Preda Rossa

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Filorera

Wysokość: 1955 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1114 metrów

Długość: 11,5 kilometra

Średnie nachylenie: 9,7 %

Maksymalne nachylenie: 15 %

PROFIL

OPIS

Na górze poczekałem na przyjazd Daniela. Zrobiliśmy sobie zdjęcia pod wspomnianym sanatorium z górskimi szczytami w tle. Wspólnie pokonaliśmy też pierwsze kilometry zjazdu. Potem uzgodniliśmy, że Daniel zjedzie szybciej, zaś ja zrobię więcej zdjęć i spróbuję go dogonić na Preda Rossa. Po niespełna 7 kilometrach zjazdu dotarłem do wcześniej upatrzonego zakrętu na ulicach Filorery. Przed czekającą mnie ciężką próbą zdjąłem ciuchy ubrane tylko na zjazd oraz zjadłem batona. Miałem wszelkie dane ku temu by obawiać się tego podjazdu. Liczy on sobie 11,8 kilometra o przewyższeniu 1114 metrów przy średnim nachyleniu 9,5 % i max. 15 %. Siedem na dwanaście kilometrowych odcinków ma tu stromiznę powyżej 10 %. Nie mając opisu w „Passi e Valli in Bicicletta” nie byłem też pewny jakości drogi na całej długości tego wzniesienia. Tym niemniej jechało mi się bardzo dobrze, na początku czwartego kilometra minąłem nawet jakiegoś mocno wycieniowanego włoskiego amatora. Po przejechaniu 3,7 kilometra dojechałem do szlabanu na wysokości Valbiore (1235 m. n.p.m.). Uznałem, że trzeba ominąć tą przeszkodę i dalej jechać prosto. Niemniej wkrótce dukt stał się na tyle kamienisty, iż jazda rowerem szosowym stała się już niemożliwa. Zawróciłem i wypróbowałem wcześniej zlekceważony zjazd w prawo. Okazało się, że to była właściwa droga. Za mostkiem nad lokalnym potokiem szosa zaczęła się piąć pod górę nie gorzej niż na pierwszych paru kilometrach. Na samym początku szóstego kilometra przejechałem pod galerią i po chwili pod kołami miałem już nie przyjazny asfalt, lecz trzęsącą drogę zbudowaną z betonowych pasów położonych w poprzek jezdni. Po dalszych dwustu metrach nawet tego zabrakło i trzeba się było zmierzyć z kamienistą drogą gruntową. Jakoś dojechałem do pierwszego zakrętu na tym odcinku, gdzie spotkałem zaskoczonego takimi warunkami Daniela. Zatrzymaliśmy się na kilka dobrych minut, naradzając się co tu dalej robić, a także próbując się skontaktować telefonicznie z Darkiem. Jazda po takiej nawierzchni przez dalsze sześć kilometrów wydawała się nam niemożliwością. Dario się nie odzywał, a my byliśmy bliscy podjęcia decyzji o zakończeniu wspinaczki. Na szczęście z naprzeciwka nadjechał samochód terenowy i mogłem zaczerpnąć języka u tubylca. Dowiedziałem się od niego, że gruntówka ciągnie się jeszcze tylko przez kilkadziesiąt metrów, po czym znów na drodze pojawia się asfalt. Pokrzepieni tą informacją ruszyliśmy dalej.

Niemniej po krótkiej chwili znów musieliśmy się zatrzymać. Przed naszymi oczyma ukazał się tunel. Długi na niespełna dwieście metrów, lecz z uwagi na brak oświetlenia jak i zakręt tak ciemny, że już po kilkunastu metrach w jego wnętrzu można było stracić orientację. Aby nie wpaść na ścianę trzeba było zejść z roweru i powoli iść po omacku badając otoczenie rękoma. Po wyjściu z tych czeluści znów wskoczyliśmy na rowery mając nadzieję, że to już koniec wszelakich przeszkód terenowych. Wkrótce po przejechaniu najbliższego mostku trzeba było pokonać dwa wiraże, na których stromizna osiągała wspomniane maximum na poziomie 15 %. Tu też chcąc nie chcąc odjechałem swemu koledze. Po przejechaniu kolejnego kilometra minąłem Rifugio Scotti i całą osadę Alpe Sasso Bisolo (6,9 km). To w tej okolicy ujrzałem dopiero zjeżdżającego Darka, zaś w swej drodze powrotnej musiałem przerwać sesję zdjęciową za sprawą podirytowanego psa pasterskiego. W połowie ósmego kilometra zaczynał się finałowy fragment tego wzniesienia. Na odcinku około czterech kilometrów trzeba było pokonać aż siedemnaście górskich zakrętów. Ostatni z nich jakieś trzysta metrów przed finałem. Meta znajdowała się na sporym placu z gruntową nawierzchnią. Polana ta otoczona była łukiem górskich szczytów. Pośród nich najwyższym jest licząca 3678 metrów n.p.m. Monte Disgrazia. Na dotarcie do Piano di Preda Rossa potrzebowałem nieco ponad godzinę. Ponieważ około dwustu metrów pokonałem „z buta” to de facto podjeżdżałem przez 11,6 kilometra. Ten odcinek pokonałem w czasie netto 1h 01:14 (avs. 11,4 km/h). Ostatnie 5 kilometrów przebyłem w czasie 29:22 co na stravie jest drugim wynikiem pośród ledwie dwunastu dotąd odnotowanych. Czekając na Daniela usłyszałem w pobliżu ojczystą mowę. Na swój górski szlak ruszała polska rodzina będąca na wakacjach we Włoszech. Kto by pomyślał, że spotkamy rodaków w obcym kraju i to na takim odludziu. Na Preda Rossa mimo sporej wysokości było odrobinę cieplej niż w Bagni di Masino. Mieliśmy tu 19 stopni. Po spokojnym zjeździe dotarliśmy do Ardenno-Masino kilka minut przed osiemnastą.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/182312432

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/182312432

ZDJĘCIA

Preda Rossa_001

Zdjęcie 1 z 30