DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Cassino
Wysokość: 488 metrów n.p.m.
Przewyższenie: 439 metrów
Długość: 8,5 kilometra
Średnie nachylenie: 5,2 %
Maksymalne nachylenie: 7 %
PROFIL
OPIS
Bed & Breakfast Le Ninfee okazało się bardzo ładnym miejscem. Duży dom z kilkoma pokojami gościnnymi. Wielki ogród pełen drzewek oliwnych. W ogrodzie basen, do którego Darek zdążył jeszcze wskoczyć pomimo późnej pory. Hacjenda sprawiała wrażenie posiadłości dawnych rzymskich patrycjuszy. Mogliśmy tu skorzystać z dobrze wyposażonej kuchni i przygotować sobie gorący posiłek na koniec dnia. Co więcej gospodyni zgodziła się wyprać nasze brudne rzeczy. Przede wszystkim kolarskie ciuchy niepierwszej świeżości, których trochę się nazbierało podczas minionego tygodnia. Co prawda pokój był niewielki, ale ze sporym balkonem. W pakiecie mieliśmy więc ładny widok na okoliczne wzgórza. Między innymi na Montecassino, które chcieliśmy zdobyć w czwartkowe przedpołudnie. Nocleg za cenę 60 Euro dla dwóch osób. Niewątpliwie wart swej ceny. W programie ósmego etapu mieliśmy trzy wzniesienia w południowej części regionu Lazio. Wszystkie na terenie prowincji Frosinone. Najpierw niejako na przystawkę wspomniane Montecassino (490 m. n.p.m.). Następnie w godzinach popołudniowych dwa główne dania z czwartkowego menu. Na pierwsze podjazd pod przełęcz Forca d’Acero (1535 m. n.p.m.), zaś na drugie wspinaczkę do stacji narciarskiej Campo Catino (1790 m. n.p.m.). Pod tą pierwszą górę nie przyciągnęły nas walory sportowe czy nawet religijne tego miejsca. Pierwszy klasztor powstał tu w 529 roku na miejscu dawnej świątyni Apolla. Fundatorem był św. Benedykta z Nursji, założyciel najstarszego zakonu Zachodniej Europy. Następnie zburzony przez Longobardów w 577 roku po raz pierwszy został odbudowany dopiero w roku 717. Po niszczycielskim najeździe Saracenów z roku 883 odrodził się już szybciej bo w roku 949. Kolejny dramat tego miejsca jest już mocno związany XX-wieczną historią Polski. Dlatego dla nas było to przede wszystkim miejsce krwawych bitew prowadzonych od stycznia do maja roku 1944 pomiędzy wojskami niemieckimi a siłami alianckimi. Alianci dążyli tu do przełamania tzw. linii Gustawa celem otwarcia sobie drogi na Rzym. W czwartej i ostatniej fazie tych zmagań kluczową rolę odegrali polscy żołnierze II Korpusu Wojska Polskiego pod wodzą generała Władysława Andersa. 18 maja zatknęli biało-czerwoną flagę w ruinach opactwa, które zostało zniszczone już w połowie lutego po ciężkich bombardowaniach lotnictwa alianckiego.
