Jako się rzekło nasz sobotni rekonesans nie był nazbyt wymagający. Ograniczył się do zdobycia tylko jednej nieszczególnie trudnej przełęczy. Tym niemniej długa samochodowa podróż na zachodnie krańce Niemiec dać nam się musiała we znaki bardziej niż przypuszczaliśmy. Nie nastawiając budzika na niedzielny poranek spaliśmy jak zabici do dziesiątej. Zanim zjedliśmy śniadanie i wyszykowaliśmy się w drogę było już południe. Szczęśliwie na spotkanie z kolejnymi górami nie musieliśmy jechać daleko. Gorzej, że niebo nie zwiastowało na ten dzień dobrej pogody. Drugi etap naszego Schwarzwald Rundfahrt mieliśmy zacząć w Kirchzarten położonym niespełna 10 kilometrów na wschód od Freiburga. Ponad 30-kilometrowy dojazd z Bahlingen miał nam zająć około pół godziny. Wyszło nieco więcej z uwagi na przymusowe tankowanie. Położone u podnóża Schwarzwaldu Kirchzarten jest miasteczkiem z kolarskimi tradycjami. Od 1997 roku gości uczestników jednego z najtrudniejszych maratonów w światku kolarzy MTB, a mianowicie Black Forest Ultra Bike Maraton. W tym roku na starcie tej imprezy stanąć miało blisko 5.000 uczestników, dla których przygotowano pięć wersji trasy – w tym najtrudniejszą o długości 116 km i łącznym przewyższeniem 3150 metrów. Nas na dwa tygodnie przed wielkim świętem górali czekało znacznie prostsze zadanie.
Oryginalny plan zakładał zrobienie dwóch podjazdów z jednej bazy wypadowej. Mieliśmy podjechać z Kichrzarten do stacji narciarskiej Notschrei (1119 m. n.p.m.) i dalej pokonawszy kilka kilometrów po płaskowyżu dotrzeć do przełęczy Schauinsland (1182 m. n.p.m.), po czym zjechać do Freiburga. W mieście tym zawrócić i znaną nam już trasą wrócić do Kirchzarten przy okazji zaliczając bardzo solidny podjazd pod Schauinsland. Kiepska pogoda zweryfikowała te plany, ale i tak przy sporej dozie samozaparcie udało się wziąć oba wzniesienia. Po znalezieniu parkingu w centrum sennego Kirchzarten ruszyliśmy na Notschrei zjeżdżając z Freiburger Strasse. Z tej głównej ulicy skręciliśmy w Oberrieder Strasse przejeżdżając między polem kempingowym a miejscowym stadionem piłkarskim. Po przejechaniu 1,1 km wjechaliśmy na prowadzącą w góry szosę nr L126. Na drugim kilometrze po lewej ręce mieliśmy miejscowe lotnisko, zaś przed nami w górze niestety co raz bardziej stalowoszare chmurzyska. Po przejechaniu 2,9 kilometra minęliśmy zjazd w drogę K4960, zaś kilometr dalej miasteczko Oberried. Podjazd jeszcze na dobre się nie zaczął. Na pierwszych czterech kilometrach średnie nachylenie podjazdu wyniosło bowiem ledwie 1,9 % przy max. 3,9 %. Notschrei (13,7 km przy średniej 5,4 %) to niewątpliwie podjazd o dwóch obliczach tzn. łagodnym w pierwszej części i znacznie bardziej surowym w drugiej fazie. Przy tym to jedyny z największych podjazdów Schwarzwaldu, który pokazał się na trasie Tour de France. Uczestnicy Touru przemknęli tędy podczas drugiej tercji trzyczęściowego pierwszego etapu „Wielkiej Pętli” z roku 1971. Pierwszy na szczycie był słynny Holender Joop Zoetemelk.
Na piątym i szóstym kilometrze wciąż jeszcze jechaliśmy wśród porozrzucanych wzdłuż drogi domostw, acz najbardziej przykuł nasza uwagę rodzaj akweduktu wybudowany po prawej stronie szosy, który minęliśmy jakieś 5,2 kilometra od centrum Kirchzarten. Środkowa część podjazdu była już solidniejsza, lecz wciąż nie zmuszała do większego wysiłku. Odcinek między 4 a 7,6 km od startu miał średnie nachylenie 4,4 % przy max. 7,8 %. Żarty skończyły się z chwilą gdy przyszło nam minąć boczną drogę K4959 wiodąca ku wiosce Sankt Wilhelm. Trzeba było trzymać się głównego szlaku czyli L126, lecz znak drogowy z góry ostrzegał iż wkrótce trzeba się będzie zmierzyć z 14%-ową stromizną. Droga weszła w las i zaczęła się piąć w górę pod mniej przyjemnym kątem. Dość powiedzieć że ostatnie sześć kilometrów tego wzniesienia miało średnio 8 %, a max. 13,3 % – czyli z grubsza zgodnie z drogowym ostrzeżeniem. Najmniej przyjemne było pierwsze półtora kilometra tej stromizny kończące się w okolicy parku rozrywki Steinwasen (9,3 km). Do tego czasu można się już było oswoić z czekającymi nas trudami i w właściwymi sobie rytmie uporać się z pozostałym do szczytu dystansem. Przejechanie tego niespełna 14-kilometrowego podjazdu zajęło mi przeszło 46 minut przy średniej prędkości 17,7 km/h. Około 10 minut przyszło mi czekać na Darka, po czym jak zwykle chwila dla fotoreporterów i przygotowanie do zjazdu. Na górze zaczęło mżyć i było tylko 15 stopni Celsjusza. Zgodnie podjęliśmy decyzję by od razu zjechać do Kirchzarten i przeczekać w dolinie nieuchronnie zbliżający się deszcz, a potem podjechać samochodem do Freiburga i stamtąd zaatakować Schauinsland jeśli aura pozwoli.
ZDJĘCIA

