DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Banyoles
Wysokość: 977 metrów n.p.m.
Przewyższenie: 798 metrów
Długość: 13,2 kilometra
Średnie nachylenie: 6 %
Maksymalne nachylenie: 13,3 %
PROFIL
OPIS
W niedzielne przedpołudnie nie śpieszyliśmy się z opuszczeniem Navaty. Czas na wymeldowanie się z naszego osiedla mieliśmy do godziny 12:00. Wykorzystaliśmy go niemal w całości oddając klucze do apartamentu tuż przed wpół do dwunastej. Na trasie drugiego etapu przewidziałem podjazdy pod Rocacorbę (977 metrów n.p.m.) i Santa Fe del Montseny (1302 m. n.p.m.). Aby dotrzeć do podnóża pierwszego z nich musieliśmy przejechać jakieś 30 kilometrów w kierunku południowo-zachodnim. Wzniesienie to znajduje się w pobliżu miasta Banyoles leżącego na wschód od jeziora o tej samej nazwie. Co ciekawe długie na 2150 metrów i szerokie na około 750 metrów Estany de Banyoles było jedną ze sportowych aren Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie. Na błękitnych wodach tego akwenu ścigali się wioślarze. Dwanaście lat później czyli w roku 2004 zorganizowano tu również Mistrzostwa Świata w tej dyscyplinie sportu. Nas jednak zwabiła w te strony droga poprowadzona po północnym zboczu pobliskiej góry Puigsou (991,8 metra n.p.m.). Do niedawna droga ta znana była tylko pielgrzymom, pracownikom stacji radiowej i miejscowym paralotniarzom. Do szczytu mogli dotrzeć co najwyżej cykliści na rowerach górskich. Górny odcinek szosy wylano tu bowiem dopiero w 2006 roku. Pomimo tego podjazd ten w ciągu zaledwie dekady zyskał uznanie zarówno w środowisku miejscowych kolarzy-amatorów jak również zawodowców mieszkających i trenujących w rejonie Girony. W kolarskim światku znany jest jako Rocacorba, biorąc nazwę od XII-wiecznego Sanktuarium wybudowanego w pobliżu szczytu. Ta niewysoka góra zdaje się mieć same zalety. Można ją zaliczyć w ramach ledwie 80-kilometrowej przejażdżki ze startem i metą w Gironie. Da się po niej jeździć nawet w grudniu czy styczniu. W teorii podjazd ten liczy sobie 13,3 kilometra o średnim nachyleniu 6%. Niemniej wyłączywszy płaski początek możemy uznać, że jest tu do pokonania 10,3 kilometra o średniej 7,3% i max. 15%. Z racji trudnej drugiej połówki Rocacorba niczym Monte Serra w Toskanii czy Col de la Madone na Cote d’Azur stała się dla miejscowych „profich” ulubionym miejscem do przeprowadzania testów formy. W ostatnich latach upodobali ją sobie szczególnie kolarze z zespołów Garmin i Orica.
Po dotarciu na miejsce zatrzymaliśmy się na wylocie z Banyoles tuż przed skrętem w drogę GIV-5247. To po niej prowadzi pierwsza połowa tego podjazdu. Rafał ruszył do walki jako pierwszy o godzinie 12:19, zaś ja z Darkiem siedem-osiem minut później. Z początku można było śmiało kręcić na dużej tarczy. Podjazd stał się solidny dopiero za mostkiem nad potokiem El Matamors. Ponieważ nadal byłem w stanie jechać na twardym przełożeniu odjechałem od Darka licząc się z tym, że dojdzie mnie on na stromej końcówce. Na szóstym kilometrze musiałem w końcu zrzucić łańcuch na małą tarczę, gdyż stromizna miejscami sięgała już 10%. Po przejechaniu 7 kilometrów dojechałem do Collet de Pujarnol (443 m. n.p.m.) czyli miejsca, w którym jeszcze przed dziesięciu laty kończyła się szosa. Teraz to tu się zaczyna prawdziwie „ostra jazda”. Za wyjątkiem łatwiejszego odcinka na przedostatnim kilometrze niemal cały czas jest stromo. Na ostatnich 6 kilometrów średnie nachylenie przekracza 8,7%, zaś w kilku miejscach sięga 14 czy 15%. Na początku jedenastego kilometra mija się romański kościółek pod wezwaniem św. Mikołaja. Choć nie byłem jeszcze w pełni przygotowany na tak strome wspinaczki udało mi się złapać i przegonić Rafała, a przy okazji obronić się przed pościgiem Darka. Na szczyt dotarłem po przejechaniu 13,1 kilometra w czasie 48:49 (avs. 16,3 kmph). Na stravie najbardziej wymierny zdaje się być sektor obejmujący ostatnie 9,9 kilometra o przewyższeniu 737 metrów. Na tym odcinku uzyskałem czas 41:43 (avs. 14,3 kmph i VAM 1060 m/h). Dario wykręcił na nim czas 42:07, zaś Rafa 55:29. W dniu naszego występu rekord tej trasy wynosił jeszcze 29:24. Teraz jest już o ponad minutę lepszy. Kolarz Orica-Bikeexchange Simon Yates 16 sierpnia tego roku czyli niespełna tydzień przed startem bardzo dla niego udanej Vuelty pokonał ów sektor w czasie 28:03. Wspinaczkę skończyliśmy pod bramą stacji radiowej, na tle której zrobiliśmy sobie pierwsze zdjęcia. Nieco niżej stała duża tablica z danymi podjazdu oraz rampa startowa zbudowana przez paralotniarzy z Club Icarus de Girona. Dostrzegliśmy też tabliczkę zawieszoną przed miejscowych cyklistów ku czci swego tragicznie zmarłego kolegi. Jakub Chara, niespełna 21-letni miejscowy triathlonista o polskich korzeniach zginął 17 kwietnia tego roku w wypadku podczas amatorskich zawodów kolarskich.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/592430570
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/592430570
ZDJĘCIA

