DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Torbole
Wysokość: 1529 metrów n.p.m.
Przewyższenie: 1461 metrów
Długość: 15,2 kilometra
Średnie nachylenie: 9,6 %
Maksymalne nachylenie: 12,5 %
PROFIL
Gdy dojechaliśmy do miasta na północno-wschodnim krańcu Lago di Garda było tam zbyt tłoczno aby spokojnie wypakować się z samochodów. Dlatego postanowiliśmy podjechać jeszcze półtora kilometra do położonego przeszło 140 metrów ponad taflą jeziora miasteczka Nago. Tam znaleźliśmy parking nieopodal dużego ronda na drodze SS240. Na wąskim odcinku z Torbole do Nago obowiązuje zakaz jazdy rowerami. Na szczęście równolegle do owej krajówki biegnie służąca przede wszystkim rowerzystom Via Europa. Dzięki niej bez łamania prawa mogliśmy zjechać do Lungolago na start naszej drugiej wspinaczki. Czekał nas kolejny tego dnia podjazd najwyższej kategorii. Gdy nie fakt, że tego dnia spotkaliśmy się już z Punta Veleno uznalibyśmy go za nie lada wyzwanie. Jednak po pokonaniu wcześniejszej przeszkody już nic nie było w stanie nas wystraszyć. Tymczasem było się czego obawiać. Według „cyclingcols” podjazd z Torbole do Prati di Nago alias Monte Varagna (1520 m. n.p.m.) liczy sobie 15,6 kilometra o średnim nachyleniu 9,3% i max. 12,5%. Trzeba na nim pokonać przewyższenie aż 1445 metrów. Na podjeździe tym aż dziesięć jednokilometrowych odcinków trzyma na średnim poziomie co najmniej 9%. Na ostatnich sześciu kilometrach stromizna utrzymuje się na poziomie od 10,5 do 12,5%. Do tego owa stopniowo rośnie by swe apogeum osiągnąć na ostatnim kilometrze! Do nierównego starcia z tym olbrzymem wystartowaliśmy o godzinie 17:20. Sam dojazd do Nago trzymał na poziomie około 9%, więc wolałem zacząć go ostrożnie. Romano poszedł bardzo ostro od startu. Pierwsze 1400 metrów pokonał w czasie 7:11 (avs. 12,3 km/h i VAM 1157 m/h). Darek stracił do niego 23 sekundy, ja 31, zaś Adam 45. Dojechawszy w rejon naszego parkingu Romek pojechał prosto po Scipio Sighele. Biorąc swego lidera za przewodnika podążyliśmy jego śladem. To był nasz wspólny błąd. Tym samym zamiast skręcić na południe pojechaliśmy na wschód. Niebawem dogoniłem Romka i razem wjechaliśmy na „Pista Ciclabile Mori-Torbole”. Darek i Adam jechali za nami z niewielką stratę. Droga od czasu do czasu pięła się do góry, lecz zdecydowanie za słabo jak na moje wyobrażenie o trudnym podjeździe pod Monte Varagna. Na czwartym kilometrze za Torbole falsopiano zmieniło się w zupełnie płaski teren, więc nabrałem pewności, że jedziemy po niewłaściwej drodze. Postanowiliśmy zawrócić w kierunku Nago i tam poszukać dalszej części górskiego szlaku. Po drodze minęliśmy kolegów, którzy na własną rękę postanowili odnaleźć wiodącą do Prati di Nago via Monte Baldo.
Dario wjechał na SS240 i dotarł do Nago przez via Masera, po czym dobił do wspomnianej drogi na wysokości 260 metrów n.p.m. Adam po prostu zawrócił i ostatecznie odnalazł właściwy szlak w podobny sposób co Darek. Natomiast my postanowiliśmy zjechać do parkingu by dopiero tam skorygować błąd w nawigacji. Niestety Romano przebił na zjeździe gumę i musiał dłużej zostać przy aucie. Chciałem na niego poczekać, ale odrzekł bym nie tracił na to czasu. Rozejrzałem się po okolicy i wjechałem na Via al Castel Penede. Tym niemniej ruszyłem na zachód. Ta opcja już po trzystu metrach okazała się być ślepą drogą. Zawróciłem więc w kierunku parkingu i pojechałem ta samą ulicą, lecz w przeciwnym kierunku. Z początku nie wyglądało to obiecująco, gdyż nachylenie było ledwie umiarkowane. Niemniej już 800 metrów za parkingiem stromizna wyskoczyła ponad 10% i stało się jasne, że jadę tam gdzie trzeba. Na początku drugiego kilometra mój szlak połączył się z tym, który kilka minut wcześniej wybrali Adam z Darkiem. Oczywiście w tym momencie nie nie wiedziałem czy i jak prędko oni znaleźli tą prawidłową ścieżkę. Jednym słowem pełna zagadka. Gonię czy jestem goniony? Zresztą czy to ważne. Na tak trudnym podjeździe amatorom ciężko o wysublimowaną taktykę. Trzeba po prosto jechać