Sella di Rioda

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Ampezzo

Wysokość: 1802 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1233 metry

Długość: 24 kilometry

Średnie nachylenie: 5,1 %

Maksymalne nachylenie: 14 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

Wstępnie zakładałem, że w trakcie ostatniego dnia tej wyprawy zaliczymy dwie niespełna 10-kilometrowe, lecz bardzo strome wspinaczki. To znaczy Malga Poccet (1452 m. n.p.m.) z Pietratagliaty oraz Monte Lussari (1749 m. n.p.m.) z Valbruny. Całą przygodę mieliśmy zakończyć na trasie górskiej czasówki, gdzie rozstrzygnęły się losy Giro d’Italia 2023. W miejscu gdzie Primoz Roglic pokonał i zdetronizował Gerainta Thomasa. Niemniej aby mieć szanse na „zmęczenie” najtrudniejszej części tego wzniesienia to jest przeszło 4-kilometrowego segmentu o stałej stromiźnie 14-16% potrzebowałem przełożenia 34/32, którego mi tu brakowało. Mogłem liczyć co najwyżej na tryb 28. Dlatego na pożegnanie z Italią zaproponowałem Adrianowi podjazd na Sella di Rioda, oryginalnie przymierzany do ósmego etapu tej wycieczki. Tym samym w sobotę mieliśmy długi podjazd zamiast dwóch krótkich. Przy aucie załadowanym do pełna jeden przystanek na trasie był znacznie wygodniejszym rozwiązaniem niż dwa. Przed tą wspinaczką obawiałem się tylko licznych tuneli na dolnym odcinku poniżej sztucznego Lago di Sauris. To był mój trzeci w życiu wjazd na Altopiano di Casera Razzo. To jest na płaskowyż położony na wysokości około 1800 metrów n.p.m., na obszarze gminy Vigo di Cadore, a zatem już w granicach Wenecji Euganejskiej. Do tego miejsca biegną trzy górskie szlaki, z czego dwa prowadzące w przeważającej mierze szosami Friuli-Wenecji Julijskiej.

Mamy tu wspinaczkę wschodnią z Entrampo przez Val Pesarina kończącą się na Sella di Razzo (1739 m. n.p.m.). Przeszło 26 kilometrów z przeciętnym nachyleniem 4,6%. Podjazd zachodni z Treponti nad rzeką Piawą na Sella Ciampigotto (1798 m. n.p.m.). Ponad 16 kilometrów o średniej 6,4%. W końcu zaś południowy z Ampezzo w rejonie Alta Val Tagliamento wiodący przez Sauris na Sella di Riodę. Pierwsze z owych wzniesień pokonałem w lipcu 2012, zaś drugie w sierpniu 2018 roku. Pozostało mi zaliczyć trzecią premię górską z tego zestawu. Ponoć najtrudniejszą z nich. U podnóża owej góry pojawiliśmy się ledwie kwadrans po opuszczeniu Forni di Sotto. W Ampezzo alias Dimpeç zaczynałem trzynaście lat temu 11-kilometrowy podjazd na Passo del Pura (1425 m. n.p.m.). Tamta wspinaczka zaczynała się od 3-kilometrowego odcinka na drodze SS52. W przypadku wjazdu na Sella di Rioda korzysta się jedynie z szosy SP73, zaś wszystko zaczyna się po zjeździe z wspomnianej „krajówki”. Pierwsze 9 kilometrów tego podjazdu wiedzie doliną potoku Lumiei. Na samym początku mieliśmy tu bardzo łagodny odcinek czyli 2200 metrów z przeciętnym nachyleniem tylko 2,5%. Od mostu nad Rio Nier stromizna stała się odczuwalna. Kolejne dwa kilometry z hakiem to już sektor ze stromizną o średniej 6,7%. Nieco wyżej solidniejsze nachylenie było też ósmym i dziewiątym kilometrze. W połowie piątego kilometra wjechaliśmy do pierwszej z siedmiu galerii czyli 527-metrowej Clap della Polenta. W każdej z nich droga była wyłożona kostką, zaś niektóre wiodły po łuku. Oświetlenia może i nie brakowało, ale jednak miejscami robiło się ciemno. Łącznie do przejechania w półmroku mieliśmy tu 2,5 kilometra. Najdłuższy tego rodzaju kawałek trafił się tuż przed Lago di Sauris. Mam na myśli tunel Galleria della Diga o długości 776 metrów.

