Passo del Redebus

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Pergine Valsugana

Wysokość: 1453 metry n.p.m.

Przewyższenie: 970 metrów

Długość: 16,3 kilometra

Średnie nachylenie: 6 %

Maksymalne nachylenie: 10 %

PROFIL

OPIS

Wtorek nasza ekipa spędziła w rozjazdach. Przed wyjazdem umówiliśmy się na elastyczną formułę naszej współpracy według reguły „każdemu według potrzeb w zależności od obiektywnych okoliczności”. Każdy miał swoje prywatne cele, zaś to był dobry dzień na to by rozdzielić swe siły. Piotr i Romek chcieli dotrzeć w samo serce Dolomitów czyli poznać drogi wokół masywu Sella i szczytu Marmolada. Przed południem wybrali się w 100-kilometrową podróż do Canazei, która miała im zająć godzinę i trzy kwadranse. Tam po jeszcze dłuższym transferze dołączyć mieli do nich Daniel i Marcin stacjonujący wraz z rodzinami w Riva del Garda. Wspólnie mieli przemierzyć kultową trasę z podjazdami pod przełęcze: Sella, Gardena, Campolongo i Fedaia. Sugerowałem Darkowi, że warto przyłączyć się do tej wycieczki. Dario wolał jednak uniknąć kilkugodzinnej jazdy samochodem. Dlatego na szóstym etapie postanowił mi towarzyszyć w krótszych podróżach do Pergine Valsugana i Casatta. Ja zaplanowałem sobie bowiem wspinaczki pod Passo del Redebus (1455 m. n.p.m.) oraz Malga Buse del Sasso (1907 m. n.p.m.). Z kolei Adam, któremu dłuższe dystanse nie straszne zdecydował się ruszyć z domu rowerem. Tego dnia miał zaliczyć najpierw podjazd z Levico Terme do Vetrolo, a następnie nasz Redebus. Ze zrozumiałych względów jako pierwsi naszą nową bazę w Barco opuścili Pedro i Romano. Jako ostatni ku swej przygodzie wyruszył zaś Adam. Natomiast ja wraz z Darkiem wsiadłem do samochodu m/w kwadrans przed jedenastą. Do swego pierwszego przystanku mieliśmy niedaleko, bowiem zawczasu ustaliliśmy że zaczniemy naszą zabawę od bliższego z dwojga wybranych wzniesień. Od Pergine Valsugana dzieliło nas ledwie 16 kilometrów. Już po kwadransie jazdy dotarliśmy do tego miasta. Choć liczy sobie ono ledwie 21 tysięcy mieszkańców to w całej prowincji Trento jest trzecim pod względem wielkości, po stolicy czyli Trydencie jak i Rovereto. Dojechawszy na miejsce musieliśmy wjechać na drogę lokalną SP8 i ruszyć nią na północny-wschód. Potem zaś znaleźć jakiś parking w pobliżu wspomnianej szosy. Dzień był ciepły i słoneczny. W trakcie pierwszej wspinaczki upał mieliśmy gwarantowany. Na starcie mój licznik zanotował 29 stopni Celsjusza. Dla Darka temperatura wręcz optymalna. Za to samo wzniesienie bardziej w moim typie.

Podjazd z Pergine Valsugana na Passo del Redebus po drodze SP8 ma długość 16,4 kilometra oraz średnie nachylenie 5,9% przy max. 13%. Trzeba na nim pokonać przewyższenie 975 metrów. Jest to najtrudniejsza z czterech dróg prowadzących na przełęcz, przez którą tylko raz przejechał peleton Giro d’Italia. Działo się to w 2014 roku, gdy kolarze wspinali się jednak od najłatwiejszej północnej strony czyli od miasteczka Sover. Jako pierwszy na górskiej premii zjawił się wtedy Julian Aredondo z ekipy Treka. Ten malutki Kolumbijczyk wygrał zresztą ów osiemnasty etap kończący się w pobliskiej stacji Panarotta. Natomiast trzy dni później na mecie Giro w Trieście odebrał niebieską koszulkę za zwycięstwo w klasyfikacji górskiej. Częściej bywał w tych stronach wyścig Giro del Trentino. Na drugim etapie z 2012 roku najpierw podjechano na tą przełęcz wschodnim szlakiem z Pergine przez Palu del Fersina, zaś następnie po zjeździe na zachód wybrano jako finałowy nasz południowy podjazd, lecz wspinaczkę zakończono już po 9 kilometrach w uzdrowisku Sant’Orsola Terme (945 m. n.p.m.). Odcinek ten wygrał Włoch Damiano Cunego przed Kolumbijczykiem Carlosem Betancourem i Czechem Romanem Kreuzigerem. Z kolei na trzecim odcinku z 2015 roku, którego metę wyznaczono we Fierozzo podjechano na Redebus od strony północnej przetestowanej rok wcześniej na wielkim Giro. Ten dzień należał do Włocha Domenico Pozzovivo. Dario ruszył do boju o godzinie 11:05. Ja wystartowałem siedem minut później. Początek wspinaczki wyznaczyłem sobie na Viale Giuseppe Garribaldi przy kościele św. Marii. Pierwsze trzy kilometry tego wzniesienia to stosunkowo łatwy dojazd do Canezzy (3,3 km). Nachylenie z rzadka przekracza tu poziom 5%. Tuż przed tą miejscowością jest rozjazd, na którym można odbić w prawo i wjechać na równoległą drogę SP135. Ona również mogła by nas doprowadzić do przełęczy Redebus, ale szlakiem przez Frassilongo, Fierozzo i Palu del Fersina czyli na terenie zwanym Valle dei Mocheni. To germańska enklawa na terenie włoskiego Trentino. Przodkowie jej mieszkańców przybyli w to miejsce w XIII wieku z Bawarii. Ponoć do dziś blisko dwa tysiące tubylców posługuje się bawarskim dialektem języka górnoniemieckiego. Naszą drogę SP8 i „mocheńską” SP135 rozdziela jedynie potok Fersina.

