DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: SP 49
Wysokość: 1105 metrów n.p.m.
Przewyższenie: 662 metry
Długość: 11,1 kilometra
Średnie nachylenie: 6 %
Maksymalne nachylenie: 11,8 %
PROFIL
OPIS
Teraz czekało nas 56 kilometrów dojazdu do podnóża Colle San Giacomo (1110 m. n.p.m.) na pograniczu regionów Marche i Abruzzo. Na Tirreno – Adriatico finiszowano tu trzykrotnie. Najpierw w latach 1977-78, po czym raz jeszcze w sezonie 2007. Wygrywali tu kolejno: Belg Roger De Vlaeminck, Szwajcar Joseph Fuchs i w końcu Włoch Matteo Bono. Na Giro d’Italia w roli etapowej mety św. Jakub wystąpił tylko raz w 2002 roku. Do końca nie mogłem się zdecydować, którą wersję tego wzniesienia lepiej będzie przejechać. Pod względem sportowym bardziej zachęcająco wyglądała opcja północna na terenie regionu Marche. Podjazd ze startem w Ascoli Piceno o długości 16,4 kilometra i przewyższeniu 970 metrów przy średnim nachyleniu 5,9 %. Druga czyli zachodnia opcja zakładała wspinaczkę z początkiem przy drodze SP 49 w dolinie Castellana na terenie Abruzji. Podjazd krótszy i mniejszy, ale bardziej nieregularny to znaczy 11,1 kilometra o przewyższeniu 662 metrów i średniej 6 %, ale z maksem prawie 12 % na ósmym kilometrze. Do Ascoli Piceno mieliśmy łatwiejszy dojazd, acz z drugiej strony więcej czasu zająłby nam sam podjazd. Ostatecznie wybrałem opcję zachodnią głównie z tego powodu, iż tą właśnie drogę wybrali organizatorzy Giro. Ten etap włoskiego touru wygrał Meksykanin Julio Alberto Perez Cuapio, który o 13 sekund wyprzedził Australijczyka Cadela Evansa. U podnóża góry panował nieznośny upał czyli 35 stopni. Aby znaleźć choć trochę cienia nie wypakowaliśmy się na samym dole, lecz w bocznej uliczce na terenie wioski Villa Franca. Dlatego na samym wstępie musieliśmy zjechać niespełna 900 metrów. Pierwsza połowa podjazdu regularna i niezbyt trudna. Na piątym kilometrze tuż przez San Vito okazja do wytchnienia. Potem ostry skręt w lewo na drogę SP 53 della Montagna dei Fiori. W połowie dziewiątego kilometra wyjazd powyżej granicy lasu czyli ciąg dalszy jazdy na rozgrzanej słońcem patelni. Na otwartym terenie jeszcze kilka serpentyn i na sam koniec czterystumetrowa prosta. Wspinaczkę zakończyłem pod wielką tablicą witającą podróżnych w Parku Narodowym Gran Sasso i Monti della Laga. Mój czas 41:37 przy przeciętnej prędkości 16,1 km/h. Prawdopodobnie podjazd dałoby się jeszcze przedłużyć o parę kilometrów aby zakończyć wspinaczkę w stacji narciarskiej Monte Piselli na wysokości 1430 metrów n.p.m. Niemniej mieliśmy za mało czasu na sprawdzanie czy wiedzie do niej asfaltowa droga. Postanowiliśmy więc poprzestać na dojechaniu do miejsca, w którym przed dwunastu laty finiszowali uczestnicy Giro d’Italia.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/167646582
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/167646582
ZDJĘCIA