przed siebie na poziomie 90-95 % własnych możliwości. Pierwsze 1300 metrów na via Monte Baldo przejechałem w 7:08 (avs. 11,6 km/h i VAM 1180 m/h). Już tu nadrobiłem nad kolegami nieco ponad minutę. Darek przyznał, iż ze względów taktycznych zaczęli spokojnie by mieć siły na odparcie pościgu jak już zobaczą mnie za swymi plecami. Dojrzałem ich w oddali na końcu długiej prostej w okolicy Malga Zures (680 m. n.p.m.). Oczywiście „zające też wyczuły charta” i zaczęła się jazda na całego. Tymczasem do szczytu pozostało nam stąd jeszcze około osiem kilometrów, z czego najbliższe pięć na równym poziomie od 9,2 do 10,8%. Energii mi nie brakowało, więc za cel postanowiłem sobie dogonienie obu znamienitych górali. Nie było o to łatwo. Dla przykładu trzykilometrowy odcinek pomiędzy wysokościami 820 a 1120 metrów n.p.m. przejechałem w 17:09 (avs. 10,6 km/h i VAM 1105 m/h). Pomimo to nad Adamem nadrobiłem ledwie 28 sekund, zaś nad Darkiem tylko 42. Co ciekawe jadący za nami Romek też trzymał ten poziom uzyskując tu czas 17:19. Odrabianie dystansu szło mi zatem bardzo mozolnie, ale też mobilizowało do wytężonej pracy. Przyznam, że takie nasze przyjacielskie pojedynki najbardziej sobie cenię. Góry na których wszyscy byliśmy w gazie i chętni do mocnego kręcenia.
Powyżej Dos Remit (1140 m. n.p.m.) podjazd stał się jeszcze bardziej stromy. Ostatnie 3500 metrów prowadziło krętym szlakiem przez dziesięć jodłowych wiraży tzw. „tornanti degli abeti”. Około dwa kilometry przed szczytem dotarłem do osady Prati di Nago (1298 m. n.p.m.). Nachylenie nieco tu odpuściło, ale już wkrótce użądliło ze zdwojoną mocą. Na końcówce Adam nieco osłabł. Udało mi się go dopaść i wyprzedzić. Do Darka też miałem coraz bliżej. Niemniej ostatecznie nie starczyło mi szosy. Mój starszy kolega dzielnie się bronił. Na finałowym odcinku 2,1 kilometra o średniej 12% stracił do mnie tylko 26 sekund. Przejechałem tą końcówkę w 13:13 (avs. 9,6 km/h i VAM 1149 m/h). Dario uzyskał tu czas 13:39, zaś Adam 15:37. Niemniej i tak najszybciej z nas finiszował tu później Romano pnąć się do kresu szosy w czasie równo 13 minut. Darek resztkami sił obronił się przed moim pościgiem. Naszą wspinaczkę zakończyliśmy na małym parkingu, gdzie asfalt stopniowo ustępował pola kamienistej drodze wiodącej dalej ku Rifugio Altissimo Damiano Chiesa (2079 m. n.p.m.). Dotarliśmy nieco wyżej niż wskazuje to załączony profil wzniesienia, bo na wysokość około 1550 metrów n.p.m. Ostatnie dwieście metrów było znacznie bardziej strome niż awizowane maksimum. Zakończyłem jazdę po przejechaniu 20,3 kilometra w czasie netto 1h 37:05 (avs. 12,6 km/h). Jeśli chodzi o czystą wspinaczkę to na stravie najdłuższy znaleziony segment obejmuje ostatnie 11,8 kilometra tego wzniesienia. Ten sektor o przewyższeniu 1288 metrów i średniej 10,9% przejechałem w 1h 08:45 (avs. 10,4 km/h i VAM 1124 m/h). Liderem na nim jest David Dario Cioni – czwarty kolarz Giro d’Italia z sezonu 2004, który jako jedyny złamał tu godzinę czasem 57:38 (avs. 12,4 km/h i VAM 1341 m/h). Cała nasza ekipa spisała się wybornie. Na tej górze zarejestrowano dotąd czasy aż 1155 ludzi. W tak dużym peletonie wszyscy mieścimy się w czołowej „50-ce”! Mój wynik daje mi na razie dziewiętnaste miejsce. Darek jest 34. z czasem 1h 12:23, Romek 43. z 1h 13:06, zaś Adam 49. z 1h 14:09. Przy czym Romano wykręcił tu czas netto 1h 10:56 co dałoby mu 24 pozycję. Na górze było tylko 16 stopni i zaczęło padać. Strzeliliśmy sobie pamiątkową fotkę i czym prędzej zaczęliśmy odwrót. Na drugim kilometrze zjazdu spotkaliśmy finiszującego Romka. Niestety z uwagi na późną porę dnia i pogorszenie pogody o dobrych zdjęciach z tej trasy mogłem zapomnieć. Na parking w Nago dotarłem kilka minut przed dwudziestą. Tego dnia przejechałem w sumie 52,5 kilometra z przewyższeniem 2538 metrów. Ilość średnia, lecz jakość najwyższa z możliwych.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/683067372
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/683067372
ZDJĘCIA