Diga po włosku znaczy zapora. Ta akurat czyli Diga della Maina powstała w latach 1941-1948. Ma wysokość 136 metrów i w chwili jej otwarcia była najwyższą we Włoszech, a drugą w całej Europie. Utworzyła ona sztuczne jezioro o powierzchni 1,57 km2, pod którego wodami spoczęła wioska Maina. Po koronie owej zapory biegnie Via San Valentino schodząca ku jezioru ze wspomnianej już przeze mnie przełęczy Pura. Mijając tamę byliśmy dopiero na poziomie 977 metrów n.p.m. Do przejechania pozostało nam zatem niemal 15 kilometrów i przeszło 800 metrów w pionie. Na początek 2,1 kilometra wzdłuż wschodniego brzegu jeziora. Odcinek zasadniczo płaski, za wyjątkiem krótkiej ścianki w połowie jedenastego kilometra. Od początku dwunastego kilometra pierwszy z trzech stromych segmentów. Odcinek o długości 2,3 kilometra przy średniej 9 i max. 12,7% kończący się przejazdem przez Sauris di Sotto (1212 m. n.p.m.). Miejscowość ta była najwyżej położonym ośrodkiem gminnym w całym Friuli-Venezia Giulia, do czasu przyłączenia Sappady do tego regionu. Sauris była jeszcze jedną germańska wyspa językowa na naszym szlaku przez północno-wschodnią Italię. Niemiecka nazwa owej gminy to Zahre. Założyli ją górale przybyli z dolin: Lesachtal (Karyntia) i Pustertal (Południowy Tyrol). Jej obecni mieszkańcy słynną z produkcji: prosciutto crudo, speck di Sauris oraz lokalnego piwa. Wioska jak z obrazka. Przy tym upiększona ślicznymi muralami. W tym miejscu zapraszam do zdjęć, które Adrian umieścił na stravie. Na czternastym kilometrze mieliśmy pół kilometra luzu, po czym zaczęliśmy kolejny mocny sektor. Tym razem 3-kilometrowy o średniej 7,6 i max. 11,2%. W jego dolnej części minęliśmy aż osiem wiraży, zaś w górnej przejechaliśmy przez Sauris di Sopra.

Na osiemnastym kilometrze podjazd znów odpuścił. Przez kolejne 2,6 kilometra nachylenie było znikome. W pierwszej części łagodne, zaś w drugiej żadne. Na tym zupełnie płaskim odcinku w połowie dwudziestego kilometra wjechaliśmy do regionu Veneto. Jakieś 700 metrów dalej za mostem nad wyschniętym korytem potoku Felempecle rozpoczęliśmy finałową fazę tej wspinaczki. Na sam koniec mieliśmy do pokonania 3,3 kilometra o średniej 9,2% i max. 13,9%. Kolejny stromy i kręty odcinek z ośmioma zakrętami. Przydrożne znaki straszyły tu nawet stromizną na poziomie 18%, ale realia były bardziej znośne. Tak czy owak lekko nie było i musiałem się sprężyć by utrzymać kontakt z Adkiem. Prawdziwy podjazd skończył się w połowie 24. kilometra na łuku w prawo nieopodal szczytu Monte Pezzocucco (1914 m. n.p.m.). Półkilometrowy dojazd do tablicy był już zupełnie płaski. Minęliśmy linię naszej premii górskiej chwilowo bez przystanku. Zatrzymaliśmy się na zdjęcia dopiero w drodze powrotnej. Tymczasem naszą metą była położona jakieś 2,5 kilometra dalej, a przy tym nieco niżej Malga Casera Razzo. Schronisko było opanowane przez motocyklistów, ale znaleźliśmy przed nim miejscówkę na skonsumowanie naszych zestawów „strudel und kaffe”. Warto było zmienić plany, by zaliczyć ten zróżnicowany podjazd pełen pięknych widoków. Jazda w optymalnej temperaturze pod błękitnym niebem z finezyjnie układającymi się chmurkami. Wszystko tu zagrało, także pod kątem dokumentacji fotograficznej. Na sam koniec pozostał już tylko długi zjazd do Ampezzo. Rzecz jasna z odrobiną dreszczyku w wilgotnych tunelach poniżej Lago di Sauris. Po wszystkim zaś około wpół do trzeciej zaczęliśmy 540-kilometrowy transfer przez Austrię na czeski nocleg we Vranovicach (Kraj południowomorawski). Dzięki niemu w niedzielę pozostało nam już tylko 8 godzin jazdy do Trójmiasta.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15874333610

