DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Storo
Wysokość: 1702 metry n.p.m.
Przewyższenie: 1314 metrów
Długość: 21,3 kilometra
Średnie nachylenie: 6,2 %
Maksymalne nachylenie: 9,4 %
PROFIL
OPIS
Najciekawsze podjazdy nieopodal bazy w Bocenago przejechaliśmy w czwartek i piątek. Dlatego na pierwszy weekend naszej wyprawy musiałem już poszukać premii górskich z dala od Residence Green House. Opcje do wyboru były dwie. Wycieczka na północ ku górom wysokim, bądź wypad na południe ku wzniesieniom niższym, acz wcale nie łatwiejszym od tych pierwszych. Wybrałem to drugie rozwiązanie co oznaczało spotkanie z Passo di Tremalzo (1665 m. n.p.m.) i Rifugio Alpo (1480 m. n.p.m.). Tym samym w sobotnie przedpołudnie musieliśmy ruszyć samochodami ku południowo-zachodnim rubieżom regionu Trentino-Alto Adige. Na bazę wypadową do obu wspinaczek wybrałem Storo czyli miejscowość znajdującą się u podnóża pierwszego z wyżej wymienionych podjazdów. Na przeszło 40-kilometrowy dojazd trzeba było przeznaczyć trzy kwadranse. Tym razem udało nam się opuścić apartament przed wpół do jedenastą. Większą część trasy dojazdowej zdołałem już poznać w piątkowe popołudnie. Teraz trzeba było po prostu pojechać kilkanaście kilometrów dalej. Po dotarciu do Storo skręciliśmy na wschód w drogę krajową SS240. Następnie przejechaliśmy przez całe to miasteczko i zaparkowaliśmy na bocznej uliczce Via Emilio Miglio w pobliżu miejscowego parku. Dzień był słoneczny, więc warto było porzucić samochody w zacienionym miejscu. Bez szczególnego pośpiechu przygotowaliśmy się do pierwszego OS-u na trzecim etapie naszego Giro del Trentino. Podjazd na przełęcz Tremalzo był jak najbardziej w moim typie. Po pierwsze długi na 21,7 kilometra. Po drugie duży bo z przewyższeniem aż 1277 metrów. Co ważne regularny tj. bez dwucyfrowych stromizn czyli ze średnią 5,9 % i maximum na poziomie 9,4 %. Poza tym wzniesienie to miało stosunkowo łatwy początek, świetnie nadający się do przeszło 20-minutowej rozgrzewki. Niemniej był tu też teren zdatny do solidnego przetestowania swych możliwości. Mam na myśli ostatnie 11 kilometrów o średnim nachyleniu 7,4 %. Wzniesienie o takiej charakterystyce warto byłoby wypróbować na Giro d’Italia. Niestety z punktu widzenia kolarzy szosowych ma ono jedną wadę. Dojazd na przełęcz jest asfaltowy jedynie od strony zachodniej, więc można by tu wyznaczyć tylko linię mety etapu. Bogatszy o osobiste doświadczenie uważam, że ten podjazd byłby idealną sceną dla wymagającej górskiej czasówki. To jednak co najwyżej melodia dalszej przyszłości.
Wyścig Dookoła Włoch bywał jednak w bliskim sąsiedztwie tej przełęczy. To znaczy na pośredniej Passo d’Ampola (747 m.n.p.m.), gdzie kończy się łatwiejsza dolna część podjazdu na Tremalzo. Tym niemniej zarówno w 1960 jak i 1992 roku podjeżdżano tu od strony Lago di Garda wobec czego premia górska usytuowana była nieco wcześniej, bo w miejscowości Molina di Ledro. Za pierwszym razem prowadził tu słynny Belg Rik Van Looy, zaś za drugim Włoch Giorgio Furlan. Ruszyliśmy do boju na raty, lecz w krótkich odstępach czasu. Jako pierwszy Pedro o godzinie 11:21. Tuż po nim Dario, a kilka minut później ja wespół z Adamem i Romanem. Z miejsca naszego postoju zjechaliśmy na start przy ostatnich domostwach na wylocie ze Storo. Pierwsze pół kilometra podjazdu czyli odcinek do mostu nad potokiem Palvico był bardzo łatwy. Po ośmiuset metrach minęliśmy pierwszy wiraż. Dwa kolejne blisko siebie po przejechaniu 1200-1300 metrów. Droga była szeroka i nieszczególnie stroma, acz miejscami nachylenie przekraczało 6 czy nawet 7 %. Na początku trzeciego kilometra przejechaliśmy przez most nad potokiem Murazzo (2,1 km), a tuż za nim zaliczyliśmy pierwszy przejazd pod efektownym skalnym nawisem. W towarzyszącym naszej drodze Palvico przygód zażywali amatorzy raftingu. W połowie szóstego kilometra podjazdu przejechaliśmy kolejną podwójną serpentynę. To były już zakręty numer pięć i sześć. Ostatnie na tym fragmencie wzniesienia. Byliśmy już na terenie Valle d’Ampola. Wkrótce czyli po przejechaniu 6,6 kilometra skończyła się pierwsza faza wspinaczki. Kolejne dwa kilometry były niemal zupełnie płaskie. Spokojnie można było wrzucić łańcuch na dużą tarczę. Niemniej nie był to czas jakieś harce. Raczej ostatnia okazja do chwili wypoczynku przed znacznie trudniejszym zadaniem jakie czekało na nas tuż po zjeździe z głównej drogi. W końcu po przebyciu 8,4 kilometra, tuż przed dojazdem do niewielkiego Lago dell’Ampola trzeba było odbić w prawo na górską szosę SP127. Do tego miejsca bez szczególnego wysiłku dojechaliśmy ze średnią prędkością około 20 km/h. Według stravy segment o długości 7,7 kilometra i średniej 3,9 % przejechałem w czasie 23:33 (avs. 19,7 km/h). Naszym oczom ukazał się okazały budynek Locanda Ampola, przed którym skręciliśmy w lewo aby wjechać do lasu.
