Monte Secchieta

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Pagliericcio

Wysokość: 1435 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1006 metrów

Długość: 15,9 kilometra

Średnie nachylenie: 6,3 %

Maksymalne nachylenie: xxx %

PROFIL

OPIS

Początek ostatniego tygodnia tej podróży zastał nas w Arezzo, stolicy jednej z dziesięciu prowincji regionu Toskania. To miasto mające przeszło 103 tysiące mieszkańców było jak dotychczas największą miejscowością na naszym szlaku przez włoską prowincję. Znane już w starożytności pod nazwą Arretium było jednym z dwunastu legendarnych grodów tzw. Ligi Etruskiej. Miałem okazję zwiedzić jego starówkę w lipcu 2011 roku. Jego główną atrakcją turystyczną jest nie trzymający poziomu Piazza Grande z oryginalnie skonstruowanym kościołem Santa Maria della Pieve. Na placu dwa razy do roku odbywa się słynny turniej rycerski Giostra del Saracino. Wydanie nocne tego przedstawienia organizowane jest w przedostatnią sobotę czerwca, zaś dzienne odbywa się w pierwszą niedzielę września. Arezzo to miasto Francesco Petrarki XIV-wiecznego poety i pisarza, który zasłynął również wyprawą na Mont Ventoux w 1336 roku oraz Giorgio Vasariego XVI-wiecznego malarza i architekta. Z tego miasta pochodzi też Daniele Bennati, kolarz grupy Tinkoff-Saxo, zwycięzca etapów w każdym z trzech Wielkich Tourów. Ten wszechstronny sprinter wygrał trzy etapy na Giro, dwa na Tourze i sześć na Vuelcie. W 2007 roku na zakończenie „Wielkiej Pętli” triumfował na Polach Elizejskich. Począwszy od 1925 roku Giro d’Italia zatrzymało się w Arezzo jedenaście razy, acz po raz pierwszy przemknęło przez nie już w 1909 roku na piątym etapie z Rzymu do Florencji. Jako pierwszy ze zwycięstwa w Arretium cieszył się Costanste Girardengo. Trzy lata później triumfował tu równie sławny Alfredo Binda. Przed wojną zwyciężali jeszcze: Giuseppe Olmo (1937) i Primo Volpi (1940). Po II Wojnie Światowej również za każdym razem wygrywali Włosi, choć triumfator z roku 1992 czyli Maximilian Sciandri urodził się w angielskim Derby i od sezonu 1995 jako pół-Anglik ścigał się już dla barw Wielkiej Brytanii. Jedynym asem, który w trakcie Giro dwukrotnie wygrał w Arezzo był znakomity sprinter Mario Cipollini. Mistrz świata z 2002 roku triumfował tu w latach 1997 i 2003. To drugie zwycięstwo było jego 41-wszym w historii występów w wyścigu Dookoła Włoch, dzięki czemu wyrównał rekord wspomnianego Bindy. Od sezonu 2011 Arezzo jest też stałym punktem na trasie Tirreno – Adriatico.

Arezzo leży u zbiegu trzech toskańskich dolin. Val di Chiana dochodzi do miasta od południa, Valdarno od północnego-zachodu, zaś Cesentino od północy. Chcąc dojechać do podnóża pierwszego z poniedziałkowych podjazdów musieliśmy pojechać w głąb tej ostatniej. Pierwszy przystanek wyznaczyłem nam we wiosce Pagliericcio po przejechaniu niemal 50 kilometrów. Aby się do niej dostać należało wyjechać z miasta drogą SR71. Po 33 kilometrach dojechaliśmy do Bibbieny, gdzie w trakcie Giro z 1983 roku etap wygrał Palmiro Masciarelli. Do niedawna manager ekipy Acqua e Sapone. Zarazem ojciec chłopaków, którzy kontynuowali rodzinne tradycje w zawodowym peletonie. Za Bibbieną musieliśmy skręcić w lewo na drogę SP70 i przez Poppi dojechać do wioski Borgo a Collina. Tu raz jeszcze należało odbić w lewo i przejechać przez Castel San Niccolo. Ostatecznie zaparkowaliśmy w pierwszym dogodnym miejscu za rozdrożem, które wyglądało na początek podjazdu pod Monte Secchieta (1435 metrów n.p.m.). Wzniesienia w paśmie górskim Pratomagno oddzielającym wspomniane doliny Valdarno i Cesentino. Góra ta nigdy nie została sprawdzona na Giro d’Italia. Nie tylko w całości, ale nawet choćby w części. Ja miałem szansę ją odwiedzić już w lipcu 2011 roku, gdy pewnego dnia podjeżdżałem od dwóch stron do pobliskiego opactwa Vallombrosa. Jednak wtedy nie zdecydowałem się na przedłużenie tych wspinaczek o dalsze dziewięć kilometrów. Okazja do nadrobienia owej zaległości pojawiła się w sezonie 2014, przy czym przyszło mi zaatakować Secchietę od zupełnie innej, bo wschodniej strony. Na zboczach tej góry rozwijało się niegdyś lokalne narciarstwo. Do roku 1988 funkcjonowały tu trzy trasy zjazdowe i jedna biegowa. Nas jednak interesowały wyłącznie kolarskie walory tego wzniesienia czyli około 1000 metrów przewyższenia. Amplituda nie do pogardzenia. Dzięki swej wielkości góra była godna naszego zainteresowania, pomimo zupełnie czystej karty na polu kolarskiej historii. Wystartowaliśmy kwadrans po dwunastej przy temperaturze 32 stopni. Dzień jak co dzień pod włoskim niebem. Podjazd musiałem zacząć od krótkiego zjazdu, gdyż od wspomnianego rozdroża dzieliło nas 350 metrów.

