DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Bobbio
Wysokość: 1446 metrów n.p.m.
Przewyższenie: 1174 metry
Długość: 16,4 kilometra
Średnie nachylenie: 7,2 %
Maksymalne nachylenie: 15 %
PROFIL
OPIS
Przed nami była wycieczka do Bobbio. Po wcześniejszych doświadczeniach szukaliśmy w atlasie możliwie najłatwiejszej drogi. Jadąc po szosach SP48 i SP186 zjechaliśmy do San Pietro Casasco. Tu już jednak aby nie robić sporego objazdu musieliśmy wybrać SS461 i skierować się na Passo del Penice (1149 m. n.p.m.). Pogoda wciąż była niepewna, choć na razie nie padało. Obawiając się pogorszenia aury zastosowaliśmy fortel godny Onufrego Zagłoby. Wiadomo, że podjazd w deszczu to tylko mała niedogodność, lecz zjazd w takich warunkach to już ciężka próba dla organizmu. Dlatego dojechawszy na „passo” zamiast zjeżdżać do Bobbio wyładowaliśmy się na dużym parkingu przy pomniku mnicha San Colombano. Ten irlandzki misjonarz na przełomie VI i VII wieku wraz z kolegami „chrystianizował” Europę i w 614 roku dotarł w te strony rządzone wówczas przez Longobardów. W Bobbio założył opactwo, zaś na Penice Vetta pierwsze sanktuarium na miejscu dawnej pogańskiej świątyni liguryjskich Celtów. Dziś ten szczyt wieńczy kościółek, którego budowę ukończono w roku 1600. Cały podjazd ma 16,9 kilometra o średniej 7 % i przewyższeniu 1184 metrów. My postanowiliśmy zacząć tą wyprawę od 13-kilometrowego zjazdu z Passo del Penice do Bobbio. W ten sposób mieliśmy większe szanse na zjazd po suchej nawierzchni. Nawet gdyby później spełnił się pesymistyczny scenariusz pogodowy to po zdobyciu góry pozostałoby nam do pokonania w deszczu niespełna cztery kilometry. Oczywiście Giro nigdy nie dotarło na sam szczyt Monte Penice. Tym niemniej przez pobliską przełęcz peleton tego wyścigu przemknął jak dotąd 9 razy. Trzykrotnie w okresie międzywojennym. Po raz pierwszy w 1924 roku na 300-kilometrowym odcinku z Mediolanu do Genui wygranym przez Bartolomeo Aymo. Następne wizyty miały miejsce w latach 1927, 1936 i 1956. Jednym ze zdobywców tej przełęczy był wielki Gino Bartali. W ostatnim półwieczu pięć razy wyznaczano tu linię górskiej premii. Trzykrotnie podjeżdżano od naszej wschodniej strony. W 1964 roku na etapie do Alessandrii wygranym przez Bruno Meallego pierwszy na tej górze był Franco Balmamion. Piętnaście lat później tak na przełęczy jak i na mecie w Vogherze najszybciej zameldował się Szwed Bernt Johansson. Natomiast w sezonie 1981 tak premia jak i etap z finałem w Pavii należały do Szwajcara Daniela Gisigera. Po raz ostatni uczestnicy Giro zameldowali się tu podczas edycji z roku 1989. Na etapie do La Spezii wygranym przez Francuza Laurenta Fignona najwyżej zapunktował Kolumbijczyk Luis Herrera. Tym niemniej przy tej okazji podjeżdżano od łatwiejszej zachodniej strony.
Według „cyclingcols” podjazd rozpoczynający się w Varzi ma 15,4 kilometra przy średniej 4,8 %, zaś nasz wschodni dokładnie 13,3 kilometra o przeciętnej 6,5 %. Niemniej mieliśmy też apetyt na deser czyli finałowe 3,6 kilometra o średniej 8,6 % i max. 15 % w samej końcówce tej wspinaczki. Ponieważ przed zjazdem musiałem wymienić oponę w tylnym kole Dario ruszył nieco wcześniej. Na zjeździe zatrzymywałem się jeszcze na foto-przystankach. Dlatego też minęliśmy się parę kilometrów przed miastem. Mój kompan jechał w dobrym rytmie. Od razu zdałem sobie sprawę, że tym razem nie nadrobię nad nim kilkunastu minut. Ostatecznie do Bobbio zjechałem około 17:50. Strzeliłem jeszcze trzy fotki i byłem gotów do starcia z najtrudniejszym podjazdem w prowincji Piacenza. Początek solidny, acz bez żadnych ekscesów czyli pierwsze trzy kilometry przy średniej 6,4 %. Następnie tu i ówdzie nachylenie spada poniżej 5 %, ale nigdy na dłużej niż 500-600 metrów. Po drodze mija się kilka zjazdów do okolicznych miejscowości tzn. Ceci (3,7 km), Santa Maria (5,3 km) czy Cadelmonte (7,8 km). Jedyną większą osadą na samym szlaku jest położona na początku ósmego kilometra wieś Vaccarezza. Wyżej mija się jeszcze restaurację Chalet de Volpe (10,1 km) oraz nieopodal wzgórza Monte Castello zjazd na drogę SP412 prowadzącą do Romagnese. Przełęcz znajduje się na delikatnym łuku. Sto metrów dalej odbija w lewo finałowy odcinek na Penice Vetta. Czternasty kilometr schowany jest w lesie. Dalej jedzie się w terenie otwartym. Wzdłuż drogi nie brak domów oraz masztów. Pod koniec piętnastego kilometra mija się niewielki kościół i chwilę później budynek koszar. Szczyt góry widoczny jest z oddali. Ponieważ tym razem na szczyt dotarłem drugi załapałem się na filmik, które Dario zwykł kręcić na zdobytych wzniesieniach. Według danych ze „strava.com” całą górę o długości 16,4 kilometra przejechałem w czasie 1h 08:34 (avs. 14,3 km/h) co jest drugim wynikiem pośród zaledwie 24 sklasyfikowanych osób. Większość osób poprzestaje na zdobyciu samej przełęczy. Dla porównania „cronoscalatę” z Bobbio do poziomu Passo del Penice zrobiło 124 użytkowników „stravy”. Mój czas na dystansie 12,9 kilometra czyli 50:50 daje mi wśród nich 17 miejsce. Jak dla mnie był to kolejny konkretny, acz niezbyt długi etap. Tego dnia przejechałem 56,5 kilometra o łącznym przewyższeniu 2014 metrów. Od noclegu w Agriturismo Mandrola dzieliło nas ponad 40 kilometrów. Do przebycia w głównej mierze po „krajówkach” SS461 i SS45. Niemniej kilka ostatnich kilometrów to była znów jazda pod górę wiejskimi dróżkami. Pod dachem tego gospodarstwa zameldowaliśmy się po zmierzchu. Dlatego, że wcześniej zrobiliśmy sobie dłuższy popas w Bobbio wpadając na obiadokolację do jednej z tamtejszych restauracji.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/167654671
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/167654671
ZDJĘCIA