Miesiąc przed nami w sam raz na 70 rocznicę tej krwawej bitwy po raz pierwszy zajrzało tu Giro d’Italia. W końcówce liczącego aż 247 kilometrów szóstego etapu ze startem w Sassano wiele się działo. Niemniej to nie sama góra rozbiła stawkę, lecz wielka kraksa na przedzie peletonu która wydarzyła się podczas przejazdu przez rondo już na ulicach Cassino. Na zamieszaniu skorzystali przede wszystkim kolarze BMC i Orica-Greenegde. Ostatecznie do mety razem dojechało czterech kolarzy, z których najszybszy okazał się Michael Matthews. Australijczyk wyprzedził na finiszu Belga Tima Wellensa i swego rodaka Cadela Evansa. Ponad 20-osobowa grupa z większością faworytów, w tym nasz Rafał Majka straciła do nich 49 sekund. Góra nie jest na tyle trudna by w normalnych warunkach rozbić w puch profesjonalny peleton. Długa na 8,5 kilometra o średnim nachyleniu 5,3 % i max. ledwie 7,4 % zasługuje tylko na miano premii górskiej drugiej kategorii. Ścigano się na niej także podczas wyścigu Tirreno – Adriatico z 1980 roku. Również wówczas zmagania „profich” zakończyły się finiszem z grupy. Wygrał Belg Roger De Vlaeminck przed Szwedem Alfem Segersallem i Włochem Francesco Moserem. Wyścig „Dwóch Mórz” zaglądał też i to dwukrotnie do położonego u podnóża klasztornej góry miasta Cassino. W 1968 roku najszybszy okazał się tu Niemiec Rudi Altig, zaś w sezonie 1988 włoski sprinter Adriano Baffi. Z naszego nocnego lokum pod wsią Portella do podnóża góry mieliśmy nieco ponad pięć kilometrów. Z tego powodu jak i na skutek porannego deszczu nieco ociągaliśmy się z opuszczeniem gościnnych progów Le Ninfee. W Cassino dość szybko znaleźliśmy początek podjazdu u zbiegu Via Casilina Sud i Via Montecassino, zaś nieopodal kryty parking, na którym przebraliśmy się i zostawiliśmy samochód. Kilka minut po jedenastej byliśmy gotowi do jazdy. Dario sugerując się zapewne wcześniejszym deszczem ubrał się zbyt ciepło, więc ruszył spokojnie. Ja nieco szybciej, acz nie na pełen gaz. Na dole były 23 stopnie Celsjusza. W środkowej fazie gdy tylko wyjrzało słońce temperatura skoczyła do 27, zaś na samej górze mój licznik zanotował wciąż przyjazne 22 stopnie.
Na mapie podjazd wygląda na bardzo kręty. Niemniej w praktyce jest na nim tylko siedem ciasnych wiraży. Pierwszy bierze się tuż po przejechaniu pierwszego kilometra. Drugi dopiero w połowie trzeciego kilometra na wysokości zamku Rocca Janula (2,45 km). Trzeci i czwarty mija się na czwartym kilometrze wzniesienia, po przejechaniu odpowiednio 3,22 i 3,78 kilometra od startu. Regularne nachylenie tej góry pozwala na jazdę w równym, dostosowanym do własnych możliwości rytmie. Z niejednego miejsca na drodze dobrze widoczny jest potężny gmach benedyktyńskiego opactwa. Po przeciwnej stronie jeszcze lepszy widok mamy na dolinę rzeki Liri i 35-tysięczne dziś Cassino. Bez trudu spostrzec można było feralne rondo, na którym poległ niejeden z faworytów tegorocznego Giro. Piąty wiraż mija się dopiero po przejechaniu 5,32 kilometra już po zachodniej stronie góry. Ostatnie dwa w mniejszych odstępach czasu tj. po przebyciu 5,97 i 6,33 kilometra od startu. Na początku ósmego kilometra droga zaczyna się owijać się wokół wierzchołka góry, której najwyższy punkt wznosi się na wysokość 519 metrów n.p.m. Po przejechaniu 7,94 kilometra od głównej drogi w prawo odchodzi uliczka prowadząca na położony nieco niżej Polski Cmentarz Wojskowy. Pochowano na nim 1072 naszych żołnierzy poległych w bitwie oraz kilka osób w okresie późniejszym, w tym gen. Andersa po śmierci w roku 1970. Ostatnie kilkaset metrów jest już niemal płaskie i prowadzi po szerokim łuku w lewo. Etapowa meta rodem z Giro została usytuowana na rozszerzeniu drogi, które na co dzień służy tu za parking dla autobusów wycieczkowych. My dokręciliśmy jeszcze ze sto metrów zatrzymując się u samych bram opactwa na brukowanym placu. W naszych kolarskich strojach wejść dalej już się nie godziło. Na pokonanie tego dość skromnego podjazdu potrzebowałem tylko 27 minut i 17 sekund jadąc z przeciętną prędkością 17,7 km/h. Przy bardziej bojowym nastawieniu tego typu wzniesienie mógłbym zapewne przejechać ze średnią 19, a może nawet 20 km/h. W trakcie zjazdu odwiedziliśmy oczywiście Polski Cmentarz, acz do mogił nie zjechaliśmy. Poprzestaliśmy na krótkiej wizycie w muzeum otwartym całkiem niedawno przy wejściu do tej nekropolii.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/167649222
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/167649222
ZDJĘCIA