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15874333610

ZDJĘCIA

FILM

Pian delle Streghe

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Cercivento

Wysokość: 1531 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 970 metrów

Długość: 11,3 kilometra

Średnie nachylenie: 8,6 %

Maksymalne nachylenie: 13 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

Zgodnie z chronologią zdarzeń zacznę od drugiej z piątkowych wspinaczek Adriana. Mój kompan po zjechaniu z Monte Zoncolan miał do wyboru aż trzy ciężkie góry w bliskiej okolicy Ovaro lub wręcz z ulic tego miasteczka. Krótka wycieczka na północ ku Comeglians dawała możliwość wypadu na Monte Crotis (1982 m. n.p.m.) czyli zaliczenia przeszło 14-kilometrowego podjazdu o średnim nachyleniu 10,1%. Niedoszłej premii górskiej z Giro d’Italia 2011. Z kolei na zachodnim czyli lewym brzegu potoku Degano czekała na niego masakryczna wspinaczka na Passo della Forcella (1825 m. n.p.m.). Tylko 9,5 kilometra podjazdu, ale o średniej aż 14%. Przy tym im dalej tym mocniej. Pierwsze 3 kilometry z przeciętną 8,2%. Kolejna „trójka” już na poziomie 14,6%! Natomiast ostatnie 3500 metrów ze średnią aż 18,5%!! Jednym słowem premia górska, przy której nawet Zoncolan wygląda blado. To sławetna La Stentaria z maksymalną stromizną 24, czy nawet 28% jak podają znaki drogowe. Adek nie zaszalał. Tego popołudnia postawił na Monte Arvenis. To znaczy na podjazd z Ovaro do Malga Arvenutis (1516 m. n.p.m.). Blisko tysiąc metrów w pionie. W sumie 985 na dystansie lewdie 8,6 kilometra czyli ze średnim nachyleniem 11,4%, zbliżonym do tego z zachodniego Zoncolanu. Ta wspinaczka też zaczyna się na drodze SP123, lecz już po 550 metrach odbija w prawo do wioski Lenzone, a za nią wpada do lasu przez, który prowadzi szlak ku wspomnianemu gospodarstwu pasterskiemu. To wąziutka i bardzo kręta dróżka z 27 wirażami. Mojego kolegi nie zachwyciła z uwagi na kiepską jakość nawierzchni.

Adriano nie spoczął na zaliczeniu tej ciężkiej przeszkody. Następnie dojechał jeszcze do Cercivento zaliczając przy okazji 7-kilometrowy podjazd z Comeglians na Sella Valcalda. W sumie przerobił tego dnia przeszło 2600 metrów w pionie. Ja w tym czasie po zjechaniu z Monte Valsecca odpocząłem kwadrans przy samochodzie. W pobliżu swego parkingu miałem okazję do podziwiania artystycznego projektu „Biblia na świeżym powietrzu”. Pod tym hasłem kryje się szereg mozaik, obrazów i reprodukcji ceramicznych o tematyce religijnej umieszczanych od roku 2011 na tutejszych budynkach. Zarówno publicznych jak i prywatnych. Cercivento alias Çurçuvint to gmina, w której mówi się nie tylko po włosku, lecz w również w języku friulskim. To najpopularniejszym z trzech języków retoromańskich, używanym przez jakieś 600 tysięcy osób żyjących w prowincjach Udine i Pordenone. Dla porównania szwajcarski romansz ma około 60 tysięcy, zaś ladino rodem z Dolomitów jedynie 41 tysięcy użytkowników. Ruszałem stąd w kierunku szczytu Monte Tenchia alias Le Tencje (1840 m. n.p.m.). Profil wzniesienia sugerował, że po przejechaniu 13,2 kilometra mogę skończyć na wysokości 1676 metrów. Ten finał znajduje się na rozdrożu, z którego w prawo odchodzi ścieżka do Casera Zoufplan Bassa. Niemniej musiałem mieć na uwadze, iż finałowy odcinek o długości 1,8 kilometra i przewyższeniu 145 metrów prowadzi tam już po nawierzchni szutrowej. Asfalt kończy się zaś na poziomie około 1530 metrów. Nieco powyżej miejsca o złowieszczej nazwie „Pian delle Streghe” czyli w tłumaczeniu na polski „Równina Czarownic”. Mimo końcówki letniego sezonu około czternastej u podnóża drugiej piątkowej góry zanotowałem 36 stopni.

