Pescegallo

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Morbegno

Wysokość: 1454 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1198 metrów

Długość: 19,3 kilometra

Średnie nachylenie: 6,2 %

Maksymalne nachylenie: 13 %

PROFIL

OPIS

Zapakowaliśmy się do auta i wróciliśmy do Morbegno. Podjazdy pod San Marco i Pescegallo co prawda startują z tego jednego miasta, lecz bynajmniej nie z tego samego miejsca. Z dwojga opcji uznałem, że lepiej będzie podjechać do podnóża drogi na przełęcz św. Marka. Apropos to górskie przejście zawdzięcza swą nazwę Wenecjanom, którzy w XVI wieku władali wschodnią Lombardią i wytyczyli pierwszą drogę wiodącą tym szlakiem. Wspinaczka, którą poleciłem moim kolegom miała być o przeszło siedem kilometrów dłuższa od podjazdu jaki wybrałem dla siebie. Licząc w obie strony to już dawało niemal piętnaście kilometrów. To zaś oznaczało, iż nawet gdybyśmy przejechali swoje podjazdy w tym samym tempie to miałbym nad nimi kilkadziesiąt minut zapasu. Dlatego mogłem sobie pozwolić na spokojne przyglądanie się przygotowaniom Darka i Daniela do wyprawy na kolarskiego „grubego zwierza” jakim bez wątpienia jest północne oblicze Passo San Marco. Na mojej prywatnej liście największych wzniesień jest to dziś góra nr 12. Przewyższenie rzędu 1723 metrów na każdym kolarzu musi robić wrażenie. Aby dostać się na tą przełęcz trzeba pokonać podjazd o długości 26,6 kilometra przy średnim nachyleniu 6,5 % i max. 13 %. Obecnie to jedyne drogowe połączenie między lombardzkimi prowincjami Sondrio i Bergamo. Przełęcz ta czterokrotnie została wykorzystana na trasie Giro d’Italia. Po raz pierwszy w 1986 roku, właśnie w swej północnej postaci, na etapie prowadzącym do stacji narciarskiej Foppolo po południowej stronie Alpi Orobie. Na tym właśnie wzniesieniu słynny Giuseppe Saronni pożegnał się marzeniami o trzecim triumfie w Giro. Na etapie wygranym przez Hiszpana Pedro Munoza słynny „Beppe” stracił ponad dwie minuty do swych najgroźniejszych rywali i szala zwycięstwa przechyliła się na stronę jego rodaka Roberto Visentiniego. Góra na tyle spodobała się organizatorom Giro, że użyli jej ponownie już w latach 1987-88, acz w obu przypadkach w nieco łatwiejszej południowej wersji tzn. na etapach do Madesimo i Chiesa di Valmalenco. Po raz ostatni peleton Giro zderzył się z tą wielką przeszkodą terenową podczas edycji z 2007 roku na etapie do Bergamo wygranym przez Stefano Garzellego. Zatem moi koledzy w sobotnie popołudnie mieli randkę z legendą Giro. Ja zaś niedługo po nich wyruszyłem na spotkanie ze swoim przeznaczeniem czyli górą sporą, lecz kolarskiemu światu nieznajomą. Z naszego parkingu musiałem pojechać ulicami Via Vanoni i Via Fabani w kierunku zachodnim. Po przejechaniu około kilometra znalazłem wlot do doliny Gerola.

Podjazd do Pescegallo wiedzie po drodze SP7 i zaczyna się na wysokości Via San Rocco. Surowi autorzy „Passi e Valli in Bicicletta” dali tej wspinaczce ocenę „4 z minusem”. Podczas gdy Tartano zasłużyło u nich tylko na „3”, zaś olbrzymie San Marco na pełną „4”. Na szlaku do Pescegallo trzeba pokonać 19,3 kilometra i przewyższeniu 1198 metrów przy średnim nachyleniu 6,2 % i max. 13 %. Pierwsze trzy kilometry wiodą bardziej na zachód niż na południe, więc po prawej ręce długo miałem widok tak na miasto jak i dolinę rzeki Adda. Po około kilometrze jazdy wystrzelił mi bidon podobnie jak miesiąc wcześniej na Monte Lesima. Okazało się, że woda mineralizowana podobnie jak lekko gazowana potrafi wytworzyć ciśnienie godne wystrzału. Pozostawiłem swoją kolarską manierkę na poboczu drogi i dalej musiałem już kręcić o suchym pysku. Między trzecim a piątym kilometrem szosa zawraca na wschód. Dopiero po przebyciu około 5,2 kilometra zdecydowanie skręca na południe. Na początku dziewiątego kilometra dojechałem do wioski Rasura (8,4 km). W prawo odchodzi tu boczna droga „donikąd” na wysokość 1510 m. n.p.m. Kolejną, acz znacząco mniejszą osadą jest Pedesina (10,9 km). Cały niemal 11-kilometrowy odcinek od startu do tej wioski ma średnie nachylenie 6,5 %, przy max. 9 %. Po nim przyszedł czas na znacznie łatwiejszy fragment na dojeździe do Gerola Alta (14,2-14,5 km). Na tym odcinku o długości 3,7 kilometra nachylenie wynosi tylko 2,5 % przy max. 7 %, w okolicy osady Valle (13,1 km). Tuż za Gerolą zaczyna się stromy finał wzniesienia czyli 4,8 kilometra o średniej 8,2 %. Najpierw musiałem pokonać długą prostą do mostu nad potokiem Bitto, zaś na ostatnich czterech kilometrach z przejazdem przez Fenile aż dziewięć wiraży. Najtrudniejsza była sama końcówka tzn. finałowe 1300 metrów o średniej 9,8 % i momentami na poziomie 13 %. Finiszowałem mocno, acz musiałem skorzystać z przełożenia 34×27. Zatrzymałem się dopiero pod budynkiem miejscowej szkółki narciarskiej. Według strava.com wspinaczkę o długości 19,1 kilometra przejechałem w czasie netto (liczonym bez zajścia z bidonem) 1h 12:22 czyli ze średnią prędkością 15,8 km/h. To byłoby szóstym wynikiem pośród 30 zarejestrowanych. Po bardzo spokojnym zjeździe do samochodu dotarłem kilka minut przed dwudziestą. Poczekałem na kolegów ciekaw ich wrażeń ze starcia z gigantem. Mój drugi etap liczył w sumie 76 kilometrów o łącznym przewyższeniu 2233 metrów. Jednak to było małe piwo w porównaniu z sobotnim „przebiegiem” moich kompanów. Darek z Danielem przejechali jakieś 88 kilometrów o amplitudzie niespełna 2800 metrów.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/182311931

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/182311931

Pescegallo_001

Zdjęcie 1 z 30