Ponieważ w piątkowe przedpołudnie pogoda nam sprzyjała postanowiliśmy nie tracić czasu i czym prędzej udać się na górskie podboje. Tym bardziej, że około piętnastej pociągiem z Zurychu miał przybyć Piotrek i do tego czasu musieliśmy już być po treningu i prysznicu gotowi do powitania naszego kolegi. Dlatego też z Meiringen wyruszyliśmy około godziny dziesiątej przy słonecznej pogodzie i miłej temperaturze 20 stopni Celsjusza. Chyba za bardzo nam się śpieszyło w góry, albowiem zbyt szybko zjechaliśmy z drogi nr 11 prowadzącej do Innertkirchen. Zamiast dojechać do stacji benzynowej w Kirchet, skręciliśmy w prawo już przy małej poczcie na obrzeżach miasta zobaczywszy pierwszy znak drogowy „zapraszający” na Grosse Scheidegg. Na skutek tego błędu w trakcie pierwszych dwóch kilometrach podjazdu, czyli za nim nasza alternatywa połączyła się z oficjalnym szlakiem, na naszej drodze ku wspomnianej przełęczy musieliśmy pokonać dwa niezbyt przyjemne odcinki szutrowe. Do tego jeszcze góra ta niemal od startu robi się nieprzyjemnie stroma. Licznik nie kłamie i tak pierwsze siedem kilometrów tego podjazdu miało średnie nachylenie 9,7% z najtrudniejszym odcinkiem na poziomie aż 18 %!
Na szczęście w środkowej części podjazdu można było trochę wypocząć, ponieważ ostatnie dwa kilometry przed Rosenlaui są prawie płaskie. Średnie nachylenie tego odcinka to ledwie 1,8%, zaś kilometr poprzedzający parking przed schroniskiem Schwarzwaldalp wznosi się na niemal równie skromnym poziomie 2,7%. Niemniej jadąc tą górską dolinką lepiej nie wrzucać zbyt twardego przełożenia. Warto oszczędzić nogi na finałową część wzniesienia, gdzie czeka nas wąziutka i stroma droga wśród alpejskich łąk. Od razu trzeba przejść na miękki obrót bowiem już 300 metrów za wspomnianym schroniskiem szosa ponownie pnie się pod rekordowym na tej górze nachyleniem 18%. Pomimo tego na szlaku tym regularnie kursuje autobus turystyczny relacji Meiringen – Grosse Scheidegg – Grindewald. Oczywiście pojazd tych gabarytów zajmuje niemal całą szerokość drogi. Dlatego też gdy akurat mnie mijał musiałem uprzejmie zjechać na trawę i kilkadziesiąt metrów pokonać poboczem. Ogółem podjazd ten w naszym wykonaniu (czyli od budynku Poczty) liczył sobie 16,4 km przy średnim nachyleniu 8,7% i przewyższeniu 1305 metrów. Jego pokonanie zajęło mi niemal 74 minuty przy średniej prędkości 13,3 km/h i całkiem niezłym VAM 1060 m/h.
ZDJĘCIA
Niestety pogoda na górze w niczym nie przypominała tej z poziomu startowego tj. 600 metrów n.p.m. Na przełęczy zastała mnie temperatura ledwie 10 stopni, było mglisto i momentami padała mżawka. Dlatego też po paru minutach schowałem się w przedsionku do hotelowej restauracji i tam przeczekałem z grubsza pół godziny do przyjazdu Łukasza. Przy wspomnianych warunkach atmosferycznych nie było sensu zbytnio przedłużać naszego pobytu na górze. Dlatego po założeniu cieplejszych ubrań i wykonaniu paru zdjęć rozpoczęliśmy nasz wielokrotnie przerywany zjazd do Meiringen. Po niedługiej chwili spotkaliśmy dwójkę naszych rodaków rodem z Oświęcimia, którzy na rowerach górskich od dobrych dwóch tygodni przemierzali górskie szlaki w tej części Szwajcarii. Na całym zjeździe minęliśmy zresztą chyba ze dwudziestu amatorów, którzy tego dnia zapragnęli się zmierzyć z tą potężną górą. Na dole w Meiringen ładna pogoda zachęciła nas do dalszej jazdy. W nogach mieliśmy dopiero 37 kilometrów i dość wolnego czasu by przejechać całe miasteczko ze wschodu na zachód i wybrać się na przełęcz Brunig.
Na rogatkach miasta w dzielnicy Husen zatrzymał nas szlaban opadły przed nadjeżdżającym pociągiem. Zdarzenie tyleż razy widziane przez mnie w relacjach z kolarskich wyścigów z tego kraju. Wspomniałem już, że podjazd pod Brunig nie należy do wzniesień najwyższej kategorii. Świadczą o tym jego wymiary czyli 5,7 km przy średnim nachyleniu 7,1% i przewyższeniu 393 metrów. Niemniej należy mieć na uwadze, iż na początku trzeciego kilometra nachylenie tego podjazdu sięga 13%. Jego pokonanie zajęło mi niespełna 21 minut przy średniej prędkości 16,6 km/h i VAM 1131 m/h. Na przełęczy będącej granicą między kantonami Berno i Unterwalden jest całkiem gwarno. Znajdują się tam hotele, restauracje, a także stacja kolejowa. Dla nas największą przyjemnością był jednak szybki zjazd do Meiringen. W przeciwieństwie do dzikiego zjazdu z Grosse Scheidegg tu droga była w idealnym stanie. Co więcej w dolnej części była prosta bądź z wirażami na przestrzał, a przy tym momentami całkiem stroma. Można się było na niej całkiem bezpiecznie rozpędzić. Bez szczególnego „dokręcania” dobiłem do 74 km/h, lecz i tak nie było mi dane oglądać z bliska pleców Łukasza. W sumie tego dnia przejechaliśmy 53,5 kilometra z łącznym przewyższeniem 1742 metrów. Następnie zgodnie z planem odebraliśmy Piotra z dworca kolejowego, zaś wieczorem wybraliśmy się do dzielnicy Balm by w miasteczku startowym odebrać numery, chipy i inne gadżety przygotowane przez organizatorów dla uczestników sobotniego rajdu.
ZDJĘCIA