Na początek zjechałem w dół Via di Sot do miejsca, w którym ta ulica styka się z szosą Via di Flum przecinającą dolinę potoku But. Ruszałem pod górę nieco osłabiony trudami pierwszego wzniesienia oraz przyduszony wspomnianym upałem. Po nawrotce zrazu miałem przejazd przez dolną część Cercivento. Odcinek z zasadniczo umiarkowanym nachyleniem. Po przebyciu 800 metrów musiałem odbić w prawo i wjechać na górską Via Tencje. Szybko, bo już na początku drugiego kilometra minąłem stojący po lewej stronie owej drogi pomnik poświęcony czterem żołnierzom 8. Pułku Alpejskiego poległym w lipcu 1916 roku. Dolny segment tego podjazdu miał długość 3,8 kilometra i średnią 10,8%. Tym cięższy, iż na tym odcinku temperatura spadła jedynie do 29 stopni. Po chwili luzu nieopodal kapliczki Maina di Sopra zacząłem kolejny ciężki segment. To znaczy środkowy o długości 3,7 kilometra i średniej 9,7%. Gdy droga złagodniała to na wirażu w prawo minąłem Fontane Gjaton czyli źródełko u Kota, który na obrazku wyglądał niczym ten z „Alicji w Krainie Czarów”. Kilkaset metrów za fontanną podjazd odżył. Finałowy sektor o długości 2,4 kilometra miał przeciętne nachylenie 6,7%. Stromizna była wyrazista między połową dziesiątego i jedenastego kilometra. Niespełna kilometr przed końcem asfaltu minąłem domek z wizerunkiem Czarownicy lecącej na miotle. Niebawem skręciłem w lewo i wjechałem na płaskowyż. Jakieś 700 metrów dalej tuż za ciasnym zakrętem w prawo ujrzałem przed sobą żwir zamiast szosy. Zrezygnowałem z dalszej wspinaczki, gdy od napotkanych tu samochodowych turystów usłyszałem, że ta szutrowa droga jest zbyt kamienista dla „bici da corsa”.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15866723558

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15866723558

MONTE ARVENIS by ADRIAN ZDROJEWSKI

https://www.strava.com/activities/15865106160

ZDJĘCIA

FILM

Monte Valsecca

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Cercivento

Wysokość: 1871 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1316 metrów

Długość: 16,1 kilometra

Średnie nachylenie: 8,2 %

Maksymalne nachylenie: 12,5 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