Na pierwszych siedmiu kilometrach nachylenie z rzadka przekraczało 6 %. Na drugim kilometrze minąłem skręt w prawo ku Vertelli (1,1 km) oraz w lewo ku Barbiano (1,4 km). Dojechawszy do Montemignaio (6,2 km) trzeba było skręcić w prawo i objechać romański kościół z wieżyczką. Co ciekawe z tej liczącej niespełna 600 mieszkańców miejscowości pochodzi Marcello Mugnaini. Kolarz, który w latach 1964-67 wygrał dwa górskie etapy Giro d’Italia, zaś w Tour de France z roku 1966 „pirenejski klasyk” Pau-Luchon. Nie ograniczał się przy tym do polowania na etapowe sukcesy. We wspomnianym Tourze był bowiem piąty w generalce, zaś na Giro siódmy i czwarty w latach 1964-65. Po przejechaniu 7,4 kilometra dojechałem do wioski Castello Prato (805 m. n.p.m.) i tu popełniłem błąd w nawigacji. Pojechałem prosto nie zauważając drogi skręcającej ostro w lewo pod kątem niemal 180 stopni. Chwilowy zjazd niespecjalnie mnie zdziwił. Minął mnie na nim cyklista wyglądający na włoskiego młodzieżowca. Siadłem mu na koło, lecz po chwili zaniepokojony przedłużającym się „falsopiano” zapytałem go czy ta droga prowadzi na Secchietę. Dobrze zrobiłem, gdyż dowiedziałem się, że jedziemy na passo della Consuma (1060 m. n.p.m.). Musiałem więc zawrócić by w centrum Castello Prato skręcić w prawo, od razu stromo pod górę. Na całej pomyłce straciłem trzy minuty, nadrabiając około 1100 metrów. Dario mocno się zdziwił gdy już po raz drugi na tej samej górze go wyprzedziłem. Pierwsze pięć kilometrów za Castello Prato było zdecydowanie najtrudniejszym fragmentem całego wzniesienia. Średnie nachylenie wynosiło tu 7,7 %, lecz dwucyfrowa stromizna wcale nie należała do rzadkości. Dojechawszy do przełęczy Croce Vecchia – 1200 m. n.p.m. (12,5 km) zatrzymałem się by poczekać na Darka. Droga rozchodziła się stąd na prawo i lewo. Ta pierwsza biegła w dół ku wspomnianej Vallombrosie. Pojechaliśmy więc w lewo w głąb ciemnego i mokrego lasu, który mocno kontrastował z nasłonecznionym terenem poniżej przełęczy. Wspinaczkę zakończyłem po przejechaniu 17 kilometrów czyli podjazd w wersji netto miałby 15,9 kilometra i według danych z programu „veloviewer” około 960 metrów przewyższenia. Ten odcinek przejechałem w czasie 1h 00:59 przy przeciętnej prędkości 15,6 km/h. Na górze zastaliśmy nieczynną restaurację. Przed nami mieliśmy zaś szutrową ścieżkę i widok na maszty radiowo-telewizyjne. Natomiast za plecami zamknięty teren wojskowy należący do 3. Regimentu Łączności – Batalionu „Abetone”.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/167652414

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/167652414

ZDJĘCIA

Monte Secchieta_001

Zdjęcie 1 z 25