Postanowiłem wejść na wyższe obroty gdy tylko podjazd stał się trudniejszy. Odjechałem Romkowi i niebawem wyprzedziłem Piotra. Ten, bardzo dzielnie spisał się na dojeździe do Passo d’Ampola. Łagodne nachylenie jak najbardziej mu pasowało. Nie dał się dogonić Darkowi, ba nawet nieco nadrobił nad naszym „scalatore”. Natomiast do mnie czy Romka stracił niespełna trzy i pół minuty. Jednak dopiero teraz zaczęła się kręta „droga krzyżowa”. Na dojeździe do Chiesetta di Croce (13,7 km) było dziewięć wiraży. Za kościółkiem mogłem chwilkę odsapnąć. Niemniej w drugiej połowie piętnastego i na szesnastym kilometrze stromizna znów skoczyła do 8-9 %. Sam podjazd cieszył się tego dnia sporą popularnością. Wyprzedzałem licznych cykloturystów płci obojga, którzy zmierzali do celu pojedynczo, parami czy to w grupach. Spora ich część pochodziła z Czech, co wyszło na jaw gdy na przełęczy poprosili mnie o zrobienie grupowego zdjęcia. Ostatni łatwiejszy odcinek wzniesienia znajdował się na siedemnastym kilometrze. Po wyjechaniu z lasu minąłem takie przybytki jak: Centro Visitatori Monsignor Mario Ferrari (17,8 km), Rifugio Garibaldi (19,1 km) czy Ristorante Da Richetto (19,8 km). Od restauracji do szczytu pozostało już tylko półtora kilometra. Niemniej na poziomie zbliżonym do 9 %, a zatem na finiszu trzeba się było dodatkowo sprężyć. Dotarłem na przełęcz przejechawszy 21,3 kilometra w czasie 1h 17:49 (avs. 16,4 km/h). Górne 12,7 kilometra pokonałem w 52:36 (avs. 14,6 km/h i VAM 1058 m/h), zaś finałowe 4,2 km o średniej 8,1 % w 18:20 (avs. 13,8 km/h). Jeśli wierzyć stravie to na tej końcówce wykręciłem VAM 1115 m/h uzyskując 35. czas pośród 2119 sklasyfikowanych osób. Na tym segmencie znalazłem też czasy wszystkich swoich kolegów. Romano finiszował w 21:15 (avs. 11,9 km/h), zaś na całej górze stracił do mnie cztery i pół minuty. Adam finał przejechał w 25:32, Dario w 25:59, zaś Pedro w 26:48. Na przełęczy była setka ludzi. Spora ich część dotarła tu rowerami. Piknikowej atmosferze sprzyjała dobra pogoda czyli słońce i 24 stopni Celsjusza. Zdecydowaliśmy się odpocząć przy kawce na tarasie miejscowej restauracji. Piesi turyści mogą stąd ruszać na szczyt Monte Tremalzo (1973 m. n.p.m.). Amatorzy rowerów górskich mają szutrowe dukty, którymi da się zjechać do zachodniego brzegu Lago di Garda. To słynne jezioro można zresztą dostrzec z pobliskiej łąki. Z uwagi na piękne okoliczności przyrody nie śpieszyło nam się z powrotem do Storo. Ja na tej przełęczy spędziłem aż 50 minut, bowiem zjazd rozpocząłem dopiero o 13:35.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/674819788
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/674819788
ZDJĘCIA