Na początku piątego kilometra podjazd po prowincjonalnej „ósemce” stał się już trudniejszy. Stromizna chwilowo skoczyła nawet powyżej 9%. Jednak w połowie siódmego kilometra po minięciu wioski Mala droga wyraźnie zluzowała. Przez około 1200 metrów można było odsapnąć na terenie „falsopiano”. Zanim był solidny kilometr na poziomie 7-8 % i znów delikatne odpuszczenie na wjeździe do wspominanej stacji Sant’Orsola Terme (8,9 km). Według stravy odcinek z Canezza do św. Urszuli o długości 5,6 kilometra i średnim nachyleniu 6,2% przejechałem w 20:59 (avs. 16,3 km/h i VAM 990 m/h). Darek potrzebował na to 24:13, więc dość szybko się do niego zbliżałem o czym jeszcze nie wiedziałem. Przed dotarciem do Fontanari (12,1 km) trzeba było pokonać kręty dwukilometrowy odcinek, na którym łatwe fragmenty raz po raz mieszały się z trudniejszymi o nachyleniu powyżej 8%. Gdy droga się w końcu wyprostowała jakieś 300 metrów przed sobą dojrzałem znajomą sylwetkę Darka. Mój kolega oczywiście do tego czasu zdążył się rozgrzać i co raz trudniej szło mi nadrabianie nad nim kolejnych sekund. Na trzynastym kilometrze szosa wpadła w teren bardziej zalesiony. Niemniej gdzieniegdzie pomiędzy drzewami można było złapać okiem ładny widoczek rodem z sąsiedniej Valle dei Mocheni. Na początku piętnastego kilometra byłem już pewien, że uda mi się dogonić Darka. Po przejechaniu 14,5 kilometra najpierw Dario, a po chwili i ja skręciliśmy w lewo na finałowy odcinek, który miał nas doprowadzić na Passo del Redebus. Strava na dystansie 5,1 kilometra poprzedzającym ten zakręt zmierzyła mi czas 20:29 (avs. 15,0 km/h i VAM 1062 m/h). Dario ten sam fragment wspinaczki przejechał w 21:57. Na dolnej „piątce” stracił przeszło trzy minuty, na górnej już tylko niespełna półtorej. Dojechawszy do kolegi zapytałem czy będzie w stanie finiszować razem ze mną. Odrzekł bym się na niego nie oglądał i do końca jechał swoje. Ta końcówka jest dość trudna, bo liczy sobie 1,7 kilometra o średnim nachyleniu 7,9%. „Passi e Valli in Bicicletta numero 21” wspomina, że maksymalna stromizna sięga tu 13%. Niemniej mój licznik pokazał ledwie 9,6%. Aczkolwiek z nachyleniem na stałym poziomie powyżej 8% trzeba się było zmagać przez dobre sześćset metrów. Ostatni kilometr był już łatwiejszy. Finiszowałem po przejechaniu 16,3 kilometra w czasie 58:42 (avs. 16,7 km/h). Darek na pokonanie tej góry potrzebował 1h 05:31 (avs. 14,6 km/h). Na przełęczy wstąpiłem do baru, gdzie kawa kosztowała ledwie 1,20 Euro. Skorzystałem z okazji i wypiłem dwie. W sam raz na pobudzenie przed naszym drugim podjazdem stanowiącym znacznie trudniejsze wyzwanie.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/678349182

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/678349182

ZDJĘCIA

Redebus_001

Zdjęcie 1 z 40