DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Pianche
Wysokość: 1687 metrów n.p.m.
Przewyższenie: 721 metrów
Długość: 10,9 kilometra
Średnie nachylenie: 6,6 %
Maksymalne nachylenie: 12 %
PROFIL
OPIS
Na górze było 16 stopni. Po lewej stronie drogi stoi tu włoskie Rifugio della Pace, zaś po prawej dla równowagi francuski sklep z pamiątkami. Nieco niżej znajduje się kamienny pomnik poświęcony Coppiemu wraz z nieśmiertelną frazą wypowiedzianą przez włoskiego radiowca. Na przełęczy spędziłem ledwie 10 minut. Na nieco dłuższą chwilę zatrzymałem się dopiero w Ristorante del Lago. To znaczy niewielkim barze położonym jakieś 700 metrów przed granicą. Zamówiłem tam ciastko i kawę aby posilić się przed długim zjazdem. Zważywszy na łagodny profil tego wzniesienia w drodze powrotnej musiałem częściej niż zwykle kręcić korbami. Jechałem jednak spokojnie by jak najwięcej sił zostawić sobie na drugi z sobotnich podjazdów. Wielokrotnie zatrzymywałem się aby zrobić pamiątkowe zdjęcia. Szczególnie na krętym odcinku powyżej Argentery było ku temu wiele okazji. Na tym wysokogórskim odcinku udało mi się dojrzeć kilka świstaków. Zazwyczaj te płochliwe zwierzaki tylko słychać, a nie widać. Niemniej tu czuły się na tyle pewnie, że można je było spotkać nawet przemykające po szosie. Po przeszło 27-kilometrowym zjeździe kilka minut przed piętnastą zatrzymałem się w Pianche. Tu miałem zacząć podjazd pod drugą ze swych premii górskich. Na pustym przystanku autobusowym przy drodze SS21 przygotowałem się do tej wspinaczki. To znaczy zdjąłem warstwy odzienia przydatne jedynie na odcinku zjazdowym. Czekał mnie teraz przeszło 10-kilometrowy podjazd do górskiej wioski San Bernolfo (1657 m. n.p.m.). Według danych z „Passi e Valli in Bicicletta – Piemonte 2” ma on długość 10,6 kilometra przy średnim nachyleniu 6,5% i max. 12%. Do pokonania miałem mieć co najmniej 701 metrów przewyższenia. Na miejscu okazało się jednak, że ten podjazd kończy się na wysokości 1702 metrów n.p.m. Niemniej moja nadwyżka nie ograniczyła się wyłącznie do owych 45 metrów o czym za chwilę. Wystartowałem o godzinie 15:02. Na pierwszych kilometrach nie jechało mi się dobrze. Czułem, że długi i przejechany mocno (na twardym przełożeniu) podjazd pod Maddalenę wszedł mi w nogi. Poza tym co tu dużo mówić początek wspinaczki do San Bernolfo do łatwych nie należy. Pierwsze półtora kilometra na drodze SP238 ma bowiem średnie nachylenie na poziomie 8%. Odpocząć mogłem w końcówce drugiego kilometra, gdzie rozpoczyna się kilkusetmetrowy odcinek „falsopiano”. W początkach trzeciego i czwartego kilometra droga dwukrotnie przeskoczyła nad wodami potoku Corborant.
Pod koniec trzeciego kilometra musiałem pokonać 600-metrowy segment o nachyleniu 9%. Wkrótce przejechałem pod czterema galeriami osłaniającymi drogę przed zimowymi lawinami i przebiłem się przez dwa krótkie, acz nieoświetlone tunele. W połowie piątego kilometra minąłem budynek uzdrowiska Terme di Vinadio, zaś dwieście metrów dalej dojechałem do rozdroża. Wydawało mi się naturalne, że powinien tu odbić w prawo. Po pierwsze był to szlak prowadzący do centrum Bagni di Vinadio, a po drugie w przeciwieństwie do alternatywnej drogi na wprost wiodła ona pod górę. Ten wybór okazał się jednak błędem. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Do prawdziwego podjazdu pod San Bernolfo dodałem sobie blisko trzy kilometry ostrej wspinaczki ku wiosce Besmorello i wyżej aż do końca asfaltowej drogi na wysokości niemal 1550 metrów n.p.m. Wróciwszy do rozdroża wiedziałem już gdzie muszę jechać. Pierwsze 200 metrów prowadziło w dół, zaś kolejne 500 tylko delikatnie pod górę. Po minięciu Strepeis do przejechania pozostało mi jeszcze 5,5 kilometra. Ten finałowy odcinek można podzielić na dwa segmenty. Pierwszy to umiarkowane 2,7 kilometra o średnim nachyleniu 5,7% kończący się na wysokości osady Callieri. Drugi to już bardzo wymagające 2,8 kilometra o stromiźnie 