Passo di Prato Piazza

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Vallone

Wysokość: 1993 metry n.p.m.

Przewyższenie: 791 metrów

Długość: 12 kilometrów

Średnie nachylenie: 6,6 %

Maksymalne nachylenie: 13 %

PROFIL

OPIS

Około wpół do czwartej byliśmy już z powrotem przy naszych autach. Od podnóża drugiego wzniesienia dzieliły nas 23 kilometry. Zapakowaliśmy się do samochodów tylko w siedmiu. Tomek miał swój drugi słabszy dzień i zrezygnował z forsowania drugiej premii górskiej. W ramach rozjazdu zdecydował się przejechać wspomniany odcinek dojazdowy na rowerze by następnie zaczekać na nasz powrót u podnóża góry. Po zjechaniu do Rasun skręciliśmy na wschód by tuż za Monguelfo-Tesido (niem. Wasberg-Taisten) odbić na południe wybrawszy drogę SP47 ku wiosce Braies (niem. Prags). Przed południem moi koledzy poważnie rozważali wyprawę na legendarne Tre Cime di Lavaredo (2362 m. n.p.m.) w sąsiednim regionie Veneto. Na tym stromym wzniesieniu już siedmiokrotnie wyznaczano finisze górskich etapów Giro d’Italia. Po raz ostatni w 2013 roku gdy triumfował Vincenzo Nibali. Przed nim na szlaku do miejscowego Rifugio Auronzo rządzili m.in. Eddy Merckx, Jose-Manuel Fuente czy Lucho Herrera. Ja byłem w tym miejscu już dwukrotnie. Najpierw w maju 2007 roku w roli kibica, gdy na trasie Giro triumfował „niesławny” Riccardo Ricco. Następnie w czerwcu 2008 roku gdy na przekór zimnu i wilgoci przejechałem ostatnie 7,5 kilometra od Lago di Misurina. Z tej przyczyny na swe piątkowe drugie danie i tak wybrałbym sobie Prato Piazza. Niemniej moi kompani mogli pognać dalej do Dobbiacco (niem. Toblach), po czym skręcić w SS51 i już niebawem byliby w Carbonin u podnóża słynnych Tre Cime. Z sobie wiadomych względów jednak zrezygnowali z tej ambitniejszej wycieczki. Ja nie miałem powodów do narzekania. Dzięki ich bardziej racjonalnej niż romantycznej decyzji mogłem liczyć na dobre towarzystwo podczas wspinaczki pod Platzwiesen. Zatrzymaliśmy się na rozjeździe przy punkcie informacji turystycznej. Szosa SP skręca tu w prawo nad niewielkie Lago di Braies vel Prags Wildsee. My jednak musieliśmy ruszyć prosto na południe. Przed nami było wzniesienie o długości 12 kilometrów, średnim nachyleniu 6,5% (max. 14%) i przewyższeniu 784 metrów. Można powiedzieć, że w teorii był to nieomal brat-bliźniak dopiero co zdobytej przez nas Passo Stalle.

Na tej górze można się rozgrzać na dojeździe do Ponticello (niem. Bruckele). Ten fragment trasy to długie proste odcinki przez górskie łąki. W sumie 5,7 kilometra o średnim nachyleniu 5,3 %. Z kolei druga faza to już kręta droga przez iglasty las. Trudniejszy segment o długości 6,3 kilometra i średniej 7,5 %. Jednak prawdziwy deser to ostatni kilometr. Najpierw 600 metrów o średnim nachyleniu ponad 12%, a potem znacznie łatwiejsze 400 metrów prowadzące po drodze szutrowej. Wystartowaliśmy o wpół do piątej. Nastawienie w grupie było zrazu bardzo pokojowe. Na pierwszym kilometrze aby „utrzymać” się w grupie musiałem nawet zawrócić. Z czasem ożywił się Adam i przede wszystkim Arturro, starający się wykorzystać łatwiejsze odcinki pod koniec trzeciego i piątego kilometra podjazdu. Za drugim razem skoczył za samochodem. Sędziowie przymknęli oko na to cwaniactwo i nasz kolega wypracował sobie m/w 20 sekund przewagi. To był akcja rasowego harcownika. Tymczasem trzej górale cierpliwie czekali na drugą część wzniesienia. Począwszy od siódmego kilometra wspólnie z Adamem zaczęliśmy stopniowo niwelować zyski Artura. Towarzyszył nam Romek, którego z racji miejsca pochodzenia można uznać za klubowego kolegę naszego uciekiniera. Romano był świeższy od nas po ulgowym potraktowaniu Passo Stalle i potrafił wykorzystał pracę swego „gregario di lusso”. Po złapaniu Artura jakiś czas jechaliśmy w czwórkę. Po wzmocnieniu tempa najpierw odpadł Arturro, zaś na przedostatnim kilometrze również mi zabrakło sił do dalszej jazdy w czołówce. Ostatni kilometr rzeczywiście zmusił wszystkich do największego wysiłku. Zgodnie z planem łatwiej zrobiło się dopiero za parkingiem czyli po wjeździe na drogę gruntową. Z dwojga moich pogromców silniejszy okazał się Romek. O ile? Tego nie jestem w stanie stwierdzić, albowiem na stravie nie znalazłem jego czasu. W sumie przejechałem tu 12,3 kilometra w czasie 52:19 (avs. 14,1 km/h). Najdłuższy segment ze stravy obejmuje 11,2 kilometra pokonane w 48:55 (avs. 13,8 km/h i VAM 890 m/h). Do Adama straciłem na nim 1:10, zaś nad Arturem nadrobiłem 1:15. Za naszymi plecami toczyła się ponoć równie ciekawa rozgrywka o piątą lokatę. Rafał dzielnie atakował, ale ostatecznie górę wzięło doświadczenie Darka i moc Daniela. Na stromej końcówce wyprzedzili „Rafę” o jakieś 40-45 sekund. Na mecie mogliśmy sobie wynagrodzić wysiłek kawą i pokaźną porcją ciasta. Nasz nadworny fotograf czyli Dario strzelił świetne zdjęcie wszystkich zdobywców tej góry. Do kompletu zabrakło nam tu tylko Tomka. Na szczycie w miłej atmosferze spędziliśmy aż 40 minut.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/376586383

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/376586383

ZDJĘCIA

Prato Piazza_001

Zdjęcie 1 z 30