem czyli początek podjazdu na Monte Padrio (1877 m. n.p.m.) na Via Lucini. Czekał mnie podjazd o długości 19,4 kilometra z przewyższeniem 1429 metrów przy średnim nachyleniu 7,4 % i max. 16 %. Wystartowałem o godzinie 12:27 przy temperaturze 26 stopni. O ile Pra’ Campo było przez cały czas strome, o tyle kluczem do zdobycia Monte Padrio miało być sprawne przebrnięcie przez pierwsze sześć kilometrów. To miała być zdecydowanie najtrudniejsza część tego wzniesienia. Już pierwszy kilometr prowadzący po drodze równoległej względem „krajówki” miał średnio 8 %. Po niespełna 900 metrach trzeba było skręcić w prawo nadal jadąc pośród sadów jabłkowych. Już na drugim kilometrze stromizna sięgnęła 15 %. Pod koniec drugiego kilometra, a dokładnie na wysokości skrętu na Colognę (1,8 km) podjazd schował się w lesie. Przez długie cztery kilometry stromizna niemal nie schodziła poniżej 10 %. Nieco łatwiejsze czasy zwiastował dopiero szósty kilometr na poziomie 9,5 %. Średnie nachylenie na pierwszych 6 kilometrach wynosi tu aż 10,6 %. Kolejne pięć kilometrów nadal wiedzie wąską, ukrytą w lesie ścieżką, acz już pod bardziej znośnym nachyleniem. Od startu do połowy jedenastego kilometra trzeba pokonać w sumie trzynaście wiraży. Nasza książkowa lektura koniec drugiej fazy tego wzniesienia wyznaczyła na wysokości zjazdu w kierunku osady Costamoscia (10,9 km). Poprzedzający to miejsce odcinek o długości 4,9 kilometra miał solidne nachylenie 7,8 %. Dopiero kolejne trzy kilometry wiodące stanowczo w kierunku zachodnim dają możliwość złapania głębszego oddechu. Niemniej nawet tu nie brak trudniejszych momentów czyli stromizn rzędu 10 i 11 % pod koniec dwunastego kilometra. Na tym odcinku pomiędzy drzewami dostrzec można początek przeszło 30-kilometrowego podjazdu na Passo del Bernina (2328 m. n.p.m.) po przeciwległej stronie Valtelliny. Tymczasem nasza droga się poszerza, zaś w połowie czternastego kilometra wyjeżdża z leśnej otuliny. Trzecia faza podjazdu kończy się na wysokości 1602 metrów n.p.m. po przejechaniu odcinka o długości 3,1 kilometra ze skromnym nachyleniem 4,3 %.

Pokonany właśnie 14-kilometrowy odcinek drogi Giro przetestowało tylko raz i to od przeciwnej strony. W 2012 roku po zjeździe z Apriki podjeżdżano od bivio San Cristina (777 m. n.p.m.) po czym po dojechaniu do tego miejsca zjechano do Tirano by następnie skierować się w kierunku Mortirolo i mety na przełęczy Stelvio. W tym miejscu należało dobrze zinterpretować zastane rozdroże. Droga na wprost jeszcze przez chwilę delikatnie się wspina, po czym rozpoczyna zjazd ku Aprice lub Stazzonie. Ja aby kontynuować podjazd musiałem skręcić ostro w lewo. Niemniej znak drogowy wskazujący skręt na Passo del Mortirolo był słabo widoczny. Poza tym jest on o tyle mylący, iż znacznie wcześniej niż na słynną przełęcz dotrzemy stąd do Trivigno jak i kulminacji wspinaczki w pobliżu wierzchołka Monte Padrio (2153 m. n.p.m.). Z rozpędu pojechałem zatem prosto, lecz tym razem zawróciłem już po kilkuset metrach. Do swego „przebiegu” dodałem tylko zbędne 950 metrów. Wspominane rozdroże od centrum Trivigno (1709 m. n.p.m.) dzieli tylko 1400 metrów o średnim nachyleniu 7,6 %. Tym niemniej wbrew treści opisu nr 49 z „PVB-Lombardia 3” to jeszcze nie był koniec całego podjazdu. Droga wspina się dalej przez kolejne cztery kilometry. Co prawda ten finałowy odcinek ma średnio tylko 4,2 % to jednak pierwsze 500 metrów wznosi się na poziomie 9,4 %, zaś cały kilometr trzyma pod kątem 8 %. Potem jest już znacznie łatwiej, zaś momentami prawie płasko. Powyżej Trivigno zaczęło padać, lecz uparłem się by dotrzeć do samego krańca wspinaczki. Licznik wyłączyłem jednak nieco wcześniej tzn. za mostkiem nad potokiem Vallone del Santo. Pomijając zbędny odcinek za rozdrożem podjazd do tego miejsca miał 17,9 kilometra, które pokonałem w czasie netto 1h 27:22 (avs. 12,3 km/h). Dotarłem do Piana del Gobbo i pojechałem jeszcze kawałek w kierunku wschodnim. Zatrzymałem się dopiero gdy z naprzeciwka nadjechał Darek. Okazało się, że tylko on z poprzedzającej mnie trójki wjechał całe Monte Padrio, jako że Adam z Tomkiem pognali od rozdroża w dół ku Aprice. Na górze było mokro i chłodno, ledwie 13 stopni. Dlatego przed długim zjazdem ubrałem się cieplej. Poniżej rozdroża spotkaliśmy najpierw Daniela, a nieco niżej również Borysa. Po dotarciu do centrum Tirano około wpół do czwartej siedliśmy sobie na zasłużoną kawę i ciastko. Po prawej ręce mieliśmy okazałe Santuario della Madonna di Tirano, zaś po lewej przemknął nam startujący właśnie czerwony Bernina Express. Dario najwyraźniej dobrze wytrzymał trudy siódmego etapu. Nie tylko dyktował tempo na drodze krajowej, lecz jeszcze ostro naciągnął mnie na finałowej hopce pod Villa Isabella. Ogółem przejechałem tego dnia 86,5 kilometra o łącznym przewyższeniu 2908 metrów.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/182312498

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/182312498

ZDJĘCIA

Monte Padrio_001

Zdjęcie 1 z 30