9,5%. Na czterysta metrów przed finałem skręciłem w prawo ku zabudowaniom San Bernolfo. W lewo z tego miejsca odchodzi gruntowa ścieżka ku Rifugio De Alexandris Foches znajdującego się na wysokości 1910 m. n.p.m. Po dotarciu do wioski skręciłem jeszcze w lewo by dotrzeć do ostatnich metrów asfaltu. Zatrzymałem się po przejechaniu 16,8 kilometra w czasie netto 1h 06:41 (avs. 15,2 km/h). Niemniej to mniej istotne bo obejmuje także 3-kilometrowy zjazd. Ustaliłem swój wynik na San Bernolfo z połączenia dwóch połówek właściwego wzniesienia. Wyszło mi, że dystans 10,9 kilometra przejechałem w czasie 44:34 (avs. 14,7 km/h). Natomiast na stravie znalazłem segment od Pianche do Bagni di Vinadio czyli 4,3 kilometra przejechane w 17:40 (avs. 14,9 km/h i VAM 925 m/h) co jest 22 wynikiem na liście obejmującej 84 pozycje oraz odcinek 4,7 kilometra od Strepeis do rozdroża tuż przed wioską pokonany w czasie 21:23 (avs. 13,3 km/h i VAM 1024 m/h). Na tym górnym odcinku „prowadzi” profi z Team Sky Ian Boswell. Ja jestem trzeci pośród 30 osób. Co ciekawe dopiero ósmy na tym segmencie jest Joe Dombrowski z Cannondale-Garmin, który najwyraźniej kręcił na tej górze tylko jedną nogą.
Po blisko 11-kilometrowym zjeździe i niemal 4-kilometrowy odcinku w dolinie dotarłem do naszego parkingu jakiś kwadrans po siedemnastej. W tym samym czasie Darek zwiedzał jeszcze sanktuarium Sant’Anna di Vinadio. Czekając na swego kompana cieszyłem się z wiadomości otrzymywanych z kraju. To znaczy z sms-ów od Iwony i Jurka Plietha, a także z telefonu mojej siostry Karoliny. Wszyscy oni donosili mi o ciekawym przebiegu przedostatniego etapu Vuelty. Wszystko wskazywało na to, że Rafał Majka wskoczy jednak na generalne podium hiszpańskiego touru i to może nawet na drugi jego stopień. Na mego wspólnika przyszło mi czekać równo godzinę, albowiem Dario zagrał Vabank. Zaproponowałem mu ostrożny plan czyli podjazd na graniczną przełęcz Colle della Lombarda (2350 m. n.p.m.) oraz następnie po 8-kilometrowym zjeździe skręt ku Sant’Anna di Vinadio (2017 m. n.p.m.) i pokonanie odcinka 2,3 kilometra o średnim nachyleniu 8,3%. Niemniej mój przyjaciel nie zadowolił się takimi półśrodkami. Pomimo, że droga na przełęcz Lombarda i ku wspomnianemu Santuario jest wspólna przez pierwsze 13 kilometrów to postanowił on pokonać oba te wzniesienia w pełnej wersji. Tym samym dwukrotnie jednego dnia pokonał ten sam kawał góry i to za drugim razem znacznie szybciej niż przy rozpoznaniu terenu. Poniekąd powtórzył ubiegłoroczny wyczyn Adama Kowalskiego i Tomka Buszty na drodze z Sondrio do Chiareggio i Diga di Campomoro. Zaliczył najpierw podjazd o długości 20,9 kilometra przy średnim nachyleniu 7% i przewyższeniu 1453 metrów przetestowany na Tour de France w 2008 roku. Następnie zmierzył się z wzniesieniem o długości 15,3 kilometra przy średniej 7,5% i amplitudzie 1148 metrów. Co więcej dojechawszy do Sant’Anna di Vinadio dotarł jeszcze do końca obu asfaltowych dróg ponad tą miejscowością tzn. północnej na wysokość 2049 m. n.p.m. i południowej na 2068 m. n.p.m. W sumie na siódmym etapie przejechał 73,5 kilometra o łącznym przewyższeniu ponad 2600 metrów. Ja tego dnia pokonałem co prawda dystans 89,5 kilometra, lecz o amplitudzie „tylko” 2096 metrów. Kilka tygodni po naszej wizycie w tych stronach organizatorzy Giro d’Italia ogłosili, że przedostatni etap 99. edycji tego wyścigu prowadził będzie z francuskiego Guillestre do Sant’Anna di Vinadio m.in. przez przełęcz Lombarda, acz pokonywaną od zachodniej strony. Warto dodać, że to najwyżej położone sanktuarium Starego Kontynentu miało już gościć uczestników Giro w roku 2001. Niemniej w rozegraniu owego etapu przeszkodził nocny nalot służb antydopingowych na hotelowe pokoje kolarzy w San Remo.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/390711427
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/390711427
ZDJĘCIA
FILM from SANT’ANNA DI VINADIO by Dario