Adrian po czwartkowym odpoczynku poczuł się lepiej. Na tyle dobrze by zmierzyć się z zachodnim podjazdem na Monte Zoncolan. Ja obie strony tej bardzo stromej góry poznałem już dawno, bo w latach 2008 i 2012. Dlatego na dziewiątym etapie tej podróży miałem inne cele. Przede wszystkim chciałem obejrzeć wschodnią stronę Monte Crostis. Zachodni wariant tego wzniesienia poznałem już w 2012 roku. To jest na dzień przed ówczesną wyprawą na Zoncolan. Wtedy zaliczyłem podjazd z Comeglians, który w ostatniej chwili wypadł z trasy Giro d’Italia 2011. Ciężką wspinaczką o długości 14 kilometrów i średniej stromiźnie aż 10,1%. Wschodnia droga na Crostis liczy niespełna 24 kilometry. Przy czym finałowy odcinek 7,5 kilometra wiedzie po szutrze, zaś podjazdem jest de facto tylko na ostatnich dwóch kilometrach. Dlatego z góry założyłem sobie jedynie wjazd do końca asfaltowej drogi czyli metę pod szczytem Monte Valsecca. Ten podjazd zaczyna się na drodze SR465, lecz można go zacząć na dwa sposoby. Do poziomu pośredniej przełęczy Sella Valcalda (958 m. n.p.m.) można dojechać szlakiem zachodnim z Comeglians lub wschodnim z Cercivento. Ja wybrałem tą drugą, nieco trudniejszą opcję. Głównie dlatego, że z tej samej miejscowości mogłem też ruszyć na Monte Tenchia (Pian delle Streghe). Wspomniana Valcalda już sześć razy była premią górską na wyścigu Dookoła Włoch, przy tym pięciokrotnie wspinano się na nią od wschodu. Po raz pierwszy w 1987 roku na wspominanym już przeze mnie etapie do Sappady. Wówczas pierwszy na tej przełęczy był Włoch Roberto Conti. W kolejnych latach jako pierwsi meldowali się tu: Greg Lemond (1990), Marzio Bruseghin (2003), Ludovic Turpin (2010), Valerio Conti (2018) i Tobias Steinhauser (2024). Tylko przy trzeciej okazji skorzystano z podjazdu zachodniego.

Mój dojazd do Cercivento podobnie jak czwartkowy do Forni Avoltri wiódł przez Val Degano. W tej dolinie na wysokości 525 metrów n.p.m. leży dobrze znana kibicom kolarstwa gmina Ovaro (po friulijsku Davâr). To w niej zaczyna się wspinaczka przez wielu uważana za najtrudniejszą z jaką mierzą się współcześnie szosowi „profi”. Mam na myśli zachodni szlak pod Monte Zoncolan. Podjazd o długości 10,2 kilometra i średniej 11,8 przy max. 19%. Najpierw mamy na nim trudny dojazd do Llaris czyli 1,7 kilometra o przeciętnej 8,5%. Potem pół kilometra luzu. Następnie istne „piekło” to jest 6-kilometry segment o średniej 14,9% kończący się przy bocznej ścieżce do Malga Pozof. Na koniec zaś 2 kilometry o przeciętnej 8%. Pierwszy na poziomie 7%, zaś drugi o średnim nachyleniu 9,1%. Ten ostatni z trzema ciasnymi tunelami oraz finałowym 600-metrowym odcinkiem ze stromizną 11%. Uczestnicy Giro d’Italia walczyli na Monte Zoncolan już siedem razy. Po raz pierwszy w 2003 roku, gdy wykorzystano nieco łatwiejszy wschodni podjazd z miejscowości Sutrio, z którego później skorzystano jeszcze tylko w sezonie 2021. W owych latach wygrywali na tej górze Włosi: Gilberto Simoni oraz Lorenzo Fortunato. Natomiast ultra-stromą wspinaczkę z Ovaro zaserwowaną kolarzom pięciokrotnie. Po raz pierwszy w 2007 roku gdy pierwszy na metę znów wpadł „Gibo” Simoni. Po nim wygrywali tu jeszcze: Ivan Basso (2010), Bask Mikel Nieve (2011), Australijczyk Michael Rogers (2014) i Chris Froome (2018). Niemniej co godne podkreślenia pierwszy finisz Giro na Monte Zoncolan miał miejsce na kobiecym wyścigu Dookoła Włoch i to jeszcze w XX wieku. W sezonie 1997 finał od Sutrio najszybciej pokonała Włoszka Fabiana Luperini. Natomiast w roku 2018 wspinaczkę z Ovaro najsprawniej „ogarnęła” Holenderka Annemiek Van Vleuten. W obu przypadkach były to triumfatorki owych edycji Giro Donne / Rosa.

