Prato Valentino

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Tresenda

Wysokość: 1686 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1311 metrów

Długość: 17 kilometrów

Średnie nachylenie: 7,7 %

Maksymalne nachylenie: 15 %

PROFIL

OPIS

Do samochodu zjechaliśmy razem kwadrans przed siedemnastą. W poczuciu dobrze wykonanego zadania zasiedliśmy za stołem u „Czarnej Owcy”. W tym czasie Adam z Tomkiem kończyli już swą wspinaczkę pod Brattę-Campei. W teorii na koniec swego piątego etapu wybrali solidne wzniesienie o długości 10,3 kilometra i średnim nachyleniu 8 %. W praktyce wycisnęli z tej góry ile tylko się dało. Przedłużyli sobie ten podjazd o cztery kilometry docierając na wysokość ponad 1600 metrów n.p.m. W sumie przejechali zaś niespełna 90 kilometrów. Tymczasem my po obiedzie wsiedliśmy do samochodu, aby podjechać do Tresendy. Zanim wskoczyliśmy na swe karbonowe rumaki zrobiliśmy jeszcze małe zakupy w miejscowym sklepie spożywczym. Daniel zakupił też w pobliskiej aptece maść na pobolewające go kolano. W końcu ruszyliśmy pod górę o godzinie 18:03. Według „PVB” czekał nas podjazd o długości 17,5 kilometra z przewyższeniem 1311 metrów przy średnim nachyleniu 7,5 % i max. 15 %. Na starce w dolinie było dość ciepło czyli 22 stopnie, lecz zanosiło się na deszcz. Złapał on nas już po kilku minutach jazdy. Pierwsze 3,4 kilometra na drodze SP21 czyli odcinek do skrętu na wioskę Posseggia wiódł cały czas w kierunku zachodnim, długim trawersem wzdłuż miejscowych winnic. Przypominało mi to podjazd pod szwajcarską przełęcz Forclaz. Podjazd od Martigny w kantonie Valais, z którym zmierzyłem się dwukrotnie w latach 2009 i 2013. Początkowo starałem się holować Daniela, lecz mój kolega wkrótce stwierdził bym się na niego nie oglądał, bo on pojedzie własnym spokojniejszym tempem. Jeszcze przed końcem czwartego kilometra zawracając na wschód przejechałem przez Castelvetro (3,7 km). Pierwsze cztery kilometry były stosunkowo łatwe tzn. ze średnim nachyleniem 6 %. W połowie szóstego kilometra minąłem osadę Branchi (5,4 km). Drugi wiraż przyszło mi pokonać dopiero po przejechaniu 6,3 kilometra. Stąd było już tylko czterysta metrów do pierwszych domostw na terenie Teglio, miasteczka od którego wzięła swą nazwę cała dolina Valtellina. Pierwsze wzmianki o osadnictwie w tych stronach pochodzą już z III wieku p.n.e. Dwieście lat później miejscowość ta weszła w skład Imperium Rzymskiego i znana była pod łacińską nazwą Castrum. Do centrum tej miejscowości dotarłem po przejechaniu 7,2 kilometra. Ta część wzniesienia w 2012 roku znalazła się na trasie przedostatniego etapu Giro d’Italia, którego metę wyznaczono na Passo dello Stelvio. Pierwszy na premii górskiej trzeciej kategorii zameldował się tu Matteo Rabottini. Dziś ta licząca około 4,5 tysiąca mieszkańców gmina znana jest przede wszystkim jako ojczyzna „pizzocchero” – ciemnego makaronu będącego odmianą tagliatelle, wyrabianego na bazie mąki gryczanej.

Tu za romańskim kościołem św. Piotra trzeba było skręcić w Via Egisto Pruneri, aby następnie poprzez Via Milano wyjechać z miasteczka w kierunku północno-zachodnim. W drugiej połowie ósmego kilometra na wysokości szkoły i pokaźnych rozmiarów hali sportowej trafił się nam krótki zjazd o wartości ujemnej 15 metrów. Druga „kwarta” wzniesienia do skrętu na Ligone (8,5 km) miała średnio tylko 5,4 %. W teorii miałem za sobą już niemal połowę wzniesienia. W praktyce czyli w pionie znacznie mniej, bowiem na pozostałych do szczytu 9 kilometrach miałem jeszcze do pokonania 830 metrów. Na całej górze jest 15 zakrętów, z czego cztery poniżej Teglio i jedenaście powyżej tej miejscowości. W połowie dziesiątego kilometra droga weszła do lasu. Niedługo później czyli wraz z początkiem dwunastego kilometra góra ta w końcu pokazała swe surowsze oblicze. Profile z „PVB-23” na ogół podzielone są na 500-metrowe odcinki. O ile na pierwszych 11 kilometrach najtrudniejszy z takich kawałków miał średnią wartość 7,8 %, o tyle wyżej najłatwiejszy z trzynastu fragmentów tego typu miał aż 8,6 %. Pierwsze sześć kilometrów na dojeździe do Baite Bollone (14,5 km) ma średnio 8,7 %, przy czym końcówka czternastego kilometra już 10,8 %. Jednak to był dopiero wstęp do finału, który wieńczył trudne dzieło. Stromizna na ostatnich trzech kilometrach wynosiła 10,3 %, zaś w pierwszej połowie siedemnastego kilometra aż 12,6 %. W dodatku momentami asfalt był dziurawy, co rzecz jasna nie ułatwiało nam zadania. Do mety przy hotelu „Baite del Sole” i wyciągu kolejki linowej dotarłem przejechawszy 17 kilometrów w czasie 1h 23:24 (avs. 12,2 km/h). Podobnie jak na Boirolo droga asfaltowa przechodziła tu w gruntową, więc od biedy można było pojechać jeszcze wyżej. Tym niemniej zbliżała się godzina 19:30, a mi zależało na zrobieniu zdjęć na zjeździe. Dlatego znów po ledwie kilku minutach na górze rozpocząłem odwrót. Na najbardziej stromym odcinku spotkałem Daniela dzielnie walczącego z maksymalnym nachyleniem jak i własną słabością. Według „stravy” 17-kilometrowy odcinek od Tresendy do kościółka w Prato Valentino pokonałem w czasie 1h 22:34, podczas gdy Daniel spędził na tej samej trasie 1h 40:24. Tym większy szacunek dla mojego kolegi, iż choć góra dała mu mocno w kość to nie dał się jej złamać. Podczas zjazdu na dłużej zatrzymałem się w Teglio tak byśmy razem pokonali dolną część zjazdu. Do dotarciu do Tresendy zliczywszy dane z dwóch środowych podetapów ustaliłem, że tego dnia przejechałem 66 kilometrów o łącznym przewyższeniu 2683 metrów. Całkiem niezły dorobek, jak na dzień pod zapłakanym niebem.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/182312477

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/182312477

ZDJĘCIA

Prato Valentino_001

Zdjęcie 1 z 30