Schlucht, Petit Ballon & Calvaire

Na czwartek zaplanowałem pokonanie trzech podjazdów. W programie były Col de la Schlucht (1139 m. n.p.m.) i Petit Ballon (1163 m. n.p.m.) w ramach wycieczki ze startem i metą w Munster. Natomiast na późne popołudnie szykowałem nam samochodowy wypad do Orbey i z tego miejsca zdobycie Col du Calvaire (1144 m. n.p.m.). Ze względu na dwie pomyłki w nawigacji z trzech wzniesień zrobiło się pięć, aczkolwiek to ostatnie z braku czasu   musiało zostać okrojone o kilka kilometrów. Ale po kolei. Na pierwszy rzut poszedł bardzo długi jak na tej wielkości góry, lecz łagodny podjazd na przełęcz Schlucht – 18 km przy średnim nachyleniu 4,2 %. Przełęcz ta w sumie 9-krotnie pojawiła się na trasie Tour de France. Po raz pierwszy już w 1931 roku na etapie z Belfort do Colmar. W ostatniej dekadzie pokonywano ją w latach 2005 i 2009. Za przedostatnim razem od naszej tzn. wschodniej strony na odcinku z Pforzheim do Gerardmer wygranym przez Holendra Pietera Weeninga. Na premii górskiej pierwszy był Niemiec Andreas Kloden. Co ciekawie na tak niepozornej górze ekipie T-Mobile udało się zajechać rywali z Discovery Channel i odizolować Lance’a Armstronga od jego pomocników. W świetle ostatnich wydarzeń rzec by można, iż podopieczni Johana Bruyneela tego dnia nie trafili z apteką. Tym niemniej w następnych dniach tak w Alpach jak i Pirenejach wszystko wróciło do znanej od 1999 roku normy i Teksańczyk po raz siódmy wygrał „Wielką Pętlę”.

Wycieczkę pod Schlucht podobnie jak podjazdy pod Platzerwasel i Linge rozpoczęliśmy w centrum Munster. Podjazd w całości prowadzi po drodze D417 i na pierwszych dwóch kilometrach jest zbieżny z drogą na Collet du Linge. Chwilę później dotarłem do pierwszej wioski na tym szlaku tzn. Steinmauer (2,2 km od startu). Następne w kolejności są: Stosswihr (3,4 km) i Soultzeren (4,6 km). Pomiędzy wirażami na wysokości tej drugiej miejscowości minąłem zjazd w prawo ku naszej niedoszłej górskiej bazie noclegowej w Le Londenbach. Po przejechaniu 6,1 km w prawo od naszej drogi odbija droga D48 prowadzą do Orbey a przy okazji na przełęcze Wettstein i Linge. Pierwsza 6-kilometrowa tercja tego wzniesienia ma średnio 3,4 % przy max. 6,4 %. Przy drodze co kilometr ustawiona jest tabliczka informacyjna podająca wysokość bezwzględna oraz liczbę kilometrów pozostałych nam do przełęczy. Po przebyciu 7,7 kilometra mijamy hotel Belle Vue, a niespełna kilometr dalej droga chowa się w lesie tzn. Foret Communale de Soultzeren. Miałem pewien problem z tylną przerzutką, ale na szczęście profil trasy pozwalał na jazdę na dużej tarczy, więc wrzuciłem na nie sprawiającymi problemów mojemu łańcuchowi tryb 21 i cały czas cisnąłem na  nietypowym przełożeniu 53×21. na dziesiątym kilometrze pewnym utrudnieniem była zryta (chropowata) nawierzchnia drogi, najwyraźniej dopiero szykowana do remontu. Druga część wzniesienia między 6 a 12 kilometrem miała średnio 4,5 % przy max. jak wcześniej 6,4 %. Jednym słowem teren nadal był łatwy, a przy tym bardzo równy.

Ostatnia tercja była niewiele trudniejsza średnio 4,7 % przy max. 7 % najpierw półtora kilometra przed szczytem, a potem w zasadzie na ostatniej prostej by 150 metrów przed przełęczą. W końcówce szosa prowadzi po półce skalnej, dzięki z ładnym widokiem po lewej stronie drogi. Na kilkaset metrów przed finałem droga przechodzi też pod wykutą w skale bramą. Jako się rzekło podjazd jest łagodny. Wytrzymałem go w całości na dość twardym przełożeniu. Dzięki temu wjechałem z przeciętną prędkością 20,6 km/h tj. w czasie  niespełna 52 ½ minuty. Na górze przy drodze ku Gerardmer ujrzałem restaurację tłumnie nawiedzoną przez motocyklistów. Na przeciw niej znajdują się stoki narciarskie. Z kolei w prawo od przełęczy odchodzi droga D61, którą po kilkunastu kilometrach jazdy po pofałdowanym terenie na płaskowyżu można dotrzeć na przełęcz Calvaire. Na górze było 16 stopni, ale z uwagi na wiatr i przelotne opady deszczu dość nieprzyjemnie. Dłuższy czas przyszło mi czekać na Darka, który zmagał się z bólem kolana i przez to kręcił ostrożnie, a zatem miękko i co za tym idzie wolno. Zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie przy kamieniu wyznaczającym granicę departamentów Haut-Rhin i Vosges po czym wróciliśmy ta samą drogą do Munster, gdzie zastaliśmy słoneczna i wręcz upalną pogodę czyli 31 stopni Celsjusza. Dario nie chcąc ryzykować kontuzji przed sobotnim wyścigiem postanowił na tym zakończyć szósty etap naszej wyprawy. Ja natomiast po ledwie kilkudziesięcio-minutowej sjeście wróciłem na ulice miasta poszukać drogi na Petit Ballon.

ZDJĘCIA

COL DE LA SCHLUCHT

Zdjęcie 1 z 25