Zatem w Ovaro zrobiłem krótki przystanek, by Adrian mógł się wypakować i przygotować do ciekawego wyzwania. Mimo lekkiego przeziębienia nie tylko pokonał „Górskiego Potwora”, ale też uczynił to w czasie niespełna 65 minut co oznaczało VAM na poziomie 1115 m/h. Gdy mój towarzysz kończył swe zmagania ze stromizną Zoncolanu ja zapewne nie byłem nawet na półmetku swej pierwszej piątkowej wspinaczki. Wystartowałem, bowiem jakieś pół godziny później. Ruszyłem z parkingu poniżej kościoła pod wezwaniem św. Marcina. Niemniej na samym początku zjechałem na wschód do styku gminnej Via di Sot z szosą SR465. Najpierw miałem do pokonania segment o długości 6,3 kilometra i średniej stromiźnie 6,7%. W połowie drugiego kilometra minąłem górny wjazd do wioski Cercivento. Na wczesnym etapie wspinaczki nachylenie było łagodne. Pierwsze 2,7 kilometra to sektor z przeciętną zaledwie 3,9%. Pod koniec trzeciego kilometra stromizna stała się znacząca. Na dystansie 3,6 kilometra pozostałym mi stąd do Sella Valcaldy wynosiła już 8,1%. Dokładnie po przejechaniu 5 kilometrów minąłem boczną drogę wiodącą pod górę ku wiosce Zovello. Po przeszło 27 minutach wspinaczki wjechałem na przełęcz Valcalda. Po jej zachodniej stronie znajduje się Ravascletto należące do klubu „Borghi autentici d’Italia”. Podobnie zresztą jak goszczące nas w tych dniach Forni di Sotto czy też Sauris, które mieliśmy zobaczyć w trakcie zaplanowanego na sobotę podjazdu na Sella di Rioda. Co ciekawe miejscowość ta jest połączona z Monte Zoncolan koleją linową oddaną do użytku w roku 1975. Na Ravascletto mogłem jedynie rzucić okiem. Jednak będąc na Sella Valcalda musiałem skręcić ostro i wjechać na szosę wiodącą pod Monte Crostis czyli Panoramica delle Vette.

Ponieważ założyłem sobie wspinaczkę jedynie do końca asfaltu to powyżej owej przełęczy miałem do pokonania jeszcze 9,75 kilometra o średnim nachyleniu 9,5%. „Ciężki kawałek chleba”, ale w sumie podjazd bez większych stromizn. Ta maksymalnie sięga 12,4%. Jechało mi się na nim lepiej niż dzień wcześniej w nierównym terenie, na „schodach” powyżej Sappady. Przez blisko 7 kilometrów droga ta wiedzie przez las, ale od czasu do czasu są tu przecinki dzięki, którym otwierają się ładne widoki na okoliczne szczyty Alp Karnickich. Szosa jest całkiem przyzwoitej jakości, choć po drodze trafiłem na odcinek nieco zabrudzony trwającą właśnie wycinką lasu. Nie jest ona przesadnie kręta. Na dystansie niespełna 10 kilometrów mija się dziewięć wiraży, wliczając ten ostatni u kresu asfaltowej drogi. Na wysokości około 1620 metrów n.p.m. wyjechałem pomiędzy górskie łąki. Zatem ostatnie 2,9 kilometra miałem już do pokonania w terenie otwartym. To znaczy odsłoniętym na mocno dokazujące tego dnia promienie słońca. Wspomnę tylko, że na mecie pomimo sporej wysokości bezwzględnej mój licznik zanotował temperaturę 27 stopni! W końcówce podjazdu parę turystów wspinających się na elektrycznych „góralach”. Swoją wspinaczkę ukończyłem w czasie 85 minut. Początek żwirowej drogi wyglądał całkiem zachęcająco. Zakładam, że spokojnie można nią dotrzeć na Monte Crostis jadąc rowerem szosowym. Wolałem jednak nie kusić losu i ryzykować defektu na szutrowej nawierzchni. Zatrzymałem się tam na 10 minut podziwiając widoki. Spoglądając na południe dobrze widziałem „górskie siodło” gdzie lokowane są finisze Giro na Monte Zoncolan, a także górujący ponad nią szczyt Monte Arvenis (1968 m. n.p.m.).

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15866723445

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15866723445

MONTE ZONCOLAN by ADRIAN ZDROJEWSKI

https://www.strava.com/activities/15863484980

ZDJĘCIA

FILM